Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POEZJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POEZJA. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 września 2015

Jesiennie, lirycznie


Jan Stanisławski - Sad. Biała Cerkiew

R. M. Rilke
Jesienny dzień

Panie: już czas. Wielki był lata dzień.
Na pola wypuść Twych wichrów nadmiary
i na zegary słoneczne rzuć cień.

Każ ostatnim owocom, aby pełne były
i daj im jeszcze dwa dni południowe
naglij je do spełnienia i wpędź w winne żyły
ostatnią słodycz w ciężkie grona zdrowe.

Kto teraz domu nie ma już go nie zbuduje.
kto teraz jest samotny, samotność poczuje
i będzie czuwał, czytał, pisał długie listy
i po alejach długich niespokojnie
wędrować będzie w bezlistny czas dżdżysty.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Sposoby na zaśnięcie we współczesnych wierszach i ilustracjach dla dzieci"






Tytuł: Sposoby na zaśnięcie we współczesnych wierszach i ilustracjach dla dzieci
Wydawnictwo: Biuro Literackie
Seria: Poezje
Rok wydania: 2015




Co można zrobić, gdy księżyc już świeci wysoko, a nam albo naszym małym pociechom jeszcze nie bardzo się chce zatopić w ramionach Morfeusza?

Liczyć barany? Nie bardzo, wszakże nie każdy pięciolatek, albo jeszcze młodszy brzdąc,  potrafi przeliczyć całe stado, nim powieki staną się za ciężkie.

Wypić kubek ciepłego mleka? Nie każdy lubi.

Posłuchać kołysanek? To już jest jakieś rozwiązanie, które zazwyczaj kończy się odpłynięciem do krainy snu. Ale co jak nie znamy kołysanek?

No dobrze, ale jak już zaśniemy, to przecież dobrze by było, gdyby wyobraźnia nasza jakieś ciekawe projekcje senne nam zafundowała. Skąd wziąć pożywkę dla onirycznych obrazów? Najlepsze są bajki czytane do poduszki albo... wiersze.

Dziewięcioro poetów i poetek oraz dwanaścioro grafików i graficzek postanowiło zebrać się i powymyślać wiersze (w większości rymowane), które mają pomóc dzieciom (i dorosłym również, a co!) zasnąć. Swoimi sposobami na zaśnięcie podzielili się Wojciech Bonowicz, Zbigniew Machej, Bogusław Kierc, Anna Podczaszy, Darek Foks, Filip Zawada, Bohdan Zadura, Joanna Mueller i Jerzy Jarniewicz, a wśród ilustratorów są takie gwiazdy jak Joanna Olech, Tomasz Broda, Daniel de Latour (niedawno wyszedł w Biurze Literackim „Przedszkolny sen Marianki" Jacka Podsiadły, do którego Daniel de Latour zrobił ilustracje), Ewa Kozyra-Pawlak, Krystyna Lipka-Sztarbałło, Maria Ekier, Zuzanna Orlińska,  Anna Sędziwy, Joanna Rusinek, Marianna Sztyma, Marta Ingerska i Piotr Fąfrowicz.

Otwieram zbiorek i co widzę? Feeria barw, kształtów, zawijasów, esów - floresów - oj dzieje się na tych stronicach wiele. Tu jakiś Wieloryb, co nie chce być wielorybem, więc w Niedoryba się zamienia, tam znowu pchła, która skacze po psach, ale też jest inna pchlica, która służy pewnej musze zaprzyjaźnionej z nerwowym panem gospodarzem, a zza rogu wyjeżdża FU- FU-LA-LA - pociąg specjalny, który Gdziekolwiek przystanie/Choć na ćwierć minutki/Tam zaraz z komina/Wylatują nutki*. I jak tu spać, gdy tyle się dzieje?

Przyznać trzeba, że „Sposoby na zaśnięcie" to przepięknie wydana książka, ale tytuł jest zupełnie nietrafiony. Już to widzę, jak moja sześcioletnia chrześnica, która jest istotką ciekawską, zasypia, gdy słyszy o przygodach Wieloryba (zaraz by było tysiąc pytań: Ciociuuu, a co to jest kaszalot? Ciociuuu, a co to jest  finwal? Ciociuuuu, a pokaż obrazki! Cioooociuuuu....) albo o Kubie, który z tatą chciał robić grzanki w zepsutym opiekaczu (skończyłoby się tym, że Wanessa by zgłodniała i zamiast iść spać, chciałaby kanapeczkę).

Wiersze w tomiku to krótkie i dowcipne historyjki, które nadają się do wspólnego czytania i mogą być inspiracją do zabaw i figli, które wyczerpią zapasy dzienne energii naszych pociech i wtedy może bez problemu będą chciały zasnąć. Hmmm, to przecież też jest jakiś sposób na zaśnięcie.

