Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIESIĄC SPOTKAŃ AUTORSKICH 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIESIĄC SPOTKAŃ AUTORSKICH 2014. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 sierpnia 2014

MSA- spacer po galerii

Miesiąc Spotkań Autorskich dobiega końca.  Jeszcze dzisiaj spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem, a jutro z Agnieszką Wolny-Hamkało. Dziś zapraszam Was do galerii nietuzinkowych postaci. Oczywiście są to autorzy i autorki, których miałam przyjemność posłuchać w ostatnich dniach festiwalu. 

Grażyna Plebanek
Autorka sześciu książek w tym rewelacyjnych "Dziewczyn z Portofino". nie znałam wcześniej jej książek i zaczęłam swoją przygodę czytelniczą z Plebanek od "Nielegalnych związków". To nie była dobra decyzja. Książka mnie rozdrażniła, autorka nie poradziła sobie z wejściem w rolę mężczyzny - bohatera. Ale coś w tej powieści, w języku mnie zaintrygowało, ze postanowiłam dać drugą szansę pisarce. Na półce miałam jeszcze "Dziewczyny z Portofino" i... wpadłam po uszy! Co za postaci! Rzadko się już zdarzają tak dobrze skreślone sylwetki bohaterek, wiarygodne psychologicznie, wzbudzające emocje. Do tego należy dodać dobrze wyrobiony zmysł obserwacji i oto Plebanek staje przed nami w całej krasie. Zakochałam się i poleciałam po "Przystupę". I kolejne olśnienie. Luuubię to.
A na spotkaniu mowa o nowej powieści - "Bokserka", o międzykulturowości, blaskach i cieniach pisania, o tworzeniu postaci, procesie dojrzewania nowej książki.

 Martin Reiner
Czeski pisarz, o którym wcześniej nic nie słyszałam, więc poszłam, by sprawdzić, czy poszerzy grono moich ulubionych czeskich autorów. Nie poszerzy. 


 Petra Hůlová 
To było spotkanie, na które najbardziej czekałam. Po przeczytaniu "Plastikowe M3, czyli czeska pornografia" doznałam lingwistycznego zaspokojenia. Książka kontrowersyjna, u nas wyszła w zeszłym roku, ale w Czechach pojawiła się w 2006 roku. Autorka opowiadała o tym, jak krytyka nie wiedziała, co z takim tworem zrobić, jak odczytywać monolog prostytutki, bohaterki, która jest nieco rozmyta. Ta jej niewyrazistość, brak konturów było zamierzone, bo, jak przyznała pisarka, nie chciała, by z bohaterką można było się identyfikować. Petra opowiadała również o wpływie Elfriede Jelinek na jej powieść. W spotkaniu uczestniczyła również Julia Różewicz, tłumaczka i wydawczyni prozy Hůlovej. Opowiadało o pracy nad powieścią oraz o planach wydawniczych wydawnictwa Afera.
 
 Wojciech Tochman
Przedstawiać chyba nie muszę - moim zdaniem, jeden z najwybitniejszych reporterów w Polsce.




czwartek, 24 lipca 2014

MSA- Spotkanie z Jo Clifford



To było najciekawsze spotkanie, na jakim do tej pory byłam w ramach MSA.
Jo Clifford to szkocka dramatopisarka, tłumaczka z języka hiszpańskiego, dziennikarka. Wykłada również teatrologię na Uniwersytecie Queen Margaret. Jest transsesksualną artystką, przed zmianą płci była Johnem. Przyznam szczerze, że spodziewałam się dość kontrowersyjnej postaci, może wyzywającej, agresywnej, a tu niesamowicie miłe rozczarowanie, bo na czerwonym fotelu zasiadła osoba niezwykle serdeczna, roześmiana, z ogromną wyobraźnią i uroczo skromna.
Jo przeczytała trzy fragmenty, wszystkie poruszały problem płynności płci, transsgenderyzmu i homoseksualizmu. Tematy ujęte w subtelny sposób zaskoczyły mnie pomysłowością i empatią pisarka bowiem stwarzając postać narratora wchodziła w różne role: kobiety piszącej list do żołnierza z pomnika poświęconego pamięci ofiar I wojny światowej, kobiety w czerwonych pończochach, którą zauważyła na jednym z obrazów i Jezusa płci żeńskiej. Ten ostatni fragment autorka recytowała z pamięci. Wstała z kanapy i głębokim głosem zaczęła swój porywający monolog. To było niesamowite.

