Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIESIĄC SPOTKAŃ AUTORSKICH 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MIESIĄC SPOTKAŃ AUTORSKICH 2015. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lipca 2015

MSA - Lubko Deresz

Jest kultowym ukraińskim autorem powieści „Kult" i „Arche". Zadeniutował jako siedemnastolatek, ale trudno wcisnąć go do jakiejś szufladki literackiej. Deresz kombinuje z formami i tematyką tak , jakby chciał się wymknąć krytycznym narzędziom. Najpierw pisał powieści młodzieżowe, później zaczął zwracać się ku tematyce buddyjskiej, by na koniec przejść w transreligijność.
Pisarz okazał się niesamowicie skromnym i hm.... uduchowionym człowiekiem.

Lubko Deresz
Twórcy rozwijają trzy rzeczy: cierpienie, podróże i nauki duchowe. To są trzy rzeczy, które ułatwiają życie. Cierpienie jest nieodłącznym towarzyszem egzystencji, więc należy je przyjąć i się z nim pogodzić, podróże rujnują stereotypy, a wędrówka duchowa pozwala na poszerzenie horyzontów.

A co z tymi szufladkami?

Zdaję sobie sprawę, że nie spełniam oczekiwań jakie się we mnie pokłada. Krytycy zarzucają mi kicz i ja się z nimi zgadzam. może jestem grafomanem, ale inaczej nie potrafię. Mogę pisać tylko dla dwudziestu czytelników i to mi wystarczy.

Interesuje mnie wybudowanie drabiny międzykulturowej. Wszystkie kultury, tradycje mówią przecież o jednej rzeczywistości, tylko posługują się różnymi językami.


niedziela, 19 lipca 2015

MSA - Jaroslav Rudiš


Jaroslav Rudiš

Jaroslav Rudiš to jeden z moich ulubionych czeskich pisarzy. Moja przygoda z jego prozą rozpoczęła się od powieści „Koniec punku w Helsinkach" wydanej przez Książkowe Klimaty. Wpadłam od razu po uszy. Potem była „ Cisza w Pradze" i absolutnie mój ukochany „Grandhotel". Do całej kolekcji wydanych w języku polskim powieści Rudiša brakuje mi tylko „Nieba nad Berlinem".




Ten niezwykle gadatliwy czeski pisarz (na spotkaniu opowiedział prawie całą „Ciszę w Pradze") jest jeszcze wraz z  rysownikiem Jaromírem 99 autorem komiksu o przygodach Aloisa Nebla – kolejarza z czesko-polsko-niemieckiego pogranicza oraz od czasu do czasu występuje z zespołami muzycznymi U-Bahn i The Bombers.

Z Jaroslavem Rudišem jest jak z Januszem Rudnickim - na spotkaniach autorskich niepotrzebni są prowadzący, bo autorzy sami sobie świetnie dają radę i raczą publiczność smakowitymi anegdotkami z życia pisarza. Zapytany o to, czym jest dla niego pisanie odpowiedział jednym zdaniem: Jest w tym coś z szaleństwa, jak usłyszę jakąś ciekawą historię, muszę ją koniecznie zapisać. Ale to jedno zdanie pociągnęło za sobą kolejne i czeski autor rozgadał się na temat powieści, nad którą teraz pracuje.

Od dwóch lat chodzę do sauny, męskiej sauny. Teraz jestem zafascynowany maksymalnym realizmem, więc spisuje wszystko dosłownie, w dialogach, nie zmieniam nic z tego co usłyszę. I do tej sauny przychodzi człowiek, który od swojej żony na pięćdziesiąte urodziny dostał nagrobek, a na sześćdziesiąte - urnę. I przychodzi z tą urną do sauny, bo w niej sobie trzyma rzeczy. Jest poza tym niesamowicie inteligentnym człowiekiem, oczytanym i to właśnie on będzie pierwowzorem jednej z postaci w nowej powieści.

Jeżeli nie udało wam się dotrzeć na spotkanie wrocławskie- nic straconego. W dniach 20-23.08. na Literackim Sopocie będziecie mieli okazję spotkać się z autorem.  W czwartek 20 sierpnia o godzinie 21.00 w klubie Sfinks 700, na rozpoczęcie tegorocznej edycji Festiwalu, wystąpi Kafka Band-  projekt literacko-muzyczny, który powstał z inspiracji komiksową adaptacją „Zamku” Franza Kafki zrealizowaną przez Jaromira 99 i amerykańskiego scenarzystę Davida Z. Mairowitza. W ramach projektu występuje również Rudiš, a dzień później będzie można wybrać się na autorskie spotkanie z tym czeskim gadułą.
Program Festiwalu znajdziecie TUTAJ.

