Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DZIENNIKI/PAMIĘTNIKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DZIENNIKI/PAMIĘTNIKI. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

Astrid Lindgren „Dzienniki z lat wojny 1939 - 1945"






Autorka: Astrid Lindgren
Tytuł: Dzienniki z lat wojny 1939 - 1945
Przekład: Anna Węgleńska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2016



Gdy wybuchła II wojna światowa Astrid Lindgren miała 32 lata. Pisarka mieszkała wówczas wraz z rodziną w Szwecji. Autorka była jeszcze przed literackim debiutem. „Dzienniki z lat wojny 1939 - 1945" zaczęła pisać z pierwszym dniem września i od tej daty regularnie notowała wszystkie istotne informacje z frontu. Zapisała siedemnaście zeszytów, które znaleziono w domu w Sztokholmie w koszu na bieliznę.

Pisarka skrupulatnie spisuje kolejne etapy wojny, punkty zwrotne, obserwuje całą scenę polityczną, niekiedy dopisuje swoje refleksje na temat rozwiązań politycznych. Pisze i wkleja artykuły z ówczesnych gazet, ale wydawca „Dzienników" zamieszcza jedynie informację, że w danym miejscu pojawia się wycinek z gazety dotyczący jakiejś kwestii.

Wojna opisywana przez Astrid jest czymś abstrakcyjnym. Rodzina pisarki bowiem nie odczuwa jej skutków, jak i cała Szwecja, która nie poniosła tak ogromnych strat, jak inne państwa. Z obserwacji, z opowieści innych, z gazet, z radia i z listów, które Astrid codziennie czytała w pracy (pod koniec lata 1940 roku podjęła pracę w jednym z oddziałów służby wywiadowczej jako cenzor korespondencji) wyłaniają się zderzające się ze sobą dwie rzeczywistości: globalna oraz indywidualna.

Globalna to ta, w której Astrid opowiada o tragicznych losach Finlandii, Polski, Danii, Norwegii i innych państw, które Hitler doprowadził do ruiny. Przytacza fragmenty listów, w których nadawcy opisują tragiczne losy swoich rodzin, opowiadają o deportacjach, torturach, obozach koncentracyjnych. Pisarka nie może uwierzyć, że człowiek może dopuścić się takich zbrodni, ale z drugiej strony jej obawy, przerażenie światową sytuacją jest równoważone osobistymi problemami. Co chwilę pojawiają się w tych notatkach wzmianki o chorobie Karin- sześcioletniej wówczas córce Astrid, problemach z nauką Larsa, informacje o gromadzeniu jedzenia, trudnościach ze zdobyciem niektórych artykułów.

Dużo tu o jedzeniu. Astrid skrupulatnie notuje co i gdzie jedli, opowiada o rodzinnych uroczystościach, wspólnym spędzaniu Bożego Narodzenia. Stoły są tak zastawione, że aż się wierzyć nie chce, że w innych krajach ludzie umierają w tym samym czasie z głodu w gettach. To zderzenie dwóch światów jest mocno wyeksponowane w „Dziennikach", ale jedyną reakcją pisarki jest głębokie współczucie i refleksja nad losem wojennych skazańców.

Przyznać muszę, że nie porwały mnie te dzienniki. Ich raportowy styl przeplatany niekiedy opisami pogody, które wprowadzają do zapisków trochę literackości, dystansuje i sprawia, że czyta się te zapiski jak suche sprawozdania. Gdybym miała oceniać tę książkę z perspektywy historycznej, to uważam, że jest to ciekawy dokument tym bardziej, że Lindgren, tak jak sobie założyła, starała się opisywać wszystkie istotne wydarzania od 1939 roku d0 1945.
Ja jednak wolę jej późniejszą twórczość, w której wyobraźnia, a nie suche fakty odgrywa najważniejszą rolę.
KLIKNIJ W ZDJĘCIE


poniedziałek, 30 listopada 2015

Agnieszka Osiecka "Dzienniki i zapiski. Tom III 1952"



 

Autorka: Agnieszka Osiecka
Tytuł: Dzienniki i zapiski. Tom III 1952
Redakcja: Karolina Felberg-Sendecka
Wydawnictwo: Prószyński i Sk-a
Rok wydania: 2015




I oto mamy okazję zajrzeć do kolejnego tomu „Dzienników"  Agnieszki Osieckiej. Dla przypomnienia dodam, że pierwsza część z zapiskami poetki ukazał się w roku 2013 i obejmował lata 1945-1950, natomiast drugi tom został wydany w 2014 roku, czternastoletnia artystka opisywała w nim wydarzenia z 1951 roku.