* Wojciech Bonowicz "Wiersz od Marcinka"

środa, 24 grudnia 2014

Wiersze na święta od BL


Może będziecie mieli chwilę spokoju, siądziecie przy choince i się zadumacie. Do zadumania dobra jest poezja, do poświęcenia jej chwili potrzebujemy wyciszenia. Dlatego, jeżeli macie duchowe luki, chcecie się wzbogacić, zapraszam do kącika, chce się z Wami podzielić wierszami, które dostałam od Biura Literackiego. Miłej lektury. 


24 XII 1968
Rafał Wojaczek Kolęda
(Wiersz z tomu Wiersze i proza 1964–1971)

Na Twoje urodziny jestem sam bezbronny
Broń nakazałem sobie odłożyć ołówek
I tarczę kartki schowałem w szufladę
Tamtą kobietę zwróciłem rodzinie
Osoby dawnych wierszy ode mnie odeszły
I nie mam uroczystej zastawy na stole
I nie ukrywam się za krzakiem drzewka
Czy za zasłoną parującej zupy
I nie mam psa pod stołem z którym bym rozmawiał
I żaden list nie przyszedł Nadawcy umarli
Na wymyśloną im przeze mnie śmierć
Autorzy byli i zabrali książki
I wreszcie nie mam żadnej ojczyzny gdy trup
Pamięci leży w brudach jak zużyta chustka
A tę za oknem właśnie śnieg zasypał
Razem z poezją śmierci i Afryką
Mam tylko wyszczerbioną szklankę po musztardzie
I w butelce spirytus denaturowany
Od którego mózg płonie na fioletowo
Jak zapalona rtęciowa żarówka
Ale jeszcze nie piję go kiedy spod śniegu
Dochodzą do mnie zaklęcia pijanego ludu
Co usiłuje wymusić odpowiedź
Od milczącego na talerzu karpia
Życzę im by się przecież jakoś dogadali
Co się na pewno stanie skoro nawet talerz
Niedługo zacznie mówić ludzkim głosem
I barszcz i bigos i grzyby w kapuście
Ja zanim odkorkuję naleję wypiję
Zanim się z sobą samym podzielę opłatkiem
Skórki od chleba suchego jak wargi
Tymi spierzchłymi tyle Ci opowiem
Począłeś się w kobiecie z wielkiej melancholii
W łonie jak dom ogromny co nie zamieszkany
Sam się zaludnia najpierw echem kroków
Aż magnetycznie skupią się atomy
Począłeś się w kobiecie najbrzydszej na świecie
Co chociaż obdarzona pośladkami dwoma
Piersiami uwieść nie zdołała męża
Teraz się rodzisz żeby mnie zwyciężać



Jacek Łukasiewicz Ćwiczenia na lodzie
(Wiersz z tomu Rytmy jesienne)

Ładna i zgrabna, która na ekranie,
na gładkim lodzie, nie bojąc się wcale,
nim w mojej głowie powstanie pytanie,
ty nagle wpadasz w radosną spiralę.
Coraz tam zimniej, siedzimy, patrzymy,
mając ochotę na gorącą zupę.
A tutaj nagle w samym środku zimy
podwójny aksel z podwójnym tulupem.
A ten twój partner, trochę za wysoki,
nagle się zjawia. Nim się zbiorę w kupę,
dekoncentrują mnie te wasze skoki:
podwójny aksel z podwójnym tulupem.
Niedługo pewnie zamruczę: „Niech skonam,
jeśli nie skonam, to ty padniesz trupem,
kiedy cię widzę, gdy w jego ramionach…”
podwójny aksel z podwójnym tulupem.
Z pilotem w dłoni patrzę na tę galę,
gdy połączona z partnerami w grupę,
jeszcze raz wchodzisz w niezwykłą spiralę.
Zanim wyłączę – spojrzeniem ocalę
podwójny aksel z podwójnym tulupem.

