Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

niedziela, 7 lutego 2016

Kruche rogaliki orzechowe



Te rogaliki to jest absolutny hicior- kruche, rozpływają się w ustach, mogą leżeć dwa tygodnie i nadal są świeże, ale zapewniam Was, że po upieczeniu, dwóch tygodni nie doczekają. Zamiast orzechów włoskich można zmielić migdały albo połączyć orzechy włoskie z migdałami, ciasteczka są wtedy tak samo pyszne. W sam raz do popołudniowej kawy lub herbaty.
 

Co potrzebujemy:

2,5 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej (ale może być też zwykła mąka pszenna, ja używam do wypieków typ 650)
200 g margaryny lub masła
100 g zmielonych orzechów włoskich
6 czubatych łyżeczek cukru pudru
1 opakowanie cukru waniliowego
1 żółtko

Sposób przygotowania:

1. Mąkę przesiewamy do miski.
2. Dodajemy pokrojone na mniejsze części masło lub margarynę (dobrze, gdy wyjmiecie masło wcześniej z lodówki, by było miękkie).
3. dodajemy resztę składników i wyrabiamy ciasto.
4. Odrywamy mniejsze kawałki i formujemy rogaliki.
5. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200°C i pieczemy rogaliki 15-20 min.

Można je podawać posypane cukrem pudrem albo zamoczyć w polewie czekoladowej i obsypać wiórkami kokosowymi.

Smacznego!


sobota, 6 lutego 2016

Top 13 - Szymborska w cytatach


1 lutego minęła 4. rocznica śmierci Wisławy Szymborskiej, jednej z moich ukochanych Pisarek. W dzisiejszym topie chciałabym się podzielić z Wami moimi ulubionymi cytatami z twórczości tej zacnej noblistki. Znajdziecie tu fragmenty z „Lektur nadobowiązkowych", wiersze, odwódki, limeryki i lepieje. Jeżeli macie swoje ulubione cytaty, zachęcam do napisania ich w komentarzach.



1. Cud pierwszy lepszy: krowy są krowami.
2. (...) nagle przez uchylone drzwi wkroczył pies. Był to okaz najdroższej i najnudniejszej rasy, sinawy i prawie bez sierści, zwierzę tak zdegustowane własną wysiloną rasowością, że już zupełnie nie nadające się na psa.
[źródło]
3. Naturalnie, że mam większe zmartwienia, ale to jeszcze nie znaczy, żeby nie mieć mniejszych.
4. Znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono.
5. Ambitnemu hodowcy w Łobzowie
   rosła bujnie pietruszka na głowie.
   Ekolodzy pospołu
  zrywali ją do rosołu,
  bo pietruszka to samo zdrowie.
6. Raz Mozarta bawiącego w Pradze
   obsypały z kominka sadze.
   Fakt, że potem, w ciągu pół godziny,
  wymorusał aż cztery hrabiny,
  jakoś uszedł biografów uwadze.
7. Lepszą będziesz mieć karnację,
   gdy u siebie zjesz kolację.
[źródło]
8. Lepszy na biegunie grób,
   niż z bufetu zimny drób.
9. Od absyntu zanik talyntu.
[źródło]
10. Od żytniówki dzieci półgłówki.
11. Mogłam być sobą - ale bez zdziwienia,
  a to by oznaczało,
  że kimś zupełnie innym.
12. Życie - jedyny sposób,
      żeby obrastać liśćmi,
     łapać oddech na piasku,
    wzlatywać na skrzydłach;
13. Jesteś piękne - mówię życiu-
      bujniej już nie można było,
     bardziej żabio i słowiczo,
    bardziej mrówczo i nasiennie.