Jest rok 1952, Osiecka ma piętnaście lat, w maju czeka ja matura i później egzaminy na studia, ale dziewczyna nie bardzo się tym przejmuje, w codziennych notkach nie poświęca zbyt wiele miejsca rozmyślaniom nad przystąpieniem do egzaminu dojrzałości. Interesuje ją zupełnie coś innego.
Nadal udziela się w sekcji pływackiej i siatkarskiej i opisy treningów, zawodów, sportowych osiągnięć zajmują dużą część pamiętnikarskich notek. I zapewne wielu z czytelników poczułoby się znudzonymi relacjami z basenu, ale Osiecka przy okazji wplata w relacje swoje rozterki dotyczące chłopaków, sympatii i koleżanek. Mniej jednak jest tu analizy charakterów, co można było zaobserwować w poprzednim dzienniku. W 1952 roku artystka więcej uwagi poświęca relacjom między swoimi znajomymi. 

Ciągle chodzi na potańce, wyjeżdża do Zakopanego na narty, prowadzi aktywne życie towarzyskie, choć czasami ma i tego dość i chciałaby się schować, być tylko sama ze sobą.
W 1951 roku poetka wstąpiła do ZMP i wtedy zaczęła się jej edukacja polityczna, która jest kontynuowana. Osiecka jest aktywistką, dużo czyta, dyskutuje z kolegami, ale jest też krytyczna, próbuje wyrobić sobie swoje zdanie i dlatego na kartach pamiętnika wiele rozważań w tej kwestii czyni.

Obserwujemy, jak zmienia sie jej postawa, jak coraz bardziej drażnią ją problemy związane z socjalizmem i jak coraz bardziej utwierdza się w swoim umiłowaniu życia: A poza tym, to ja jestem smarkacz i chcę zostać smarkaczem jak najdłużej, i nie chcę, nie chcę mieć nic do czynienia z jakimiś „politycznymi aferami"!! Walka klasowa zupełnie mnie nie interesuje. Na razie wolę np. grać w piłkę i śmiać się, śmiać się, śmiać się! Mam jeszcze czas na poważne, dorosłe sprawy, jakie by one nie były, i wścieka mnie, gdy raptem te sprawy wyciągają po mnie, tak obecne wszechogarniające, macki.* - pisze w notatce z dnia 22.10.

Bo Osiecka w pamiętniku spisuje dosłownie wszystko. Nie rozstaje się z „duszą" (tak nazywała swój dziennik) ani na krok. Są tu notatki z referatów, korespondencje pisane podczas nudnych lekcji, spisy potrzebnych rzeczy na obóz, plany zajęć na studia, mnóstwo cytatów i fragmentów z literatury, którą czyta, fragmenty recenzji teatralnych, kilka wprawek literackich własnego autorstwa, rysunki, listy prezentów na święta, notatki z wykładów, wpisy znajomych. Ta różnorodność wprowadza nas nie tylko do świata piętnastoletniej artystki, ale daje również obraz rzeczywistości, w jakiej żyje młoda Agnieszka. Dzięki jej zapiskom możemy się dowiedzieć, jakie sztuki wystawiano na deskach warszawskich teatrów w 1952 roku, jakie przedmioty wykładano na pierwszym roku dziennikarstwa, obserwujemy jak władza rozprawia się z niewygodnymi studentami.

Mało w tym tomie twórczości własnej, mniej opisów i dbałości o formę. Język Osieckiej jest kolokwialny, codzienny, notatki są upstrzone językowymi kwiatkami, nowomową i wtrętami z obcych języków. Kilka wpisów jest w języku niemieckim.

