Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

środa, 23 listopada 2011

Chuck Palahniuk "Potępieni" oraz o odchudzaniu książkowych potworów słów kilka



Piątka Potępionych wyrusza na rekonesans po piekielnych zaświatach. Okazuje się, że wizja Dantego Alighieri była nieco podkoloryzowana, a wszystkie schematy i wyobrażenia piekielnych czeluści są jedną wielką ściemą. Piekło to obrzydliwe miejsce, gdzie wcale nie śmierdzi siarką, tylko gównem. Jest tu Wielki Ocean Zmarnowanej Spermy, Pustynia Łupieżu, ziemię pokrywają strzępki paznokci. Smród miesza się tu z zapachem gumy do żucia, odchody – z walającymi się słodyczami, w powietrzu latają muchy i nietoperze.

Cały tekst znajdziecie na stronie e-czaskultury. Zapraszam :)



A o akcji "Nie tucz książkowego potwora" słyszeliście? Nie? To koniecznie przeczytajcie apel zamieszczony na stronie granice.pl. A jeżeli popieracie akcję- udostępniajcie wszystkim informacje, jeżeli macie fb, zaproście znajomych do polubienia fanpage'u akcji. "Przyłącz się do akcji „Nie tucz książkowego potwora” i … wyślij go na dietę"

wtorek, 22 listopada 2011

Mario Vragas Llosa "Fonsito i księżyc"


Autor: Mario Vargas Llosa
Tytuł: Fonsito i księżyc
Przekład: Marzena Chrobak
Wydawnictwo:  Znak
Rok wydania:  2011

„Fonsito i księżyc” to nietypowa książeczka w twórczości Mario Vargasa Llosy. To książeczka dla dzieci. Piękna historia o chłopcu, którego marzeniem jest pocałowanie Nereidy, najładniejszej dziewczynki w klasie. Aby marzenie mogło się spełnić, Nereida stawia jeden warunek: „Pozwolę, jeśli podarujesz mi księżyc z nieba”. Zadanie wydaje się być nie do wykonania, ale mały Fonsito się nie poddaje. Czy uda mu się spełnić życzenie dziewczynki?

Pisanie dla dzieci jest pisaniem trudnym. Autor musi umieć zaciekawić dziecko, musi pisać prostym, zrozumiałym językiem. Llosa zawsze przykładał bardzo dużą wagę do formy i tym razem w króciutkiej baśni opowiada o najważniejszym uczuciu, o miłości. Ale jest to również prosta opowieść o tym, że marzenia się spełniają, trzeba im tylko czasami trochę pomóc.

sobota, 19 listopada 2011

Międzynarodowy Festiwal Kryminału

Już we wtorek 22.11. rusza Międzynarodowy Festiwal Kryminału. Program MFO jest dostępny na festiwalowej stronie.

Ja tak tylko jedną nogą, bo druga w łóżku. Źle się czuję. Od miesiąca nie mogę doleczyć gardła. Boli. Do tego jeszcze paskudny kaszel. I jeszcze teraz zawroty głowy i przeziębienie. Ogólnie jestem osłabiona i jak tylko wracam z pracy, to zasypiam. Choć staram się coś podczytywać i coś oglądać. A tu jeszcze do pracy trzeba chodzić. Ech...Wrócę, jak tylko przestanie mi się tak w głowie kręcić :(

wtorek, 15 listopada 2011

Ana María Matute, "Bezludny raj"


 


Autor: Ana María Matute
Tytuł: Bezludny raj
Przekład: Wojciech Charchalis
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: z miotłą
Rok wydania: 2011



Ana María Matute jest hiszpańską pisarką, teoretykiem literatury, ilustratorką swoich książek. Gdy tak przeglądam notkę biograficzną umieszczoną na okładce „Bezludnego raju” , dochodzę do wniosku, że to musi być bardzo ciekawa kobieta. Zaczęła pisać w wieku siedemnastu lat, zdobyła wiele nagród literackich, w tym najważniejsze hiszpańskie wyróżnienie- Nagrodę Cervantesa.  Została również uhonorowana nagrodą im. Hansa Christiana Andersena, co ma dosyć duże znaczenie, ponieważ „Bezludny raj” to baśń, choć jej zakończenie nie jest baśniowe.

