Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

piątek, 23 października 2015

Aleksandra Zaprutko-Janicka "Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania"



 


Autorka: Aleksandra Zaprutko-Janicka
Tytuł: Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Rok wydania: 2015




Okupacja od kuchni nie jest też próbą zgłębienia całej tematyki dotyczącej kulinariów w czasach II wojny światowej (...) Skupiłam się na określonym wycinku: na takim, który w moim odczuciu pozwala najpełniej oddać codzienne rozterki i ukazać niezwykłą zaradność naszych babć i prababć. Kobiet, dla których podczas wojny kuchnia stała się frontem*- wyjaśnia Aleksandra Zaprutko-Janicka -historyczka i współzałożycielka portalu „Ciekawostki historyczne.pl".

Autorka skupia się na miejscowościach leżących na terenach Generalnego Gubernatorstwa, a w szczególności ma na uwadze Warszawę i Kraków. Wiadomo, że w mieście inaczej zdobywało się jedzenie, nie było możliwości, tak jak na wsi, hodować kur, które dawałyby jajka, czy też krów, dających mleko i mięso, chociaż...

Mężczyźni na froncie, a kobiety w kuchni, tu i tu codziennie toczyła się walka o byt. Trzeba było jakoś zdobyć jedzenie i czasami należało pozbyć się przesądów i innym okiem spojrzeć na takiego gołąbka...
[źródło]
 Aleksandra Zaprutko-Janicka zaczyna od sposobów zdobywania jedzenia. Opowiada o nowym zawodzie szmuglera i odsłania jego tajniki, zagląda również na czarny rynek, gdzie przedstawia czytelnikom kulisy nielegalnego handlu, przedstawia okupacyjną rzeczywistość kartkową oraz metody uprawiania roślin jadalnych na parkowych rabatkach. Czytając te wszystkie sposoby zdobywania pożywienia, przychodziła mi na myśl banalna w takich wypadkach konstatacja- Polak naprawdę potrafi. A Polka tym bardziej.

A to widać w dalszych rozdziałach, które mnie najbardziej zaciekawiły. Dowiemy się z nich np. że do zrobienia kawy wystarczy marchewka albo żołędzie, a fasola okazuje się świetnym surogatem mąki i można z niej zrobić tort kasztanowy.

Ważna jest również oszczędność, a wiadomo, że potrzeba jest matką wynalazku, więc nasze babki i prababki kombinowały, by nie marnować drewna opałowego, używały dogotowaczy, a i miały niezliczone pomysły na przechowywanie żywności.

W książce znalazło się również miejsce dla kuchni świątecznej oraz rozdział o stołówkach warszawskich powstańców, a wszystko bogato zilustrowane czarno-białymi zdjęciami oraz ówczesnymi ulotkami i reklamami. Na końcu zaś rarytas- kilkanaście przepisów z okupacyjnej stołówki.

Rzeczywiście, próba ujęcia całościowo tematu kulinarnego w okresie II wojny światowej byłaby przedsięwzięciem nie do wykonania. Aleksandra Zaprutko- Janicka nie miała takich ambicji. Autorka jedynie dotknęła zagadnienia, a przy okazji pokazała również codzienne życie w okupacyjnych miastach. Niezwykle ciekawe są anegdotki o warszawskich i krakowskich kawiarniach, w których kawy nie było, ale za to można było się czymś pożywić, o uprawianiu warzyw na klombach w parkach miejskich, o próbach szmuglowania ton mięsa w zakamuflowanych w pociągach szafkach. Jednak nic nie pobije pomysłowości pewnych podróżnych, którzy przebrali świniaka w babskie fatałaszki i w ten sposób martwy knurek pozwiedzał kawałek Polski zanim trafił na talerz.

Aleksandra Zaprutko-Janicka, zbierając materiały do książki, korzystała z wojennej prasy, książek i poradników kulinarnych wydawanych w latach okupacji oraz ze wspomnień, które ludzie zamieszczali na założonym przez nią portalu. Jeżeli więc po przeczytaniu książki będziecie czuli niedosyt, to na deser zapraszam na „Ciekawostki historyczne.pl".

Cytaty oznaczone * pochodzą z książki Aleksandra Zaprutko-Janicka, Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania, Znak Horyzont, Kraków 2015.

KLIKNIJ W ZDJĘCIE


6 komentarzy:

  1. Bardzo podobało mi się to opracowanie, bo pokazało nie tylko kulinaria, ale i w jakimś sensie polskość - naszego ducha przetrwania i wrodzone kombinatorstwo, które akurat w tym okresie historii wyszło nam na dobre. ;) Cudowne jest to, że o rzeczach tak trudnych jak okupacyjny głód można pisać lekko i z humorem - to dodatkowy atut książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą, książka jest lekka i nie przytłacza też ogromem informacji, wszystko jest wyważone :) A swoją drogą, to się zastanawiam, czy to rzeczywiście nasza narodowa cecha to kombinowanie, czy po prostu każdy człowiek ma instynkt samozachowawczy i w obliczu zagrożenia potrafi zrobić coś czego by się nie spodziewał. Ciekawe jak inne kraje sobie radziły z głodem podczas wojny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytuję sobie o tej książce i mam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też miałam, bo uwielbiam czytać o kuchni

      Usuń
  4. A ja chciałam napisać, że miałaś świetny pomysł z tym polecającym książki Oskarem. I genialne zdjęcie wybrałaś do tego celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :) To znajomy mu taką fotkę pstryknął, a polecanki oskarowe dołączyłam, bo jak już mi "pomaga" czytać, to niech też ma swoje trzy grosze do dołożenia :)

      Usuń

To miejsce na wyrażenie Twojej opinii. Ja się podpisałam pod swoim tekstem, więc Ty też nie bądź anonimowy. Anonimowe komentarze będą usuwane.