czwartek, 4 lutego 2016

O pewnej operacji

[źródło]
Kolejnych czterdzieści pięć minut Sauter i jego najstarszy syn, który mu asystował, nie zapomnieli do końca życia. Bez narkozy, nie mając wiedzy o bakteriach, infekcjach i antyseptyce, przy użyciu jedynie szczypców, noża i nożyczek, Sauter próbował na siłę wyjąć macicę. Gdy jego próby zakończyły się niepowodzeniem, zaczął na ślepo przecinać dookoła szyjkę macicy. Po dwudziestu minutach i to udało mu się tylko częściowo. „Cierpliwość pacjentki się kończyła. Prosiła o przerwanie [...]". Sauter nie widział jednak już odwrotu. dodawał więc kobiecie odwagi, „aby ważyć się na ostateczność". W ciągu kolejnych dwudziestu minut udało mu się wreszcie rozciąć tkankę między jelitem, pęcherzem a macicą, zatamować krwawienia octem i przedostać się do jamy brzusznej. Przeciął ścięgna nożycami. Chwilę później drżącymi rękoma wyjął chory organ. Czystą, jak sądził, wełną zatkał otwór, który pozostał w miejscu szyjki macicy. Jego ostatnia uwaga brzmiała: „Pacjentka mężnie wytrzymała. Po operacji powiedziała tylko << Już czas, tracę przytomność>>".

[Jürgen Thorwald, Ginekolodzy, przeł. Anna Wziątek, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2016, str. 224/225] - rok 1822

środa, 3 lutego 2016

A we Wrocławiu w lutym dzieje się



Zapraszam na comiesięczny rozkład literackiej jazdy.

Kiedy?
05.02.2016 r. godz. 18:00
Co?
Spotkanie autorskie z Adrianem Bednarkiem
[źródło]
Adrian Bednarek to urodzony w 1984 r. w Częstochowie absolwent Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Autor od wielu lat fascynuje się tematyką kryminalną, w tym postaciami seryjnych morderców i II wojną światową. „Pamiętnik diabła" to jego debiut literacki
Witaj w moim idealnym, pozbawionym wad świecie. Mam dwadzieścia dwa lata i wszystko, czego mógłbyś zapragnąć. Idealną dziewczynę jak z okładki, popularnych znajomych, samochód swoich marzeń, penthouse na ostatnim piętrze i perspektywę jeszcze lepszej przyszłości przed sobą. Jestem z tych, którym życia zazdroszczą inni. Tak opisze mnie każdy, kto choć raz mnie widział. A jaki jestem naprawdę? Ci, którzy mieli okazję się przekonać, nigdy nie będą mogli opowiedzieć swojej historii. Żądze siedzące we mnie są tak wielkie, że nie potrafię oprzeć się pokusie ich zaspokojenia. A zawsze dostaję to, czego chcę. Jeżeli wierzysz w niebo i piekło, to ja jestem ludzkim odbiciem diabła. Przedstawiam Ci mój pamiętnik. Gdy go przeczytasz, nic już nigdy nie będzie takim, jakim dotąd Ci się wydawało. Odważysz się? (opis wydawcy).
Gdzie?
Księgarnia Tajne Komplety, Przejście Gancarskie 2
--------------------------------------------------------------------------
Kiedy?
11.02.2016 r. godz. 16:00
Co?
Spotkanie autorskie z Agatą Suchocką
Autorka powieści wampirycznych "Woła mnie ciemność".
XIX wiek. Z amerykańskiego Południa do Londynu przybywa potomek zubożałego rodu, młody Armagnac Jardineux. Bez pieniędzy, perspektyw, niemal bez dachu nad głową, za to z wielkim talentem do gry na fortepianie, młodzieniec szybko trafia pod skrzydła mecenasa młodych artystów – tajemniczego lorda Huntingtona. Protektorat możnego arystokraty oraz przyjaźń z utalentowanym skrzypkiem Lotharem otwierają przed chłopcem drzwi na najsłynniejsze i pełne przepychu salony londyńskiej socjety. Jednakże każdy sukces ma swoją cenę – im jest większy, tym cena wyższa…