Bohaterką i jednocześnie narratorką „Bezludnego raju” jest Adriana, którą poznajemy już jako dorosłą kobietę. Powraca ona myślami do czasów swojego dzieciństwa. W miarę narastania opowieści czytelnik zostaje wciągnięty w magiczny świat wyobraźni dziewczynki, która zawsze odstawała od innych.

Adriana urodziła się za późno, za późno na to, by otrzymać od swoich rodziców choć odrobinę uczucia. Dziewczynką zajmowały się niania María i kucharka Isabel. To właśnie tym kobietom Adri bezgranicznie ufała, to właśnie one umożliwiały bohaterce spełnianie swoich marzeń.

„ Stworzyłam sobie własny świat, w którym żyłam, zanurzona w jakiejś mętnej cieczy, czasem niebywale ciepłej; było to ciepło, którego – według tego , co usłyszałam, siedząc pod stołem w prasowalni – z jakiegoś powodu mi odmówiono”. Świat Olbrzymów był dla Adri niezrozumiały, jedynie ciotka Eduarda potrafiła zrozumieć małą. Były do siebie podobne. Obie były dziwne.

Adriana rzadko się odzywała, nie bawiła się z dziewczynkami w szkole, zawsze stała na uboczu, rzeczywistość ją przerażała. Być może dlatego widziała to, czego inni nie widzą. Być może dlatego śledziła Jednorożca, który uciekał z ram obrazu. Być może dlatego pewnego dnia ciężko zachorowała.  Choroba jednak okazała się momentem zwrotnym w życiu dziewczynki, bo oto poznaje Gawryłę- syna rosyjskiej tancerki, który mieszkał w sąsiedztwie.

„Bezludny raj” to przepiękna opowieść o miłości, takiej niewinnej i czystej.  Ale jest to również sentymentalna podszyta nostalgią baśń o tęsknocie za utraconym dzieciństwem, o strachu przed światem Olbrzymów. 

I o straszliwej samotności.

Ana María Matute napisała historię przesiąkniętą melancholią. Tak, jest to baśń ciepła, pisana obrazami, ale pozostawiająca gorzką refleksję.

 Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu W.A.B.




niedziela, 13 listopada 2011

Publish the Quest i Nneka. Wrocław, Klub Eter


Miesiąc czekałam na ten koncert, ale nie spodziewałam się, że tak naprawdę tego wieczora nie Nneka będzie dla mnie Gwiazdą.

Publish the Quest, zespół z Seattle, grający połączenie bluesa, ska, rocka i popu. Supportowali Nnekę i dali tak energetyczny popis, ze człowiekowi same się nogi i bioderka do wygibasów rwały. Cóż tu dużo opowiadać- zakochałam się.  Znowu.

Grupa jest w Polsce mało znana, choć ma już na koncie dwie płyty. Wczoraj grali zaledwie 20 min, ale rozgrzali publikę i sami też świetnie się bawili, co możecie sobie obczaić na filmikach. Od razu przepraszam za jakość, ale wiecie- nie dorobiłam się jeszcze profesjonalnej kamery ;).