Uścisk dłoni z gratulacjami należy sie redaktorce, która bardzo skrupulatnie w przypisach, z których można by utworzyć osobną książkę, wyjaśnia wszystko, co należy wyjaśnić. Tłumaczy zatem każdy cytat, przypomina kim są postaci opisywane w dziennikach, nakreśla historyczne fakty, wyjaśnia kolokwializmy, wyłapuje błędy swojej bohaterki  - to bardzo ułatwia lekturę.

Nie oczekujcie od trzeciego tomu wybitnych tekstów czy inspirujących rozważań. To dziennik piętnastoletniej dziewczyny, która nie może sobie poradzić z matematyką, kombinuje jak tu dostać się na oblegane spektakle do teatru, walczy z bólem zęba i próbuje określić swoje uczucia do chłopców, którzy są w nią zapatrzeni. Na twórczość artystyczną przyjdzie jeszcze czas, a póki co należy skończyć studia.
 
KLIKNIJ W ZDJĘCIE
 Cytaty oznaczone * pochodzą z książki Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. Tom III 1952, pod red. Karoliny Felberg-Sendeckiej, Prószyński i Sk-a, Warszawa 2015.

czwartek, 26 marca 2015

Anne Frank "Dziennik"





Autorka: Anne Frank
Tytuł:  Dziennik
Przekład: Alicja Oczko
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Rok wydania: 2015







Przy takich książkach jak „Dziennik" Anne Frank słowa  utykają w gardle skutecznie blokowane przez emocje. To już czwarte wydanie w języku polskim zapisków tej niesamowitej dziewczynki, ale ja dopiero teraz na nie trafiłam. 

Kim była? Zwykłą nastolatką... Nie, wróć- NIEZWYKŁĄ nastolatką, Żydówką. Po przejęciu władzy przez Hitlera, uciekła z rodziną do Amsterdamu, ale i tam dopadły ich prześladowania. Musieli się ukrywać. Ojciec Anny - Otto Frank-zorganizował kryjówkę w oficynie budynku firmy, w której był zatrudniony. Rodzina Franków przeniosła się tam w lipcu 1942 roku, w sierpniu 1944 roku ktoś na nich doniósł. Wszyscy zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Przeżył tylko ojciec, Anne zmarła na tyfus.

Przez dwa lata dziewczynka opisywała otaczającą ją rzeczywistość zamkniętą w oficynie. Jej pamiętnik przechowała Miep, która pomagała Frankom w czasie ukrywania. Po wyjściu z obozu koncentracyjnego Otto Frank w 1947 roku opublikował opracowany przez siebie dziennik córki. W 1963 roku założył natomiast fundację, która ma czuwać nad rozpowszechnianiem zapisków Anne.

Historia zaczyna się 12 czerwca 1942 roku , Annie kończy właśnie 13 lat, a wśród prezentów urodzinowych znajduje pamiętnik, pod tą datą dziewczynka pisze: Sądzę, że będę ci mogła wszystko powierzyć, tak jak jeszcze nigdy nikomu, i mam nadzieję, że będziesz dla mnie wielkim oparciem. Nastolatka nadaje swym zapiskom specyficzną formę listów do wyimaginowanej przyjaciółki Kitty.

Wyobrażacie sobie mieszkać przez dwa lata w zamknięciu? Do tego jeszcze trzeba się cicho zachowywać, by nie ściągnąć uwagi niepowołanych osób. Życie w stresie, brak intymności, to rodzi frustracje. W oficynie mieszkało osiem osób, osiem różnych charakterów. I wśród nich Anne i jej rodzina - siostra, matka i ojciec.

To co mnie szczególnie uderzyło w tych specyficznych listach do przyjaciółki, to niesamowita pogoda ducha, jaką Anne potrafiła zachować. Dziewczynka opisuje codzienne życie oficyny, podział obowiązków, ale nie mamy wrażenia, że jej rzeczywistość ogranicza się tylko do tych czterech ścian. Dzięki swojej wyobraźni i kiełkującemu talentowi pisarskiemu nastolatka wprowadza nas w swój świat, pokazując go w słonecznych barwach. Codzienna celebracja każdej chwili, świętowanie małych rodzinnych uroczystości, docenianie każdego gestu, rozmowy i wspólne posiłki oraz regulamin życia w oficynie- o tym wszystkim opowiada Annie, a my z chęcią jej towarzyszymy.

