Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

niedziela, 11 listopada 2012

Oskar Łatka kontra zabawki


Oskarek to już młodzieniaszek niczego sobie. Urosło toto i się panoszy po całym domu. Ma też swoją bandę, którą regularnie męczy. A oto jego załoga:
Pan Kuleczka
Oskar uwielbia brać w pyszczek część sznurkową Pana Kuleczki i łazić, a raczej zasuwać z nim po całym domu. Pan Kuleczka ma również zastosowanie praktyczne- gdy Oskar wczepi się pazurkami w część papierową Pana Kuleczki, osoba, która się akurat z nim bawi, może zrobić polerkę podłogową z kota. Kot wniebowzięty, a i pani zadowolona.
Pani Bąbelek
Podstawową funkcją Pani Bąbelek jest latanie. Podstawową funkcją Oskara jest łapanie w locie Pani Bąbelek i ściąganie jej na ziemię.
Pani Myszka
Tiaaa, jego ulubiona zabawka. Budzi w Oskarze instynkt drapieżnika. Ostatnio do jego ulubionych zabaw należy wrzucanie Pani Myszki do miski z wodą, wyławianie i przynoszenie Pani na łóżko...
Pan Kurak
Jeszcze niedawno, zanim Oskar się wprowadził, Pan Kurak grzecznie siedział w książkach, ale Oskar stwierdził, ze to zbyt nudne zajęcie dla takiego Pana Kuraka, więc wziął go w pyska i już ma kumpla do skakania.

Jest jeszcze oczywiście Pan Drapak:

A oto filmik, na którym możecie sobie obejrzeć, jak się używa poszczególnych zabawek. W rolach głównych: Wojtek i Oskar. Reżyseria: Mag.




piątek, 9 listopada 2012

Co ze sobą listopad przyniesie

Już od środy we Wrocławiu miłośnicy prozy Brunona Schulza będą mieli nie lada ucztę. Rozpoczyna się bowiem Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza. A to wszystko w związku z tym, że miesiąc listopad został ogłoszony miesiącem Schulza. Wszystkie informacje o wydarzeniach festiwalowych znajdziecie pod TYM linkiem.

A pod koniec miesiąca, w dniach 29.11.-02.12. święto dla wszystkich moli książkowych- Wrocławskie Promocje Dobrych Książek. Swój udział zapowiedzieli m.in. Małgorzata Musierowicz, Janusz L. Wiśniewski, Dorota Masłowska i Roma Ligocka. Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie WPDK.

A dla mnie listopad, oprócz literackich atrakcji, przygotował jeszcze jedną, zupełnie prywatną. Otóż w czerwcu złożyłam dokumenty na podyplomowe studia wydawnicze. I tak oto za dwa tygodnie dostanę indeks i znów zacznę odwiedzać ukochane mury wrocławskiej polonistyki.

wtorek, 6 listopada 2012

Stacey Ballis "Smaki życia"


 



Autorka: Stacey Ballis
Tytuł: Smaki życia
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012








Stacey Ballis dla kariery pisarki porzuciła posadę w chicagowskim Teatrze Goodmana. Napisała sześć powieści w tym „Smaki życia" niedawno przetłumaczone na język polski.

Przyznać szczerze muszę, że nie czytałam innych powieści tej pisarki i wiem jedno- po przeczytaniu „Smaków życia" na pewno nie skuszę się na inne książki. Być może Stacey Ballis powinna jednak pozostać przy pracy w teatrze.

Nie ma co ukrywać wiedziałam, że powieść Ballis to zwykłe czytadło, ale tego mi było potrzeba, do tego jeszcze tematyka kulinarna, która jest moją pasją. Uwielbiam czytać książki, w których bohaterki nie wychodzą z kuchni, a zapach potraw wręcz wycieka ze stron powieści. Taka jest „Zupa z granatów" Marshy Mehran, takie są książki Petera Pezellego, że o sławetnej „Czekoladzie"Joanne Harris nie wspomnę. Ballis, niestety, nie sprostała zadaniu.

