Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

czwartek, 12 maja 2011

Nominacje do nagród literackich


Na Warszawskich Targach Książek ogłoszono nominacje do dwóch najważniejszych nagród literackich – Nike oraz Nagrody Literackiej Gdynia. Oto nominowani:
Literacka Nagroda Nike:
1. Bator Joanna, Chmurdalia, W.A.B., Warszawa
2. Karpowicz Ignacy, Balladyny i romanse, WL, Kraków
3. Odija Daniel, Kronika umarłych, W.A.B., Warszawa
4. Pilot Marian, Pióropusz, WL, Kraków
5. Lech Joanna, Nawroty, WBiCAK w Poznaniu
6. Lipska Ewa, Pogłos, WL, Kraków
7. Różycki Tomasz, Księga obrotów, Znak, Kraków
8. Szychowiak Mirka, Jeszcze się tu pokręcę, Instytut Mikołowski, Mikołów
9. Bocheński Jacek, Antyk po antyku, Świat Książki, Warszawa
10. Czaja Dariusz, Gdzieś dalej, gdzie indziej, Czarne,Wołowiec
11. Nowicki Wojciech, Dno oka. Esej o fotografii, Czarne, Wołowiec
12. Rymkiewicz Jarosław Marek, Samuel Zborowski, Sic!, Warszawa
13. Stasiuk Andrzej, Dziennik pisany później, Czarne, Wołowiec
14. Wierzbicki Piotr, Muzykalny kosmos, Świat Książki, Warszawa
15. Górecki Wojciech, Toast za przodków, Czarne, Wołowiec
16. Szabłowski Witold, Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji, Czarne, Wołowiec
17. Szczygieł Mariusz, Zrób sobie raj, Czarne, Wołowiec
18. Głowiński Michał, Kręgi obcości, WL, Kraków
19. Mrożek Sławomir, Dziennik tom 1 1962-1969, WL, Kraków
20. Bargielska Justyna, Obsoletki, Czarne, Kraków

Literacka Nagroda Gdynia:
P O E Z J A
1. Ewa Lipska, Pogłos, Wydawnictwo Literackie
2. Andrzej Niewiadomski, Tremo, Stowarzyszenie Literackie „Kresy”
3. Tomasz Różycki, Księga obrotów, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
4. Adam Wiedemann, Dywan, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
5. Maciej Woźniak, Ucieczka z Elei, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
P R O Z A
1. Justyna Bargielska, Obsoletki, Wydawnictwo Czarne
2. Andrzej Kasperek, Back in the DDR i inne opowiadania, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria
3. Radosław Kobierski, Ziemia Nod, Wydawnictwo W.A.B.
4. Kazimierz Kutz, Piąta strona świata, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
5. Michał Olszewski, Zapiski na biletach, Wydawnictwo W.A.B.
E S E I S T Y K A
1. Stefan Chwin, Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni, Wydawnictwo Tytuł
2. Zbigniew Kadłubek, Święta Medea. W stronę komparatystyki pozasłownej, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego
3. Piotr Matywiecki, Dwa oddechy. Szkice o tożsamości żydowskiej i chrześcijańskiej, Towarzystwo "Więź"
4. Jarosław Marek Rymkiewicz, Samuel Zborowski, Wydawnictwo Sic!
5. Jan Tomkowski, Klasztor Maulbronn, Wydawnictwo Dom na wsi.

Przyznam szczerze, że jestem rozczarowana. Znowu pominęli Wojciecha Tochmana, choć zebrał same pozytywne recenzje. No cóż, pozostaje mi trzymać kciuki za Witolda Szabłowskiego i jego świetny reportaż z Turcji. A wy, macie swoje typy?
A już jutro ogłoszenie zwycięzcy Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego

poniedziałek, 9 maja 2011

Miła niespodzianka


Od dłuższego czasu zaglądam na forum wymiany książek na Lubimyczytac.pl i dość aktywnie śledzę zamieszczane tam wątki. Czasami uda mi się z kimś potargować i ostatecznie się powymieniać. Taka wymiana wiąże się z zaufaniem, a ponieważ ja jestem zwierzęciem ufnym i podzielającym zdanie Krzysztofa Kieślowskiego, że człowiek z natury dobrym jest, więc nie mam oporów przed wysyłaniem książek i oczekiwaniem, że ta druga strona zrobi to samo. Zazwyczaj wsadzam książkę do koperty i wysyłam poleconym listem bez jakiś dodatków. Ale dzisiaj to mi się szczególnie przyjemnie zrobiło i jednocześnie pomyślałam sobie, że ze mnie wredna małpa, bo tak te książki wysyłam bez "duszy". A przyjemnie mi się zrobiło, bo nie dość, że dostałam mojego ukochanego Llosę, to na dodatek w środku była piękna zakładka z czerwonym ptaszkiem, własnoręcznie zrobiona przez nadawczynię oraz ...czeeekolaaada. Mniam! Dziękuję Ci Caitri za przesyłkę słodką dla ciała i duszy. A ja ze zswej strony obiecuję poprawę i jakieś "wkładki" do wysyłanych książek będę wciskać w koperty. Takem rzekła i niech słowo się stanie ciałem przy najbliższej okazji do tego się nadarzającej:).
P.S. Nie mam pojęcia, co mnie tak wzięło na ten szyk przestawny ;)