Widzicie jak oni się świetnie bawią na scenie? Pełen żywioł, wygłupy, muzyka wręcz ich rozrywa, tańczą, hulają, chyba nie muszę dodawać, że najbardziej przypadli mi do gustu pan w pomarańczowych okularach (Izaak Mills), który gra na flecie poprzecznym (chyba) i na saksofonie oraz organista (Chris Poage). Ekhm...no dobra, wokalista (Jacob Bain) też mi się baaardzo podoba :)




Po niezwykle krótkiej, ale skondensowanej dawce pobudzających rytmów przyszedł czas na Gwiazdę wieczoru. Nneka wyszła na scenę zamyślona i bardzo wyciszona. Taki też był cały koncert. Muzyka, którą tworzy nigeryjska wokalistka to coś na pograniczu soulu, jest porównywana z Eryką Badu. Powiem szczerze- mnie nie wbiła w płytę, ale były momenty, w których miałam ciary na plecach. Koncert był jednak za krótki, Nneka grała ok. godziny i dała tylko jeden bis i to w towarzystwie Publish the Quest. I może to i dobrze, bo cover Boba Marley’a „War” rozbujał mnie na koniec, więc ostatecznie wieczór zakończyłam w bujanym nastroju.







piątek, 11 listopada 2011

Krzyżacy. Rock – opera. Wrocław, Hala Orbita.


W zeszłym roku obchodziliśmy sześćsetną rocznicę bitwy pod Grunwaldem. W zeszłym roku miała miejsce pierwsza od ponad dziesięciu lat polska rock-opera, choć jej twórcy zarzekają się, że spektakl nie był specjalnie przygotowywany na tę okazję.
„Krzyżacy” to widowisko muzyczne inspirowane powieścią Henryka Sienkiewicza. Chyba każdy z nas zna historię miłości Danuśki i Zbyszka z Bogdańca, a kto nie zna, niech się wstydzi i biegiem leci do biblioteki po powieść Sienkiewicza.

W zamierzeniu twórców – Marcina Kołaczkowskiego (scenariusz i reżyseria), Hadriana Filipa Tębeckiego (muzyka) i Jacka Koczarkowskiego (teksty) widowisko miało być przede wszystkim opowieścią o miłości, a wydarzenia historyczne miały być jedynie tłem, które każdy Polak gdzieś tam w swojej świadomości ma zakorzenione.

W spektaklu udział wzięli muzycy i aktorzy znani z mediów. W roli Zbyszka z Bogdańca wystąpił Maciej Silski- zwycięzca „Idola”, a Danuśkę odegrała Olga Szomańska- laureatka „Szansy na sukces” z 1999 roku. Ze znanych wokalistów na scenie pokazał się Maciej Balcar (Dżem) jako Jurand ze Spychowa, Artur Gadowski (Ira) jako król Władysław Jagiełło, Wojciech Cugowski jako Konrad von Jungingen. Jagienkę ze Zgorzelic wyśpiewała Joanna Dec „Asteya” z telewizyjnego show „Śpiewaj i walcz”. Wystąpili również polscy aktorzy- rewelacyjny Cezary Studniak w roli Urlicha von Jungingena, Jacek Lenartowicz jako Maćko z Bogdańca, Piotr Hajduk jako Sanderus i wbijająca w fotel Katarzyna Jamróz jako księżna Anna Danuta. Narratorem był Krzysztof Kolberger. Ufff...chyba nikogo nie pominęłam.

Acha, zapomniałam o zespołach, które na żywo akompaniowały aktorom- Kameleon i Freedom.

A teraz do rzeczy. Mam ambiwalentny stosunek do tego w czym miałam okazję uczestniczyć. Uwielbiam musicale, a to dlatego, że są zazwyczaj robione z przepychem, z pompą, jest dużo ruchu, śpiewu, wszystkiego. A tu...No dobra, muzycznie mnie totalnie rozłożyli. Gadowski był rewelacyjny, Katarzyna Jamróz sprawiła, że dostałam gęsiej skórki- co za głos (!!!), Studniak z tą swoją chrypką i nawet Balcar mnie zmiótł, choć na koncerty Dżemu nie chodzę, bo mnie gościu wkurza, ale dlaczego- nie czas i pora o tym tu teraz pisać, grunt, że w „Krzyżakach” świetnie sobie poradził ze swoją postacią. Rozczarowali mnie za to Maciej Silski i Olga Szomańska. Nie, no wokalnie byli nie do przebicia, ale to przecież miała być historia o miłości, a oni kompletnie sobie z tą historią nie poradzili. Zero jakiegokolwiek uczucia między nimi, zero iskry, zero porozumienia. Byli tak jakby obok siebie. On nawet jej porządnie przytulić nie potrafił. Jakiś taki ciotowaty był. No sorry, ale gość totalnie mnie nie przekonał. Ale czego ja wymagam- Silski nie jest przecież aktorem tylko muzykiem...