Jo opowiadała o swojej żonie, 33 latach małżeństwa, wychowywaniu dzieci i zmianie płci. Ujęła mnie swoją mądrością i wrażliwością. 
Mówiła o procesie tworzenia jej sztuk, które zazwyczaj pisze na zamówienie. Najważniejszy jest deadline:  Jak kiedyś umrę i rozprują mi klatkę piersiową, to na sercu na pewno będę miała wyryty napis: ta, która nigdy nie przekroczyła terminu. 
Wspominała o tym, jak musiała napisać dramat o Humie, o którym nie miała fiołkowego pojęcia. Spytana o to jaki temat był dla niej najbardziej ekstremalny opowiedziała anegdotkę, którą usłyszała od swojej transseskualnej przyjaciółki prostytutki.

Otóż, miała ona kiedyś klienta,  który kazał jej zjeść jabłko. Później poprosił by się do niego zbliżyła i ...beknęła mu w twarz. Facet tylko w taki sposób mógł dostać orgazmu. Ta historia zaciekawiła Jo - Pomyślałam sobie: Mój Boże, co tez ten człowiek musiał przeżyć, że tylko to doprowadzić go może do osiągnięcia satysfakcji seksualnej?! I to było impulsem do napisania sztuki o tym biedaku.

Rozmowa przebiegała w serdecznej atmosferze, było dużo śmiechu, ale tez i powagi, nim się obejrzeliśmy minęła 22:20 i przerażona prowadząca przepraszała, ze tak się spotkanie przedłużyło. ale mi nic się nie dłużyło, mogłabym tam siedzieć i słuchać i chłonąć te pozytywną energię bijąca z Clifford. Na koniec pisarka przyznała, że zmiana płci rozszerzyła jej doświadczenie postrzegania świata, co można było odczuć podczas rozmowy.


wtorek, 22 lipca 2014

MSA - spotkanie z Karelem Škrabalem

Dzisiejszy gość jest czeskim poetą, współzałożycielem grupy literackiej Vítrholc, której celem jest pokazanie, że poezja nie tylko na papierze może być spisywana. Założenia tej grupy kojarzą mi się z projektami Biura Literackiego takimi jak "Nakręć wiersz". Skojarzenie nasunęło mi się, ponieważ po odczytaniu pierwszego wiersza nastąpiła prezentacja filmiku z YouTube, który wizualizował to co mogliśmy usłyszeć.

Wiersze Karela Škrabala nie są dla dziewczynek. Nie ma w nich nic z poezji, za to mnóstwo tam wulgaryzmów, codzienności, cip i dymania. Dowcipne to, przyznam, ale nie dla wrażliwców.


Rozmowa z poetą kluczyła po różnych torach, a to za sprawą dwóch panów z publiczności, którzy zadawali dość kuriozalne pytania - czy jest pan kibicem Sparty? Tutaj dygresja: Škrabal jest obserwatorem rzeczywistości kiboli, stąd w jego wierszach tyle wulgaryzmów. Koniec dygresji. Pytanie następne - czy Czechy istnieją 200 lat? Jakie są partie polityczne w Czechach? A czy wulgaryzmy czeskie nie wiążą się z ateizmem? A czy mógłby pan mówić ciszej? A czy mógłby pan mówić wolniej? A ma Pan fb i jakie komentarze pan otrzymuje od kibiców Sparty?
Na szczęście był pewien księgarz, który sprowadził rozmowę na literackie ścieżki, pytając o uczestnictwo w slamach (nie bierze udziału), o nakłady poezji w Czechach (niskie, jego tomik miał 500 egzemplarzy, ale mało się sprzedało i większość chyba rozda), o hip-hopowy rytm jego poezji.

Na koniec poeta przyznał, że jeszcze nigdy nie uczestniczył w tak długim spotkaniu autorskim i podziękował publiczności za przybycie.

poniedziałek, 21 lipca 2014

MSA-Spotkanie z Hanną Samson

Są ludzie, którzy mają w sobie niezwykła siłę przyciągania. Ich uśmiech i pogoda ducha sprawiają, że lżej się na duszy robi. Radość i ciepło oraz serdeczność Hanny Samson tak mnie ujęły, że się zapomniałam i nic nie zanotowałam. Ale przynajmniej zdjęcia są :)