Bohaterką powieści jest czterdziestoletnia Malanie, która w dwa lata zrzuciła sześćdziesiąt pięć kilo. Pomogła jej w tym Carey- dietetyczka, która stała się jej najbliższą powierniczką i terapeutką. Z tym, że wraz z utratą kilogramów Melanie straciła również męża, który odszedł do dwa razy grubszej kobiety.
Ale to nie koniec problemów. Melanie odeszła z kancelarii prawniczej i założyła restaurację ze zdrowym jedzeniem, ale nie można powiedzieć, że przynosi ona zyski. Bohaterka jest w tarapatach finansowych.  Ale oto poznaje Nadię- młodą ekscentryczną kobietę o tajemniczej przeszłości. Wynajmuje jej pokój i proponuje pracę w restauracji. W międzyczasie pojawia się przystojny nieznajomy i Melanie znów się zakochuje. Życie znów nabiera smaku.
 To tyle tytułem streszczenia.

Lubię czytadła, odprężają mnie, nie zmuszają do myślenia, ot- czyta się dla samej przyjemności poznawania historii z życia wziętej. W przypadku „Smaków życia", niestety, nie ma czym się delektować. Postaci stworzone przez Ballis są płytkie i pozbawione jakiejkolwiek głębi psychologicznej. Czterdziestoletnia Melanie ma mentalność czternastolatki, jej przemyślenia są na poziomie kolorowych czasopism dla nastolatek.

Nie lubię pisać źle o książkach, zawsze staram się coś dobrego w nich znaleźć, ale cóż ja mogę, gdy dialogi są zaczerpnięte z telenoweli brazylijskiej, postaci niewiarygodne, konstrukcja powieści rozlatuje się z każdym akapitem, a sceny erotyczne trąca myszką?

Zawiodłam się, myślałam, że „Smaki życia" poruszą moje czytelnicze ślinianki, niestety, po lekturze powieści Stacey Ballis potrzebuję raczej leku na palącą zgagę.

niedziela, 4 listopada 2012

Simon Tofield "Kot Simona kontra reszta świata"






Autor: Simon Tofield
Tytuł: Kot Simona kontra reszta świata
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2012






Kotu o coś uniwersalnego-poza żarciem-chodzi. Kot nieustannie poznaje i studiuje rzeczywistość, pies ja oszczekuje tępo. Kot ma własną wizję świata, pies takiej wizji nie ma.  Kot jest panem, pies niewolnikiem. Kot jest nadbudową, pies jest bazą. Kot ma pysk wredny, ale inteligentny, pies ma mordę poczciwą, ale debilną. Kot jest wymagającym partnerem człowieka, pies jest jego ślepym i podatnym na upokarzające tresury lokajem (...)Kot jest królewskim przykładem istnienia spełnionego (...) Panu bogu poza kotami nic się do końca nie udało. Koty są stworzeniami skończonymi, reszta świata, łącznie z psami, jest wadliwa".
Jerzy Pilch, Bezpowrotnie utracona leworęczność.


Kot Simona poza żarciem ma wiele zainteresowań. Ciekawi go wszystko, wszystko też przeciwko niemu się sprzeniewierza. I oto staje ON, bohater- kontra reszta świata. A bo to trzeba zajrzeć do budki ptasiej, z której nagle wyskakuje paskudny strach w postaci zabawkowego klauna. Trzeba stawić czoła weterynarzowi, ale łatwo nie ma, najpierw trzeba pokazać pazurki i zdemolować gabinet- no przecież żywcem się nie oddam! Trzeba też małego kociokwika do pionu ustawić- niech sobie gówniarz nie myśli! A tyle jeszcze niebezpieczeństw na zewnątrz na biednego koteczka czeka, więc Kot musi się z nimi zmierzyć. A to lawina, a to staw, do którego można wpaść, a to Oskar (niższa forma istnienia w postaci psa), który podlewa drzewo, na którym akurat siedzisz. Ale w domu też jest wiele niebezpieczeństw. Ach i ten Simon- czasami trzeba pokazać pazurki, by coś do miski włożył.

Tak moi drodzy, a to wszystko możecie zobaczyć w niedawno wydanej książce „Kot Simona kontra reszta świata". Bohaterowie się nie zmienili, ale za to książka wydana jest w kolorze, a wcześniej autor oddawał do druku przygody swego Kota w czarno-białej tonacji.