26.XVII
Zuzanna Ginczanka Laurka noworoczna
młodemu architektowi
(Wiersz z t omu Wniebowstąpienie Ziemi )


Jest ci teraz taki sobie rok: 1933
oglądają się starzy za siebie: „jak to czas prędko w dawność
przeleciał”;
a ja myślę sobie, że prędko 1934,
i że pewnie siedzisz przy biurku i ożywiasz logarytmy martwe –
Masz ty pewnie szklane kątomierze
i stalowy rozdwojony cyrkiel
i na białym, gładkim papierze
chcesz proporcję tajemnicza wykryć –
rosną linie płasko-nieruchome,
rosną ściany snobizmowi i nudzie:
pewnie uczysz się budować domy,
w których kiedyś będą się kłócić –
Wiem: umieścisz na domu fasadzie
arcyultranowoczesne kółka
i po długiej z samym sobą naradzie
pomalujesz na czerwono deszczułki;
będą stały twej poezji w poprzek,
twoje domy ludne – a puste
i otrzymasz pochwałę, żeś dobrze
nad łazienką wybudował ustęp. –
A ja myślę sobie: tak, tak – są przemijań niepisane prawa;
głupio byłoby jadać i spać, gdyby czas wciąż na miejscu
zostawał –
Prędko będzie rok 34,
ale był rok 32 –
a 32 jak narty
pozostawił po sobie dwie smugi
(jedną w myślach pozostawił tobie –
drugą krwi mej pozostawił we mnie)
będą szlaczyć się smugi obie,
póki wiatr ich nie zliże zupełnie.
Zatoczyłeś pod niebo łuk
serca cyrklem zakreśliłeś mnie w koło.
A czy teraz byś jeszcze mógł
tyle cudów wbudować w słowo?
A czy teraz jeszcze byś mógł
zmierzyć świat pod kątem miłości
i konstrukcję sztuczek i sztuk
dni rozpiętrzać piękniej i prościej?
No – a wtedy umiałeś mnie zliczyć
tą miłością, której byłeś wart –
no – a wtedy byłeś budowniczym
zamków na lodzie i domków z kart.
Niechże ciebie teraz nauczą melancholię cegłą obtoczyć –
lub pogańczo serdeczne świątynie tak jak dawniej wnosić
w mych oczach –
niech nauczą tęsknoty krużganki z serc rozwijać jak w piosenkach
rozmaryn
i ekierką logiczną i prostą odbudować namiętność z rozwalin –


Roman Honet zimowe porządki
(Wiersz z tomu świat był mój)

zmarły to ciało, w które wchodzi
bóg żeby się przespać. otacza go
mroźna, grudniowa noc, owija
pociąg zatrzymany w polu, kobiety
z latarkami na czołach – małe
kwadraty z mosiądzu i szkła, trzęsące się,
jak gdyby miały w środku ważkę
lub nasienie. przez mrok
przechodzą naraz – modlitwy i wycie, diakoni
z seminarium niosą respirator
i biblię. i talerz, i łyżkę,
i gąbkę. nigdy się nie dowiedzą – zmarły to ciało,
które jest już czyste. po bogu sprząta
ziemia, od tego ją ma


Kora Ta noc do innych jest niepodobna
(Wiersz z tomu Stoję, czuję się świetnie)

Kiedyś tyle miałam w głowie
Na tak, na nie zawsze odpowiedź
Uśmiech nowy, twarz wciąż nową
Na każdy głupi test gotową
Kiedyś tyle miałam w głowie
Uciekałam i płakałam
Brałam wszystko na poważnie
To co dzisiaj jest nieważne
Teraz mówię sercu, aby sercem było
Ta noc do innych jest niepodobna
I leżę cicho, cicho przy twym boku
Godzina mija za godzinę
I już wiem, że spadnie deszcz
Drzewo znów się zazieleni
Choć milknie głos, to krzyczy we mnie
Nie daje mi wytchnienia
I nie pytaj mnie, jak żyć
Czy długo będę z ciebie kpić
Trawa wciąż jeszcze zielona
Moja miłość jest szalona
Teraz mówię sercu, aby sercem było
Ta noc do innych jest niepodobna
I leżę cicho, cicho przy twym boku
Godzina mija za godzinę


czwartek, 27 czerwca 2013

Wisława Szymborska "Błysk rewolwru"


 


Autorka: Wisława Szymborska
Tytuł: Błysk rewolwru
Wstęp i komentarz naukowy: Bronisław Maj
Wydawnictwo: Agora S.A.
Rok wydania: 2013





We wstępie do tej uroczej książki Bronisław Maj dzieli się z czytelnikami swoimi wątpliwościami dotyczącymi wydania ineditów Pani Wisławy: Są to przecież bez wyjątku anekdota poiemata , dzieła, których Autorka ogłaszać, z wiadomych sobie względów, nie chciała, których nie pomieściła-a przecież mogła była!-w żadnej z wydanych swoich książek (...).