niedziela, 8 maja 2011

Ojczyzna-polszczyzna

Na studiach polonistycznych wśród studentów panuje podział na tych, którzy pasjonują się językiem, na tych, których na uczelnię przygnała miłość do literatury i na tych, którzy w teorii literatury odnaleźli swoje powołanie. Ja należę do tych drugich ze szczególnym umiłowaniem literatury współczesnej. Nigdy nie rozumiałam językoznawców, a przedmioty takie jak gramatyka opisowa (nie licząc „drzewek” i rozbiory logicznego zdania, które uwielbiam i traktuję jak krzyżówki) przyprawiały mnie o mdłości. Ale był taki przedmiot- historia języka, na którym lekturą obowiązkową była książka Zenona Klemensiewicza „Historia języka polskiego”. Pamiętam, chodź daaawno to było, że czytało mi się tę książkę jak dobrą powieść i nawet sobie notatki porobiłam, które właśnie dzisiaj, przy okazji robienia porządków w papierach, odnalazłam. A tam, proszę- staropolski słownik. Oto przedstawiam kilka perełek, jakimi porozumiewali się nasi dziadowie. Pokusicie się o zgadnięcie, co też te słóweczka znaczą? Zachęcam do zabawy.
śmiara
zamętek
żeńczyna
lelejać się
rozszurzać
użasnąć się
żdać
urępny
zgłobliwy
blikawy
fasoł
godzinnik
obolewiec
otrok
jednylki
pierny
blazgonić
kanosić się
izabelowy
języczliwy
bogdajkować.
Podpowiem tylko, że wyrazów są wszystkie niemalże części mowy. Powodzenia :)

czwartek, 5 maja 2011

Pomysł

No to Edziu pogłówkował i z niedosytu Strachowych emocji koncertowych wymyślił rzecz następującą. Otóż należy zawsze próbować łączyć ze sobą rzeczy pożyteczne z przyjemnymi. Tak? Tak. No to właśnie taki mam zamiar. Leczę się w Katowicach w klinice okulistycznej. Mam jakąś dziwną wadę, której nazwy nie potrafię powtórzyć, ale fakt jest taki, że nie ma jeszcze sposobu,żeby zastopować całkowicie proces pogłębiania się mio=ojej krótkowzroczności. Można go jedynie spowalniać. Jednak okulistyka idzie cały czas do przodu, więc nadzieja zawsze jest. Moi kochani Rodzice zaproponowali mi jednak, żebym poddała się operacji laserowej korekty wzroku. Dla mnie to trochę mija się z celem, bo okulistka powiedziała, że skorygują wprawdzie wadę do zera dioptrii, ale po pół roku znowu będę musiała nosić okulary, bo wada i tak będzie się pogłębiać. No, ale w sumie lepiej mieć 5 dioptrii niż dziewięć. Tylko teraz czekają mnie badania, które mają stwierdzić, czy w ogóle nadaję się do takiego zabiegu. I tak sobie wymyśliłam, że skoro 20.05. w Katowicach są Juwenalia, na których grają Strachy Na Lachy, to w sumie czemu nie zapisać się wtedy na badania? I tak właśnie mama zamiar zrobić. Czasami przeraża mnie moja genialność ;).