 

sobota, 19 lipca 2014

MSA- Krzysztof Varga, Paulina Wilk i Graham Masterton

Na spotkaniu z Krzysztofem Vargą poruszanych tematów było wiele. A to publiczność chciała rozmawiać o Węgrach, II wojnie światowej i generalnie rozmowa szła w stronę historii i polityki. Już zaczynałam się trochę nudzić, ale na szczęście pisarz stwierdził, że może lepiej byłoby porozmawiać o książkach, kulturze, bo nie bardzo ma ochotę wchodzić w tematykę martyrologiczną. I wtedy padło z sali pytanie o powracającą wśród studentów modę na disco polo. Varga stwierdził, i ja pod tym się podpisuje obiema ręcami, że zawsze istniała kultura disco polo, tylko teraz przestaje to być obciachem. Podobnie jest z czytaniem, czy z polskimi filmami. Polacy przestali się wstydzić, że nie czytają, nie mamy żadnych aspiracji kulturowych i się z tym afiszujemy. To jest właśnie to, o czym pisał Leszek Bugajski w "Kupie kultury". Popkultura zaniża poprzeczkę, bo ważne jest, by trafić do jak największego grona odbiorców. A wiadomo, że inteligencja to zanikająca grupa społeczna, więc wyższa kultura zapewniłaby rozrywkę jedynie nielicznym, a to nie jest opłacalne.

Paulina Wilk z kolei opowiadała o reaktywacji reportażu. Jesteśmy ciekawi świata i dlatego wiecej pojawia się literatury non-fiction z innych krajów. Brakuje nam jednak w polskim dokumencie książek o nas samych, nie ma reportażu społecznego, który górował w PRL-u. 

A na koniec spotkanie z Grahamem Mastertonem, autorem poczytnych horrorów, poradników seksualnych i eposów historycznych. Nie wysiedziałam do końca, ponieważ pisarz przedstawił publiczności długie opowiadanie o spalonym człowieku, który wychodził z szafy należącej niegdyś do C.S. Lewisa, autora "Opowieści z Narnii". Momenty były, nie powiem, miałam gęsią skórkę, napięcie rosło, ale już pod koniec opowiadanie straciło tempo i trochę się posypało.
Ale spotkanie ze sławą horroru zaliczone na plus. Rozbawił mnie tylko starszy mężczyzna, który przed spotkaniem podszedł do dziewczyny siedzącej obok mnie i spytał, czy Masterton to kobieta czy mężczyzna...No cóż, nie każdy orientuje się w popkulturalnych trendach ... ;)



czwartek, 10 lipca 2014

MSA- Spotkanie ze Stefanem Chwinem



Stefan Chwin jest pisarzem poważnym, który traktuje literaturę jako narzędzie służące do poszukiwania Prawdy. To jest to, co go interesuje.


Pisarz to jest ktoś, kto się przejmuje, ja się przejmuje wszystkim, dlatego piszę.

Pisarz jest kimś, kto wprowadza do życia publicznego język literacki, który nie podoba się politykom, czy Kościołowi. Wprowadza własny język, który ma swój porządek, do kosmosu życia publicznego i wchodzi nim w ryzykowne interakcje.


Pisarz to ktoś, kto zawodowo komplikuje innym życie, bo jeśli ma jakiś problem, z którym nie potrafi sobie sam poradzić, to od razu go opisuje i zaprasza innych, by się mu przyjrzeli.


poniedziałek, 7 lipca 2014

MSA Spotkanie z Wojciechem Nowickim



Dzisiaj miało być spotkanie z Filipem Springerem, ale ze względów niewiadomych, bo publiczności nie wyjaśnionych, autor nie przybył do Wrocławia. Na jego miejsce zaproszono Wojciech Nowickiego, laureata tegorocznej Nagrody Literackiej Gdynia za zbiór esejów „Salki".
Jak to określił na początku spotkania prowadzący Leszek Budrewicz - Nowicki jest współczesnym Midasem, bo czego się nie dotknie okazuje się być złotym sukcesem.

Artysta, autor, człowiek uprawiający, jak sam to określa, „trójpolówkę". Oprócz książek pisze również recenzje kulinarne oraz artykuły dotyczące fotografii. Wydał m. in. „Dno oka. Eseje o fotografii", które znalazły się w finale Nagrody Literackiej Nike 2011, Stół, jaki jest. Wokół kuchni w Polsce" oraz „Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu".