środa, 15 lipca 2015

MSA - Witold Szabłowski, Sehrij Żadan


Witold Szabłowski

Witold Szabłowski jest pogodnym człowiekiem. Roześmianym. Rozgadanym. Pomysłowym. Wraz z żoną postanowił przenieść się na kilka miesięcy do PRL-u, a swoje doświadczenia spisał w książce „Nasz mały PRL". Jest laureatem wielu prestiżowych nagród m.in. Nagrody Dziennikarskiej Parlamentu Europejskiego za reportaż „Dziś przypłyną tu dwa trupy" oraz Nagrody im. Beaty Pawlak za książkę Zabójca z miasta moreli" - zbioru reportaży o Turcji.

Nad pytaniem prowadzącego spotkanie Leszka Pułki o różnice między Polską a Turcją, reporter się zadumał, a później stwierdził:
Turcy są bardzo podobni do nas. Uważają, że historia ich zawsze krzywdzi. Gdyby mogli to by się okrzyknęli mesjaszami narodów, tak jak Polska. Reagują na wszystko bardzo emocjonalnie. Są porywczy. Ja tu widzę same podobieństwa.

Rozmowa była wielowątkowa, to poruszano kwestie ostatniej książki o Cyganach, którym odebrano tańczące niedźwiedzie, to za chwilę przenieśliśmy się w przeszłość, by porozmawiać o wspomnieniach z PRL-u, a zaraz potem pojawił się temat blasków i cieni kapitalizmu.

Kapitalizm zatomizował społeczeństwo i to jest minus, ale są też zyski z transformacji - swoboda podróżowania.

Choć całe spotkanie przeszło w sympatycznej i wesołej atmosferze, to nie zabrakło również gorzkich refleksji: Przestajemy potrzebować drugiego człowieka. Kiedyś, by naprawić dostać się gdzieś, musieliśmy się zatrzymać, by zapytać o drogę, dziś prawie każdy ma GPS-a. Albo taki wynalazek- pałeczka do selfie- kiedyś musiałeś kogoś poprosić, by ci cyknął fotkę, a teraz bierzesz sobie taką pałeczkę i cyk! Nawet nie potrzebujemy dzisiaj kasjerek, bo są kasy samoobsługowe. W ten sposób oddalamy się od drugiego człowieka.

Witold Szabłowski i ja- fot. Rafał Komorowski, zdjęcie pochodzi z materiałów MSA
Sehrij Żadan
A teraz musicie mi wybaczyć, ze spotkania z Sehrijem Żadanem zostały mi fotki, bo nie potrafiłam się skupić. Autor dużo czytał, ale po prezentacji fragmentu swojej prozy i kilku wierszy, rozmowa zeszła na tematy oscylujące wokół polityki i zeszłorocznych wydarzeń z Ukrainy. Niestety mam tak, że jak słyszę na spotkaniach literackich o polityce, to się automatycznie wyłączam. Ale zdjęcia mam. I autograf w książce.





Sehrij Żadan podpisuje mi książkę - fot. Rafał Komorowski, zdjęcie pochodzi z materiałów MSA

poniedziałek, 13 lipca 2015

MSA - Justyna Bargielska, Sofija Andruchowycz


Justyna Bargielska

Justyna Bargielska ma cztery siódemki w dacie. Tak zaczął spotkanie z wczorajszym gościem Leszek Pułka. I od razu wczorajszy gość się uroczo wkurzył, bo po raz kolejny, gdy w ten sposób ją przedstawiają, to wszyscy od razu wiedzą ile ma lat. A z tą datą to wiąże się pewna historia. O mały włos poetka miałaby na imię Metoda, a to dlatego, że w jej rodzinie nadaje się imiona związane z dniem i świętymi z tego dnia. Dzień 07.07 to święto Cyryla i Metodego. Cyryla to dziwne imię dla dziewczyny, ale Metoda...? Na szczęście rozsądek wziął górę nad tradycją...