Intrygująca historia, ciekawe postaci, doskonale skonstruowana fabuła, bogaty język, nieoczekiwane zwroty akcji i napięcie do ostatniej strony to tylko część powodów, by sięgnąć po tę książkę!
(opis wydawcy).
Wieczorkowi towarzyszyć będzie kameralny koncert na skrzypce. Wstęp wolny.
Gdzie?
Miejska Biblioteka Publiczna, Filia nr 40, ul. Przybyszewskiego 59
--------------------------------------------------------------------------
Kiedy?
16.02.2016 r. godz. 17:00 - 18:00
Co?
Dyskusyjny Klub Książki Kryminalnej 
Opowieść o kobietach mafii i morderstwo jako dzieło sztuki - tym razem dyskusja potoczy się wokół dwóch książek – Jarosława Sokołowskiego „Masa. O kobietach polskiej mafii” oraz Davida Morrella „Morderstwo jako dzieło sztuki”.
Gdzie?
Biblioteka im. T. Mikulskiego we Wrocławiu, Rynek 58, Informatorium, II piętro

--------------------------------------------------------------------------
Kiedy?
24.02.2016 r. godz. 19:00 - 20:30
Co?
Loża Fantastyczna
Loża zaprasza na dyskusję o trzeciej po „Gambicie” i „Punkcie cięcia” powieści Cholewy z cyklu „militarnego science fiction”. Gdyby koniecznie chcieć ująć w jedno zdanie jej treść, można by tu zrobić tak: „Wysłana na skalistą planetę Atropos ekspedycja ratunkowa, której zadaniem jest ocalić odciętych na wiele lat od reszty ludzkości kolonistów, zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę z tajemniczym wrogiem... ”. Dodajmy, że „Forta” jest laureatką Nagrody im. Janusza Zajdla za rok 2015 oraz że została wyróżniona przez jury Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego.
Gdzie?
Biblioteka im. T. Mikulskiego we Wrocławiu, Rynek 58, Biblioteka Niemiecka, I piętro



poniedziałek, 1 lutego 2016

Katarzyna Berenika Miszczuk "Szeptucha"




Autorka: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł: Szeptucha
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2016




Na samym początku, jeszcze przed prologiem przeczytałam takie oto zaproszenie: Drogi Czytelniku, czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Czy nadal wierzylibyśmy w pogańskich bogów? Jak dzisiaj wyglądałoby nasze państwo?
Zapraszam Cię na magiczną podróż do innej rzeczywistości...
Katarzyna Berenika Miszczuk

Oczywiście zaproszenie przyjęłam, gdyż słowiańskie wierzenia i tematyka szeptuch pasjonuje mnie od momentu, gdy przeczytałam „Boginie z Žitkovej” Katheřiny Tučkovej. Myślałam, że książka Katarzyny Bereniki Miszczak będzie podobna. O bogowie, jakże się myliłam!

XXI wiek, Królestwem Polskim rządzi Mieszko XII. Nie jest źle – bezrobocie prawie zerowe, biedy nie ma, a nasz kraj jest jednym z najpotężniejszych mocarstw w Europie. Królowi udało się nawet podpisać pakt o nieagresji z Mocarstwem Rosyjskim (przyznać muszę, że autorka ma niesamowicie rozwiniętą wyobraźnię, co udowadnia nie tylko opisując polityczną sytuację Królestwa, ale również przedstawiając perypetie głównej bohaterki).

Gosława Brzózka właśnie skończyła medyczne studia i teraz musi udać się na roczny staż do szeptuchy, by mogła w przyszłości pracować jako lekarka. Goście na samą myśl o opuszczeniu Warszawy i udaniu się do rodzinnych Bielin- rodzinnej wsi, która położona jest pod Łysą Górą – robi się słabo. Nic dziwnego, bohaterka jest typową mieszczką z manią na punkcie higieny oraz z rozwiniętą fobią na punkcie kleszczy, robali, zarazków, bakterii i innego ustrojstwa. I idź tu teraz z tymi wszystkimi przypadłościami do jakiejś starej baby, która wierzy w czary ( w XXI wieku!) i w bogów, na pewno mieszka w chacie bez kanalizacji, w ciemnym lesie, gdzie jeszcze na dodatek pełno dzikiego zwierza. Masakra! Zresztą, o jakich bogach my mówimy? Przecież oni nie istnieją i są tylko pozostałością po starych słowiańskich zabobonach.

