Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

czwartek, 7 stycznia 2016

Andrzej Muszyński "Podkrzywdzie"






Autor: Andrzej Muszyński
Tytuł: Podkrzywdzie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2015




Nikt nie wie, gdzie się znajduje Podkrzywdzie. Czy w ogóle istnieje? Chyba tak, skoro dziadek głównego bohatera - narratora, udawał się do tego tajemniczego miejsca. Wnuczek, mimo że próbował śledzić seniora rodu, nigdy nie widział Podkrzywdzia. Ale był za to świadkiem innych cudów.

Miejsce, w którym rozgrywa się akcja powieści Muszyńskiego położone jest nad rzeką Białą, gdzieś między Lasami Błędowskimi a puszczą Pakosznicą. To wieś zanurzona w bezczasie, gdzie magia i niezwykłość wyzierają z każdego zakamarka. Legendy żyją tu swoim życiem, w Zaduszki stawia się dziadom przy cmentarzu kaszę jaglaną i otwiera drzwi, by dom nawiedziły czyste duchy, na parapecie stawia się świecę, kwartę wódki, soczewicę i bób, a Adwent zaczyna się od śpiewania o świcie ligawek i do samych świąt nie patrzy się w lustro. Tutaj mają miejsce cuda - kwitną igły, a pod progiem mieszka tajemnicze ono. Ono, które okazuje się wyrzutem sumienia.

Pewnego dnia do wsi przybywa Stójkowy, przepędza księdza i wprowadza swoje dekrety: „Będziesz czynił sąsiadowi, co i tobie miłe" (...) „Okiełznacie wszelką gadzinę i ziele, wytniecie Pakosznicę i Błędowskie Lasy". Kazał rozbudować wieś, siać i coraz więcej sadzić (str. 40). Oswaja tuziemców z Miastem. Stwarza nowy świat, niczym demiurg. Jest patriarchą i mędrcem i jedynym człowiekiem we wsi, którego szanuje dziadek narratora.

„Podkrzywdzie" to realizm magiczny w czystej postaci, poetycka opowieść o przyrodzie, o inicjacji, o drugiej stronie lustra. Dziadek staje się dla młodego bohatera przewodnikiem po tym magicznym świecie. Jest niczym ojciec ze „Sklepów cynamonowych" Schulza, zamknięty w swoim świecie, bliski obłędu, udający się na mityczne Podkrzywdzie. Chłopak podgląda życie na wsi, wybiera się z dziadkiem na ryby, pierwszy raz bierze udział w zarzynaniu gęsi, uczestniczy w żniwach, gnojeniu. Wydaje się, że to są rutynowe wiejskie prace i tak jest, ale Muszyński tchnie w nie magię. A to wszystko za sprawą języka, który nasycony jest sensualnymi metaforami oraz detalicznymi  opisami: Magnes słońca ściągnął kolejny dzień za ścianę boru — widnokrąg spływał krwistą czerwienią, jakby na niebie rozpoczęło się już po tamtejszych żniwach jesienne świniobicie. (str. 59).  

Muszyński czerpie z najlepszych wzorców tradycji literackiej. Wykorzystuje biblijną konwencję, nadając rozdziałom tytuły przypominające księgi z Pisma Świętego. Tworzy swoją biblię, historię miejsca, historię ludzi i wie autor, że to jest dobre.

Nad „Podkrzywdziem" krąży duch schuzlowski, ale również wyczuwa się w nim coś z „Prawieku i innych czasów" Olgi Tokarczuk oraz poetyckiej „Dukli" Andrzeja Stasiuka. To opowieść, którą trzeba się powoli delektować, dając się ponieść leniwej, nasączonej symbolami narracji. Ja lubię takie powieści, lubię smakować każde zdanie, zagłębiać się w świat przedstawiony, a nie gonić za bohaterem, za akcją, sensacją, choć czasami i taki typ literatury jest w stanie mnie porwać.

W przypadku Muszyńskiego dałam się uwieść nieskrępowanej wyobraźni i impresjonistycznemu obrazowaniu, autor otulił mnie swoją opowieścią, choć na końcu historia wywołała gęsią skórkę.
 
KLIKNIJ W ZDJĘCIE


2 komentarze:

  1. Bardzo mnie zachęciłaś tą recenzją. Odpowiada mi taki klimat książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło, zapraszam zatem do wzięcia udziału w konkursie :)

      Usuń

To miejsce na wyrażenie Twojej opinii. Ja się podpisałam pod swoim tekstem, więc Ty też nie bądź anonimowy. Anonimowe komentarze będą usuwane.