Cóż tu dużo mówić. Podkreślam już na samym początku, że to, o czym pisze, to jedynie moje subiektywne odczucia. Przyznam szczerze, że poszłam na spotkanie z nastawieniem, że posłucham sobie o recenzowaniu kulinarnego Krakowa. Nie czytałam wcześniej żadnych książek Wojciecha Nowickiego, bo tematyka jego książek nie wpisuje się w moje gusta. Ale na spotkanie z drugim człowiekiem zawsze jestem chętna, bo, a nuż, czegoś nowego się dowiem.

Nie rozmawiano dzisiaj o jedzeniu, rozmawiano o fotografii i literaturze. Nowicki zapytany o kondycję współczesnej sztuki fotografii stwierdził, że każdy teraz może być fotografem - Fotografia się rozlazła po kieszeniach wszystkim. Ale nie widzi w tym jakiegoś kryzysu. Zdjęcia, sztuka obrazu istnieje od ponad stu pięćdziesięciu lat i ewoluuje, zmienia się. 

Literatura, zdjęcia- to dwa różne środki ekspresji, operujące innymi narzędziami, co zatem jest takiego w fotografowaniu, czego nie ma w pisaniu?
Fotografia ma jasno określone ograniczenia. Nasza obecność stanowi jej próg. Jeżeli istniało coś przed naszym pojawieniem się na świecie, nie zrobimy temu zdjęcia. W literaturze tego nie ma, możesz pokazać coś, czego nie widziałeś.



niedziela, 6 lipca 2014

MSA - Spotkanie z Agatą Tuszyńską



Agata Tuszyńska jest reporterką, którą szczególnie interesują biografie. Wydała książki takie jak „Singer. Pejzaże pamięci", Wyznania gorszycielki", Rodzinna historia lęku", Ćwiczenia z utraty", a ostatnio Tyrmandowie. Romans amerykański".  Najbardziej kontrowersyjna okazała się jednak napisana przez Tuszyńską biografia Wiery Gran, w której reporterka przedstawiła losy piosenkarki występującej w czasie wojny  w kawiarni "Sztuka" w warszawskim getcie, gdzie grał również Szpilman. Po wojnie artystkę oskarżano o współpracę z gestapo. W swojej książce Tuszyńska przytoczyła słowa Gran, że Szpilman był w getcie policjantem, który uczestniczył w doprowadzaniu Żydów na Umschlagplatz. Rodzina Szpilmana złożyła pozew do sądu przeciw autorce i domagała się przeprosin.

Wiadomo, że jeżeli jakaś książka wzbudza emocje, to na pewno będzie o niej mowa podczas spotkania autorskiego. Pisarka zapytana o to, co się zmieniło po wydaniu biografii „Oskarżona: Wiera Gran" wyznała, iż przestała wierzyć naturalną dobroć ludzi. Podkreśliła również, że cała afera wokół jej publikacji wynikła z tego, iż media błędnie przypisały oskarżenie pianisty o współpracę z Niemcami Tuszyńskiej, a tymczasem reporterka jedynie cytowała swoją bohaterkę.

Na spotkaniu Tuszyńska przeczytała fragment z „Rodzinnej historii lęku", w której opowiada o losach swojej rodziny. Reporterka wybrała wstrząsający rozdział o dorożkarzu, który wydał małą Żydówkę w ręce Gestapo. Po recytacji na sali zapadła cisza. Żadnych oklasków. To z szacunku i wstydu, że ludzie są zdolni do takiego okrucieństwa.


Tuszyńska opowiadała o swojej rodzinie,  wspominała, że była dumna, gdy jej tato, Bogdan Tuszyński, gdy kończył relacjonowanie Wyścigu Pokoju, zawsze ją pozdrawiał (tato autorki był słynnym komentatorem sportowym. Jego głos rozchodził się w maju, gdy to odbywał się Wyścig Pokoju, niemalże z każdego okna).

Ktoś z publiczności spytał o stosunek do książek Jana Tomasz Grossa. Są ważne- odpowiedziała autorka, ale zaraz dodała, że ona nie potrafi oceniać faktów, w których nie brała udziału. Świat nie jest tylko czarny albo biały, jest mnóstwo pośrednich kolorów. Człowiek nie jest tylko zły albo tylko dobry. Ratowanie Żydów było bohaterstwem, wydawanie - hańbą, ale były jeszcze sytuacje pośrednie, gdy ktoś tylko od czasu do czasu dał kanapkę, na jedną noc użyczył noclegu. Ale ja nie wiem, jakbym się zachowała w takiej sytuacji. Nie potrafię oceniać czasu wojny, bo na niej nie byłam i nie wiem, jakbym się sama zachowała w takiej sytuacji.