Zdaję sobie sprawę z tego, ze nie wszyscy są kociarzami i nie wszyscy wiedzą kim są Kot Simona i jego  Pan. Otóż- Simon Tofield to angielski rysownik i reżyser związany z wytwórnią Tandem Films. Facet jest ogromnym miłośnikiem przyrody, ale przede wszystkim świetnym obserwatorem. Inspiracją dla komiksów i filmów z Kotem są cztery sierściuchy, które są towarzyszami życia Simona Tofielda- Jess, Maisy, Teddy i Hugh.
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam rysunki Tofielda pomyślałam sobie: „Ten facet uchwycił w tym Kocie istotę kociowatości". Wtedy pierwszy raz miałam pod opieką kociaka (pamiętacie Czesia?), a wszystkie zachowania Kota Simona przypominały mi wariacje mojego pieszczocha.
Tak, trzeba przyznać Tofieldowi, że jak nikt inny, potrafi z fotograficzną dokładnością oddać kocie fanaberie.
I psie również. ale czymże jest pies w porównaniu do tak idealnej istoty, jaką jest kot? 

Czy trzeba coś więcej dodawać?
Zapraszam na oficjalną stronę Tofielda, gdzie możecie zobaczyć, jak wyglądają jego koty i pooglądać filmiki z udziałem Kota Simona.

piątek, 2 listopada 2012

Zyta Oryszyn "Ocalenie Atlantydy"


 



Autorka: Zyta Oryszyn
Tytuł: Ocalenie Atlantydy
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012





Przyznam szczerze, że niewiele mi mówiło nazwisko autorki. Zachęcił mnie opis na okładce i blurby napisane przez Hannę Krall i Janusza Andremana, z których wynika, że powieść Zyty Oryszyn to jedno z najważniejszych dokonań polskiej literatury współczesnej, opowiadające w sposób głęboki i tajemniczy o powojennych losach przesiedleńców z ziem wschodnich, którzy znaleźli się na Dolnym Śląsku.

A tych przesiedleńców na kartach powieści jest mnóstwo i nie sposób ich spamiętać. Każdy z nich ma swoją historię, nie są to opowieści o Historii- ot zwykłe sprawy, zwykłych ludzi. Choć, czy takich zwykłych?
Oryszyn stworzyła galerię nietuzinkowych postaci. Poznajemy zatem Pana Stasiulka, który odkąd pocałował drewniane usta stracił wiarę we wszystko, Pana Kilowskiego, który jako jedyny został pochowany w niebieskich skarpetkach, znajdy, która jest uznawana za Psychiczny Fenomen, Adelajdy Zaumer, która nie chciała udawać chłopki i uszyła sobie sukienkę z firanki, Mietka Szczęsnego, który wierzył w solipsystyczne teorie o znikaniu rzeczy po zamknięciu oczu. Jest jeszcze historia rodziny Kanastów- producentów najdelikatniejszej porcelany niemieckiej.
Oryszyn funduje czytelnikowi narrację prowadzoną z wielu perspektyw, wiele historii jest tylko zarysowanych, a anegdoty mnożą się w nieskończoność, tak jakby każdy z bohaterów musiał coś od siebie dodać, by pozostawić po sobie jakiś znak. Ten ogromny strach przed unicestwieniem można rozwiać tylko przez pamięć będącą jedynym schronem, który ocali tamten świat.

Oryszyn zabiera nas zatem najpierw w okolice Sanoka, gdzie w schronie próbuje przetrwać polska rodzina wraz z uciekinierami z innych rejonów Polski, którzy chcą uciec na Węgry. Jest rok 1939, przed wybuchem wojny.
Następnie przenosimy się nieco w czasie i wędrujemy na Ziemie Odzyskane, do Leśnego Brzegu, gdzie w poniemieckiej kamienicy żyją obok siebie ludzie etnicznie zróżnicowani. Są to czasy ponurego stalinizmu i czarnej wołgi, z której już się nie wracało. Poznajemy losy poszczególnych postaci aż do momentu ogłoszenia stanu wojennego.


Ocalenie Atlantydy" to napisana przepiękną polszczyzną powieść o zwykłych ludziach, w których spokojne i poukładane życie wtargnęła nagle Historia. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, pytanie o to, czym jest ojczyzna, czy jest ona czymś, co leży wewnątrz, czy też jest to kawałek ziemi otoczony granicami? To również próba ocalenia tamtego świata, tamtego kawałka historii w sposób nieco oniryczny i zacierający granice między rzeczywistością, a fantasmagorią.