Generalnie, jak dla mnie, jak na musical, to było za mało widowiskowe. Choreografia bardzo uboga, a zakończenie zupełnie niedopracowane. Spodziewałam się jakiejś wielkiej zbiorowej sceny, w końcu bitwa pod Grunwaldem to nie przelewki, ale gdzieeee tam- twórcy postawili jednak na minimalizm.

Acha, zapomniałabym dodać- wszystko oczywiście było we współczesnej szacie. Stroje- skóry, mocna rockowa muzyka (REWELACYJNA gitara elektryczna, niestety, nie pamiętam jak się gitarzysta nazywał), czyli konwencja rockowa.

Na koniec, po prezentacji wszystkich, którzy stworzyli to muzyczne przedstawienie, Hadrian Filipa Tębecki objaśnił zgromadzonej publice, że przesłaniem musicalu jest hasło: „ Miłości szukaj”. Wprawdzie zespół zebrał owacje na stojąco, ale ja jednak od tego typu sztuki wymagam więcej. Gdyby tak dopracować choreografię, rozbudować trochę fabułę (bo czasami miałam wrażenie, że wszystko zostało tak pocięte bez ładu i składu, żeby tylko się zmieścić w dwóch i pól godzinie, by widzów nie zanudzić), wprowadzić więcej tancerzy, byłoby ok. A tak- czułam się jakbym była na koncercie rockowym, a nie na spektaklu. Choć koncerty rockowe to jest coś co lubię.

czwartek, 10 listopada 2011

Kulturalny weekend

No dobra, nie wytrzymałam...Muuuszę Wam napisać, bo zaraz eksploduję!!! Tak się cieszę strrrrasznie na ten weekend, taaaaak :)))). Miałam jechać do Miłyna, ale...wczoraj dziewczyna mojego przyszywanego brata napisała mi, że wygrała wejściówkę na Krzyżaków- Rock Operę, ale ona nie idzie, bo nie lubi takich rzeczy sic!!!!!). No i czy ja bym nie chciała pójść (siiiic !!!!!!!!). Jejuuu, a jak tak strasznie, STRASZNIE chciałam iść, ale bilety drogie, a ostatnio mi się w konkursach nie szczęściło, więc już się pożegnałam z wszelaką nadzieją, a tu mi Madzia z nieba spada. DZIĘĘĘĘKUJĘĘĘ!!!! :)  A wiecie kto tam występuję, no wiecie, wiecie? A nie wiecie, ha! A ja wiem i dlatego się tak emocjonuję :). Ale to już wszystko opowiem po powrocie. Jak mnie wpuszczą...Bo wejściówka jest imienna i jest wypisana na Madzię, ale mam powiedzieć, że koleżanka mi oddała bilet, bo się rozchorowała. No muszą mnie wpuścić :) A by Was nie zostawiać tak samopas, to Wam już wrzucę lekki przedsmak tego, co moje ucho i oko będzie dopieszczać :)
A w sobotę.... :)))) A w sobotę to się będę buuujać :))))) Oj będę , będę ( wiem, że mało to wszystko składne, ale normalnie tak nogami przebieram i tak mi wszystko w środku gra i biega i rozrywa na wszystkie strony, że ledwo w literki trafiam :). No to w sobotę zapraszam do posłuchania na żywo w klubie Eter we Wrocławiu tej oto Pani:
A w niedzielę, na miłe domknięcie wrażeń, czas przyjdzie na pochichranie się przy śmiesznych filmach, które to będę miała okazję obejrzeć (za freee :)) w Nietocie. Jak ktoś jest w Wrocławia to się zaprasza, będzie wesoło.
A Wy, robaczki, co porabiacie na ten długi, obrzydliwie leniwy weekend?