Panie Bronisławie, że sobie tak pozwolę bezpośrednio do Pana się zwrócić, nie ma co się obawiać, wszakże powinien Pan zajrzeć do biografii Poetki napisanej przez Joannę Szczęsną i Annę Bikont, bo tam Szymborska daje wydawcom (a raczej dyspozytorom Jej spuścizny literackiej) zielone światło: Uświadomiłam sobie, że ta cała moja historia pozbawiona jest dramatyzmu. Tak jakbym prowadziła życie motylka, jakby życie tylko głaskało mnie po głowie. To jest mój portret zewnętrzny. Ale skąd taki obraz? Czy ja naprawdę taka jestem? Życie miałam właściwie szczęśliwe, jednak było w nim wiele śmierci, wiele zwątpień. Ale oczywiście ja o sprawach osobistych mówić nie chcę, a też nie lubiłabym, żeby mówili inni. Co innego po mojej śmierci.

„Błysk rewolwru"  to bardzo osobista sprawa. Książka dzieli się na kilka rozdziałów i ma układ chronologiczny. Jest to zbiór hybrydalny, wielogatunkowy, gdzie poezja miesza się z prozą, a rysunki małej Ichny z fotografiami z prywatnych albumów Noblistki. Zaglądamy zatem do juweniliów, a w tym do bloku rysunkowego i podpatrujemy laurki i obrazki, które pięcioletnia Wisława podarowywała swoim najbliższym.  Są tu również pierwsze poetyckie próby i jedyna, niepowtarzalna okazja do poznania prawdziwego rarytasika - fragmentu powieści napisanej w iście gotyckim duchu, gdzie to miłość ze śmiercią w parze idą.

Pani Wisława już jako podlotek wykazywała wszelakie talenta artystyczne, choć, jak to sama wspomina w którejś ze swoich wypowiedzi, jej marzeniem było zostanie rysownikiem . Na szczęście marzenia nie zawsze się spełniają. Ale przejdźmy do kolejnych rozdziałów. Mamy tu zatrzęsienie dóbr literackich wszelakiego rodzaju- „Ankietę, czyli konkurs na wygłupianie się bliźnich", stworzony wraz z Kornelem Filipowiczem  „ Słownik wyrazów obelżywych", z którego nie wiedzieć czemu zostały wykreślone pojęcia onanisty i zdziry, a zachował się hreczkosiej, icuś, iwan, czy też jezuita. Mnie jednak najbardziej rozbawiła „Anatomia w książce telefonicznej".

W „Błysku rewolwru"  znajdziemy również utwory posegregowane gatunkami wymyślonymi przez Poetkę i Jej przyjaciół. Obok znanych nam już lepieji (lepiei?), moskalików, altruitek możemy sobie poczytać epitafia słynnych osób z artystycznego światka, nie wszystkie z nich zdążyły zapukać do niebios bram, ale zapobiegliwa Szymborska już im na grób wierszyki przygotowała. Nawet jej sekretarzowi się dostało- Tu oddał ducha Michał Rusinek. Był to najlepszy jego uczynek.

Każdy, kto choć trochę interesuje się twórczością i życiem Pani Wisławy wie, że przed „tragedią sztokholmską" Poetka stroniła od wszelakich podróży. Efektem tej niechęci są rajzefiberki- krótkie dystychy opisujące z charakterystyczną dla Szymborskiej ironiczną zjadliwością różne miejscowości.

Z nowości są tu jeszcze adoralia i przysłowia nadrealistyczne oraz bajki o rzeczach martwych z pouczającymi morałami (jak to na bajki przystało).

„Błysk rewolwru"  to książeczka urocza, ciesząca oko za sprawą przepięknego wydania. Mnóstwo tu rysunków, fotografii, kolaży wykonywanych przez Poetkę, zdjęć rękopisów, które umożliwiają nam wgląd do zeszytów młodej Poetki (ach, ile ona błędów ortograficznych robiła! A jak bazgroliła!). Wszystko to w połączeniu z frywolnymi tekstami daje nam obraz osoby niezwykle dowcipnej i pomysłowej. Można by rzec: nihil novi, wszakże jeszcze za życia Poetka wydawała swe mniej poważne utwory („Rymowanki dla dużych dzieci"), a „Błysk rewolwru"  to kontynuacja rubasznej strony twórczości Noblistki.

Nie miałam dylematów takich jak Pan Bronisław Maj. Wręcz przeciwnie, moja wścibskość i chęć poznania Pani Wisławy pozbawiły mnie wszelkich skrupułów do zajrzenia w te bardzo osobiste ineditia. I dziękuję, bo takie wydawnictwa to prawdziwe skarby, które można czytać na różne sposoby, oglądać, przewracać stroniczki i zachwycać się tymi wszystkimi perełkami. Co więcej- takie lepieje, altruiki, rajzefiberki, czy też inne krótkie formy, przy lekturze wytwarzają w czytelniku chęć do tworzenia własnych dystychów. Twórcze to i pozytywne, a jak podnosi ego, wszakże w szranki na rymowanki z samą noblistką stajemy.