Z takimi myślami Gosia trafia do szeptuchy. I tu całe moje wyobrażenie o guślarkach runęło w gruzach. Jarogniewa, w skrócie – Baba Jaga- to prawdziwa biznes woman. Zgrabiona, mówiąca gwarą, z obowiązkową chustką kwiecistą na głowie i czarnym kocurem z uszczerbionym uchem w chałupie. A chałupa jednoizbowa, coś tam na piecyku pyrka- jak u prawdziwej wiedźmy. Ale, gdy tylko drzwi za klientami się zamkną, Baba Jaga zrzuca chustkę, prostuje plecy i zaczyna mówić normalnym językiem. Chałupa okazuje się tylko miejscem pracy, natomiast prawdziwy dom – eeee, to już inna sprawa. Willa po drugiej stronie ulicy zadowoliłaby najbardziej wybrednego mieszczucha.

Może nie będzie tak źle – myśli sobie Gosia- nauczy się tego, co potrzeba, odbębni staż i wróci do Warszawy, by zacząć wymarzoną pracę jako lekarka. I pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że według przepowiedni, nasza bohaterka jest widzącą i tylko ona jedna może zerwać kwiat paproci, który zakwita raz na dwanaście tysięcy trzysta czterdzieści pięć pełni księżyca, czyli mniej więcej raz na tysiąc lat. A o kwiat walczą bogowie, których zdaniem Gosi nie ma oraz Mieszko- tajemniczy przystojniak, na którego widok ślinianki Gosławy pracują szybciej, a serce uderza mocniej. Komu przypadnie kwiat paproci?

Powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk to wariacka podróż w świat słowiańskich legend, z którymi autorka sobie nieźle pogrywa. Pisarka sili się na humor językowy, co jej średnio wychodzi, za to jeżeli chodzi o humor sytuacyjny to muszę przyznać, że na tym polu radzi sobie rewelacyjnie. Do tego jeszcze świetnie dozuje napięcie, bo „Szeptucha” łączy w sobie nie tylko elementy powieści fantasy, w której zło walczy z dobrem, a strony książki zapełnione są utopcami i innymi upirami, ale również pojawiają się wątki zapożyczone z horrorów, gdzie polowanie na wąpierze żądne krwi może wpędzić do grobu.

Książka ma również charakter edukacyjny, z niej dowiecie się jak zwalczać parchy naturalnymi sposobami, co zrobić, gdy krowa daje za mało mleka, jak zmusić męża do utrzymywania porządku oraz co może zwalczyć wszelkie bolaki.

Jednym słowem- pomieszanie z poplątaniem. Humor, wartka akcja, bohaterowie, których nie sposób nie polubić, świetnie skreślony obraz polskiej wsi, w której nadal wielbi się bogów i rady szeptuchy stawia się ponad zalecenia lekarzy.


Można tę powieść włożyć między czytadła, ale te z wyższej półki, bo pod poszewką świetnie opowiedzianej historii kryje się pytanie o nasze przywiązanie do tradycji, do korzeni. Miszczuk umiejętnie zderza ze sobą dwie rzeczywistości: świat, który gna do przodu i wymyśla coraz to nowe rozwiązania ułatwiające życie, gdzie wszystko, co naturalne można zastąpić techniką oraz ten, w którym żyje się wolniej, kultywuje stare tradycje, mające zapewnić przychylność bogów. Który z nich jest nam bliższy?
KLIKNIJ W ZDJĘCIE
 Książka ma premierę 03.02.2016 roku.


4. rocznica śmierci Wisławy Szymborskiej

[źródło zdjęcia]
Niełatwo było z nią porozmawiać poważnie o pisaniu, natchnieniu, inspiracji. Wszystko obracała w żart. Kiedyś i ja zażartowałem, że Miłosz miał łatwiej. Bo jemu, jak twierdził, dajmonion szeptał wiersze do ucha. Pani Wisława - o dziwo - spoważniała i powiedziała: „Wie pan, ale ja też słyszę głosy. Mnie się śnią słowa, zdania". To chyba rzadkie, żeby mieć sny afabularne, za to językowe.
Śniły jej się frazy, które zapisywała. Zapisywała w czarnym notesiku, który znalazłem kiedyś na biurku, kiedy wyjechała do Zakopanego.
[Michał Rusinek, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, str. 121]