środa, 9 listopada 2011

Przerwa na reklamę

Zapewne zauważyliście, że co jakiś czas zmieniam szatę graficzną bloga, a ponieważ jestem totalnym imbecylem komputerowym, to sama sobie takich cudenek nie potrafię zrobić. Ale jest na świecie osóbka, która zupełnie bezinteresownie projektuje te piękne bannerki i tło. Ada ma smykałkę do tworzenia przepięknych i oryginalnych grafik. Sami sobie popatrzcie, a jeżeli Wam się podobają jej prace, a chcielibyście pokombinować z interfejsem na Waszych blogach,zachęcam do skontaktowania się z Adą (ssstrzalka@tlen.pl, maila do Ady podaje też z lewej strony na blogu, by łatwiej było go odnaleźć).








poniedziałek, 7 listopada 2011

Mail


Jak zapewne zauważyliście, książki przeze mnie recenzowane są egzemplarzami recenzenckimi.  W wydawnictwach są osoby, z którymi współpracuję już kilka lat, ale czasami napisze do mnie ktoś  z wydawnictwa, którego nie  znam z propozycją przesłania mi książki w zamian za recenzję. Zazwyczaj nie odmawiam i chętnie poznaję nowe wydawnictwa. Tak było w przypadku książki Christiana Krachta (recenzja TUTAJ).  Niestety, powieść szwajcarskiego pisarza w ogóle nie przypadła mi do gustu. I to nie chodzi o tematykę, ale ogólnie, moim zdaniem to źle napisana książka, a ponieważ nie potrafię kłamać w recenzjach, więc wyłożyłam kawę na ławę i ...
No tak, zawsze jak dostaję egzemplarz do recenzji, to czuję się zobowiązana do podesłania linka do strony, gdzie się tekst ukazał, albo do podesłania informacji w jakim piśmie i kiedy recenzja zostanie opublikowana. Zazwyczaj piszę pozytywnie o książkach, a wynika to z tego, że nie dostaję hurtem od wydawnictw tego, co się akurat w miesiącu ukazało, tylko sama zamawiam tytuły, które mnie interesują i zazwyczaj trafiam na dobre książki. Moje pozytywno o książkach pisanie nie wynika więc z chęci podlizania się wydawnictwom, bo mi przesłały egzemplarz recenzyjny.
No dobrze, ale Kracht mnie wkurzył i jak tu teraz podesłać linka wydawnictwu?
No i tak łaziłam od kilku dni i myślałam co by tu napisać w tym mailu z linkiem do tej nieszczęsnej recenzji, a tu dziś mail z FA- artu:

Dzień dobry,
zauważyłam, że pojawiła się recenzja na Pani blogu. Bardzo się cieszę z tego powodu, szczególnie, że cenimy sobie krytyczne spojrzenie na nasze książki.
Czy byłaby Pani zainteresowana innymi naszymi pozycjami do zrecenzowania?
Pozdrawiam
Kinga Kasperek

Koparka mi opadła odbiła się od podłogi i wróciła na swoje miejsce lekko się nie domykając... Ale mi się głupio zrobiło... I wiecie co Wam powiem moi kochani? Pani Kinga wykazała się profesjonalizmem podczas, gdy ja wykazałam się totalnym infantylizmem, za co się biję po łapkach i poprawę obiecuję.
Ale miłe to, co? No ten mail znaczy się :)