Annie jest ciekawym świata dzieckiem, ma swoje zdanie, jest niesforna, wygadana i do tego ma zmysł obserwacji. W jej zapiskach pojawiają się informacje z frontu. Na tyle, na ile to możliwe, dziewczynka obserwuje ulicę z okienka, widzi wojenną nędzę, zabiedzone dzieci, ale to jedynie uświadamia jej, że ma szczęście, mieszkając w oficynie i mając co do ust włożyć.

Codzienność zewnętrzna to jeden poziom, drugi to wszelkiego rodzaju refleksje. Annie pisze o swoim uwielbieniu dla ojca i trudnej relacji z matką o tęsknocie za domem. Uderza dojrzałość tych przemyśleń, ich logiczna analiza.

I oczywiście są problemy dojrzewania- pierwsza miesiączka, rozmowy o seksie, pierwsza miłość. Annie nie przebiera w słowach, pisze wprost, bez żadnego skrępowania.

A wiecie czego najbardziej mi żal? Tego, że to dziecko miało talent, który na pewno by wykiełkował. Jej zapiski są nie tylko świadectwem życia w ukryciu, to również literacka uczta, aż mi się wierzyć nie chce, że trzynastoletnie dziecko tak pięknie potrafi ująć w słowa to o czym myśli, co widzi, co czuje.

„Dziennik" Anne Frank zawiedzie wszystkich, którzy spodziewają się kolejnego traumatycznego świadectwa Holocaustu, bo choć wojna i prześladowania pojawiają się w notatkach, jednak więcej miejsca zajmuje życie wewnętrzne dziewczynki, zwierzenia o marzeniach, nastoletnie problemy, relacje z rodzicami, siostrą i mieszkańcami oficyny. To niesamowita książka o tym, jak stworzyć sobie własną przestrzeń w ekstremalnych warunkach. Poczytajcie Anne Frank, nauczy Was dostrzegać cuda w pozornie banalnej codzienności.

środa, 31 grudnia 2014

Agnieszka Osiecka "Dzienniki 1951"

 

Autorka: Agnieszka Osiecka
Tytuł: Dzienniki 1951
Wydawnictwo: Prószyński i Sk-a
Rok wydania: 2014




Od dziesiątego roku życia, z przerwami, pisałam pamiętniki. Namówiła mnie do tego ciotka Baśka, sama pisząca potajemnie. Część z nich jest we wrocławskim Ossolineum, część w tapczanie. (...) są nieszczere. Ciągle pokazywałam je koleżankom, pisałam „pod kogoś". Poza tym starałam się przypodobać sobie samej. Jakaś taka marna autopsychoterapia.
[Agnieszka Osiecka]

W 2013 roku ukazał się pierwszy tom „Dzienników" Agnieszki Osieckiej obejmujący lata 1945-1950. Poznaliśmy w nim dziewczę, które dopiero zaczyna swoją diarystyczną przygodę. Notatki były prowadzone w miarę regularnie, dając obraz nieco naiwnej trzynastolatki, która jest ciekawa świata i ludzi, wszystko widzi przez różowe okulary. W tamtych latach najważniejsze dla Osieckiej były szkoła i treningi, dlatego opisy tej sfery życiowej zajmują najwięcej miejsca. W drugim tomie „Dzienników" obejmującym rok 1951 (Osiecka ma wtedy 14 lat) akcenty rozkładają się już inaczej.

Osiecka nie zawsze miała przy sobie pamiętnik, ale pióra z rąk nie wypuszczała. Notowała wszystko, co się wokół niej działo, notowała wszędzie, na kartkach, w notesach, w listach i wklejała później do diariusza. W zapiskach czternastoletniej śmieszki bardzo często pojawiają się nie tylko opisy codzienności, młoda poetka próbowała również uchwycić nastrój, stąd w dzienniku pojawiają się egzaltowane i przesiąknięte sentymentalną retoryką próby uchwycenia krajobrazów emocji oraz obrazów przyrody. Ocierają się te obrazki o grafomanię, wywołują pobłażliwy uśmiech, ale nie wymagajmy zbyt wiele od młodej dziewczyny.