Bargielska jest poetką (świetną!) i prozaiczką (tu już nie zachwycam się tak bardzo), felietonistką, a teraz do tego całego gatunkowego misz-maszu dorzuci zbiór opowiadań dla dzieci. Nie mogłam się powstrzymać i spytałam, czy uważa się za lepszą poetkę, czy prozaiczkę? Interesowało mnie również to, dlaczego tak kombinuje z formami, czyżby poezja nie wystarczała na wyrażanie siebie i potrzebuje innych forma ekspresji?

Poezja to hobby, a by je uprawiać muszę tez zarabiać, pisanie to mój zawód. Proza? Raczej czuję się bardziej poetką, ale czasami potrzebuje napisać coś innego, bo bym zwariowała. 

Sofija Andruchowycz
Ukraińskim gościem była Sofija Andruchowycz, pisarka, publicystka, tłumaczka, w Polsce znana z powieści „Kobiety ich mężczyzn" i „Siomga", córka Jurija Andruchowycza. Niebawem w języku polskim ukaże się jej kolejna powieść „Felix Austria". Zaciekawił mnie problem, który porusza w swej nowej książce Sofija. Otóż, akcja dzieje się na przełomie wieku XIX i XX, są tam dwie bohaterki, jedna jest Ukrainką i straciła rodzinę w pożarze, druga jest pół-Polką, pół-Niemką, jej matka zginęła i zajął się nią ojciec, który przygarną również ukraińską sierotę.  Sofija chciała pokazać skomplikowane relacje, jakie zawiązują się między dziewczynkami. Czy jest to relacja przyjacielska, czy siostrzana, czy w końcu pani-służba? Krytyka określiła nową powieść Andruchowycz mianem historycznej, pisarka jednak z humorem to komentuje Raczej powiedziałabym, że jest to powieść histeryczna.

niedziela, 12 lipca 2015

MSA - Joanna Bator


Jest drobna i nieco zdystansowana. Za „Japoński wachlarz" dostała Nagrodę im. Beaty Pawlak, a w 2013 roku została wyróżniona Literacką Nagrodą Nike za powieść „Ciemno, prawie noc". Joanna Bator niemiło wspomina czas przed ogłoszeniem werdyktu jury Nike, ponieważ nie podobało jej się to, jak stawiano ją i Twardocha w literackim wyścigu po to prestiżowe wyróżnienie. Ale o tym tylko wspomniano na wczorajszym spotkaniu.

Joanna Bator
Wałbrzych to szczególne miasto, tam rozgrywa się akcja pierwszej powieści Joanny Bator „Piaskowa Góra", kolejne dwie książki również nawiązują do przestrzeni wokół tego miasta.  Czyżby tam był jakiś literacki czakram?

Tam się wychowałam, ale w wieku 19 lat wyjechałam i nie wróciłam. Dopiero z dystansu, będąc daleko od rodzinnych stron, zaczęły do mnie przemawiać obrazy. Z tym rejonem niesamowicie silnie wiąże się obraz ciemnych korytarzy kopalni zalanych ciemną wodą, ciemne źródło, które nie może wyjść mi z głowy.

Rozmowa oscylowała wokół książek, Bator opowiadała o genezie swych powieści, o tym jak powstają w jej głowie zdania, które domagają się, by je rozwinąć i stworzyć z nich fabułę.  

Nie muszę jechać do konkretnego miejsca, by o nim napisać, u mnie wszystko tworzy się w głowie. Dlatego, jak jechaliśmy do Wałbrzycha z ekipą filmową, by znaleźć miejsca, które opisałam w „Ciemno, prawie noc" (Borys Lankosz będzie ekranizował tę powieść), to nie potrafiłam powiedzieć, w jakiej kamienicy toczy się akcja, bo ja ją sobie wymyśliłam. To ciekawe doświadczenie- szukać czegoś, co istnieje tylko w wyobraźni.

Trzy powieści i ostatnia książka - „Wyspa łza", czym jest, do jakiej szufladki gatunkowej można by ją wrzucić?

Jest to najbardziej intymna książka, najbardziej autobiograficzna. Myślę, że najlepszym określeniem dla niej będzie esej intymny. Jest to również teaser mojej kolejnej książki. W „Wyspie łzie" są zalążki pomysłów, które rozwijam w powieści, którą teraz piszę. Chcę zaprosić czytelników do konkursu, by znaleźli zaczepki, które będą łączyć te dwie książki.