Życie nastoletniej Osieckiej toczy się nadal wokół szkoły, treningów, potańców, ale coraz więcej miejsca w notatkach zajmują filozoficzne rozważania, dyskusje o literaturze, indywidualizmie, marksizmie (urocze są te naiwne tezy głoszone przez młodą aktywistkę), wrażliwości i ludzkiej naturze, religii, wierze. Wywody młodej panny dotyczące kwestii egzystencjalnych są przesiąknięte młodocianym zapatrzeniem w idee. Osiecka bardzo dużo czyta radzieckich pisarzy, ma słabość do Puszkina, ale zaczytuje się również Boyem - Żeleńskim i Tuwimem. Dobór lektur wyraźnie wpływa na jej poglądy, choć widać, że pisarka na wszystko chce sobie wyrobić własne zdanie.

Wiele miejsca poświęca na analizę kolegów i koleżanek: Małgorzata Rejman (socjalistyczny oryginał. Tzw. herod-baba, za grosz kobiecości. Łączy komunizm z wiarą. Entuzjastka ZSRR. Jest po prostu z zasady szczęśliwa. Cudownie się z nią gada. Ma „matematyczną" rodzinkę. Uwielbia Ukrainę. Chodzi do teatru na dobre sztuki. Mówi protekcjonalnie bez intencji i z intencją. Bywa śliczna, jak również podobna do goryla {zależnie od naświetlenia, miny, pozy itd.}.Mam do niej zaufanie. Nie przyjaźni się z nikim). Portrety są uaktualniane, ale czy do końca szczere? Wszakże sama autorka w przytoczonym na początku recenzji cytacie potwierdza, że nie są. Być może nie do końca jest to prawda, ale na pewno rys kreacji na stronach diariusza jest umotywowany, Osiecka bowiem wymieniała się z koleżankami swoimi zeszytami. Dziewczynki stworzyły swoisty klub pamiętnikarek, pokazywały sobie swoje zapiski, dyskutowały na temat sztuki pisania pamiętników. Mając w świadomości, że ktoś nasze notatki będzie czytał, siłą rzeczy zaczynamy ważyć słowa, pilnować myśli. Tylko w przypadku Osieckiej sprawa ma się nieco inaczej. Wygląda na to, że autorka „Białej bluzki" ma gdzieś zdanie innych i stara się być wiarygodna, pisze co jej ślina na język przyniesie, pisze dużo i bardzo zależy jej na dogłębnej analizie wszystkiego i wszystkich.

Jest jeszcze coś w tym tomie, czego nie było w poprzednim, Osiecka więcej pisze o swojej rodzinie, o zagubionej matce, o ojcu, który też nie potrafi sobie znaleźć miejsca. Rok 1951 zdaje się być przełomowym. Po rozwodzie rodziców, Agnieszka inaczej patrzy na tatę, który do tej pory był dla niej autorytetem, mama natomiast wzbudza w niej uczucie litości, ale tej czułej, dziewczyna czuje na sobie obowiązek opieki nad jej rozchwianą psychiką.

W 1951 roku Osiecka zaczyna coraz bardziej się angażować w działalność ZMP, obserwujemy, jak z podlotka dojrzewa na aktywistkę, która hartuje w sobie marksistowskiego ducha.

Drugi tom „Dzienników" jest pasjonująca lekturą, choć przyznam szczerze, że niektóre wywody filozoficzne, czy też przydługie cytaty z czytanych przez pisarkę książek, czasami mnie nudziły. Zresztą, czego wymagać od czternastolatki? Fakt, że Osiecka była wybitną artystką, ale w 1951 roku jeszcze nie miała ogłady literackiej, te zapiski są niekiedy infantylne, najeżone kolokwializmami, nowomową, niektóre zdania są chropowate i w tym tkwi cały urok.

wtorek, 21 października 2014

Józef Tischner "Dzienniki 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek"



 


Autor: Józef Tischner
Tytuł: Dzienniki 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek
Opracowanie: Marian Tischner, Wojciech Bonowicz
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014






Rodzina ks. Józefa Tischnera długo zastanawiała się nad wydaniem jego szkolnych zapisków. We wstępie do dzienników Marian Tischner wyjaśnia, że traktowaliśmy te zapiski jako osobiste zwierzenia, których nie wypadało podglądać. Jednak po siedemdziesięciu latach kartki zaczęły blaknąć, a chęć ocalenia zapisków zmusiła Mariana Tischnera do ich przepisania. Zaczął się zatem wgłębiać w życie chłopięce swego brata i uświadomił sobie, że należy je udostępnić szerszej publiczności. Przy redakcji dzienników pomógł Wojciech Bonowicz, wybitny znawca i autor biografii ks. Tischnera.

Zapiski obejmują lata 1944-1949 i rozpoczyna je krótki życiorys trzynastoletniego wówczas Józia. Chłopiec w lapidarnych, nieco pokracznych zdaniach opisuje swoje pierwsze miłości, szkolne perypetie, opowiada o mieszkaniu w bursie, wspomina swoich kolegów i koleżanki z klasy oraz nauczycieli i wychowawców. Ważne i ciekawe jest to, że poznajemy słynnego filozofa niejako in flagranti, ponieważ notatki nie mają charakteru retrospektywnego, nie są wspomnieniami, tylko na bieżąco spisywanymi relacjami z przeżytego dnia.

W miarę upływu lat możemy zaobserwować jak ewoluowały poglądy młodego przyszłego księdza, co wpłynęło na jego wybory ścieżek życiowych, czytamy o pierwszych fascynacjach, o lekturach, które go ukształtowały, o dziewczynach. W tych dziennikach możemy wyróżnić kilka tematycznych poziomów: refleksje na różne tematy (kobiety, Bóg, sytuacja polityczna, własna tożsamość), życie szkolne i towarzyskie (wspomina tutaj o harcerstwie, udzielaniu się w Dokształcającym Kole Religijnym), pierwsze wprawki literackie.

Dzienniki młodego Tischnera to nie tylko gratka dla miłośników jego twórczości, to również dokument rejestrujący sytuację polityczną. Jest to też panoramiczny obraz powojennego Podhala. Trzynastoletni Józio od początku interesuje się wydarzeniami z kraju i świata, odnotowuje wybór Bieruta na prezydenta, wspomina o akcjach UPA, śmierci Masaryka, stworzeniu przez Rosję bomby atomowej. W tym wszystkim próbuje się odnaleźć, szuka własnej drogi: Pracuję nad znalezieniem celu życia i już go mam! Służyć Bogu! Ojczyźnie dla dobra ludzi! Więc mam żyć dla bliźnich i dla nich się poświecić! -pisze szesnastoletni ksiądz.

Sytuacje, które opisuje w swym dzienniku odsłaniają ówczesną obyczajowość- to całowanie przez chusteczki, ojciec na prywatkach w formie przyzwoitki, spowiadanie się ze straszliwego grzechu posiadania dziewczyny wzbudza w nas wesołość. Podobnie jest z fragmentami, w których Józio obgaduje swoich kolegów, pisząc: Tkacz. Syn nauczyciela. Dziwak jakich mało. O mały pozór się złości, choć nie gniewa. Klnie przy tym jak cholera. Mówię z nim po francusku. Jest małym czarnym, rzadko się strzyże, nie lubi bab. Uczy się dobrze, choć nie ma wymowy (...) Karkoszka. Orawiak. Kreatura, jakich nie ma. W bursie wesoły, w szkole cichy i nie bardzo „stoi" (...)
Łaciak. Fajny chłopak. uczy się kupę. Orawiak, poraniony w czasie wojny granatem. Nie gniewa się o nic. „Cnotliwy", choć „podbujany". Uczeń mierny.
Podbujany, hecny, masny, fajny, psiakrew, cholera - pełno w tych zapiskach kolokwializmów, stylistycznych kwiatków, gramatycznych potknięć, ale czego można się spodziewać po trzynastolatku. Dopiero w późniejszych latach zaczynamy dostrzegać dbałość o formę, o język i o jasne formułowanie myśli.
„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek" to dokument intrygujący, uzupełniony zdjęciami z archiwum rodzinnego.  Niektóre fragmenty zaskakują (np. opisywanie relacji z rodzicami). Poznajemy w nich zwykłego chłopaka, dla którego problemem jest zbliżający się sprawdzian z łaciny i zdobycie pieniędzy na kolejne książki, ostatnie strony jednak są zapisem rodzącej się świadomości o powołaniu duchowym.