środa, 4 maja 2011

Majówka


W majowy weekend, tradycyjnie, na wrocławskiej Wyspie Słodowej odbywają się koncerty. Jest to świetna okazja, by przez dwa dni wybawić się przy dziesięciu zespołach i to za niewielkie pieniądze (karnety na dwa dni kosztowały-bagatelka- 65 zł, dla porównania - koncert KNŻt-u kosztował 55 zł). A w tym roku skład był mocny:
2.05. grali:
StarGuardMuffin, Brodka, Happysad, Strachy na Lachy, Myslovitz i KNŻ,
a 30.05.:
Fisz Emade, Dezerter, Dżem, Kukiz i Piersi, Hey i Coma.
Zgadnijcie jak spędziłam majówkę? :)
Ale po kolei. Tak naprawdę impreza zaczęła się w pierwszomajową niedzielę...
Macie swoją ulubioną knajpę? Klub, w którym czujecie się jak w domu? Kultowa-to jest miejsce, w którym znalazłam swój kawałek podłogi ,a nawet stolika i krzesełka. Lubię tam łazić, bo muzyka świetna, bo barmani i barmanki wyluzowani, bo są tańce na barze, bo wszyscy się ze sobą potrafią świetnie bawić. Ale do rzeczy. Facebook jest dla mnie źródłem wszelakich informacji. Wchodzę sobie, więc w niedzielę rano na fejsa, a tam info na stronie happysad, że jadą do Wrocławia i planują po odpoczynku wyruszyć do miasta, co by sobie w jakiejś knajpce o życiu porozmawiać. No i nie zgadniecie...Tak, właśnie trafili do Kultowej, a w Kultowej my z Justyną. Oj...Nie wiedziałam, że chłopaki z happysad są tak rozrywkowi. Owszem, rozmowy o życiu były, o piciu też ;), ale poza tym tańce i hulanki wszelakie, które nad ranem zakończyliśmy. Wszakże chłopcy mieli rano próbę...Szczerze im współczułam :). Już dawno się tak nie uśmiałam i nie wybawiłam. A rano wstaję, patrzę do lustra, a tam na pół twarzy narysowane czerwone wąsy...I ja tak przez wrocławski rynek paradowałam. Dobrze, że to nad ranem było i nikt nie widział. Ale pocieszam się myślą, że wszystkim przebywającym tej nocy w Kultowej „wyrosły” czerwone wąsy. To była naprawdę magiczna noc ;).
A w poniedziałek już trampeczki przygotowane, aparacik w dłoń i na Wyspę!
Po raz pierwszy miałam okazję oglądać Kamila Bednarka na żywo i powiem Wam, że chłopak ma w sobie niesamowicie dużo pozytywnej energii, a do tego jeszcze potrafi rozbujać publiczność. A, i gra na saksofonie, co mnie kompletnie zwaliło z nóg. Pobujałam się, poskakałam i trochę akumulatorki podładowałam. Brodka, happysad jakoś mi umknęły, choć tak zerkałam co chwilę na scenę, czy Jarek- perkusista happysad, trafia w bębny po niedzielnej imprezie, ale chłopaki dali radę. Zagrali moją ukochaną „Taką wodą być” i już mi więcej do szczęścia nie było trzeba. Bo do szczęścia to mi potrzebny był następny zespół-moje kochane Strachy na Lachy. Wytęskniona niemiłosiernie stanęłam pod barierkami i...No nie powiem, że mi się nie podobało, że nie zażarło tym razem, ale jakoś tak chyba emocjonalnie byliśmy w innych miejscach. Choć zagrali „Wariata” i „Hej kobieto”, których nie słyszałam na żywo całe wieki. I nowy utwór- „Awangarda, jazz i podziemie”. Choć w sumie tekst nie jest nowy, bo został napisany chyba na początku lat dziewięćdziesiątych dla Pidżamy Porno. Grabaż był w dobrym humorze- zaprosił publiczność do zabawy. Tłum zgromadzony pod sceną miał odgadnąć, jaki tytuł piosenki pokazuje Pan G. Publiczność okazała się kumatą publicznością i bez problemu odgadywała, co też szanowny Krzysztof Grabowski ma na myśli. Na koniec, oczywiście, wspólne odśpiewanie „Piły tango” i jeszcze informacja- Pan Areczek,który gra w Strachach na akordeonie, został tatą. Ma synka. Pertraktacje nad imieniem trwają. Fani, na niusa zareagowali spontanicznie, odśpiewując świeżo upieczonemu tacie „Sto lat”. I tyle o Strachach. Było miło, ale bez szału.
Myslovitz nie znoszę, a KNŻ-tu nie słucham namiętnie. Znam kilka utworów, lubię sobie czasami cosik zarzucić, ale bez jakiegoś szczególnego uwielbienia. Ale koncert Kazik dał rewelacyjny. Tylko zapomniał tekstu piosenki i dopiero za trzecim podejściem udało mu się utwór doprowadzić do końca. Wybaczcie, że nie podam tytułu, ale w temacie Kazika jestem laikiem, ale mam zamiar to nadrobić po poniedziałkowym wieczorze.
A po koncertach? Też pytanie- Kultowa. A w Kultowej? No tak- happysad, a mieli jechać do domu po koncercie :). I co? I rockoteka do rana. Tym razem z ekipą mojej kochanej kuzynki, która na majówkę odwiedziła Wrocław.  Rano wstałam i nie miałam już wąsów ;). Ale...wyglądam przez okno, a tu-nosz kurka blaszka! Śnieg, taaakie płaty! Zdjęcia w poprzednim poście możecie sobie popodziwiać. Ale nic to, co, ja nie pójdę w taką pogodę na koncerty? Ja?! Phi! To nic, że mam gardło zdarte i z nosa mi cieknie, ale przecież Fisz, Dezerter, a o Hey-u już nie wspomnę. Ubrałam się zatem, opatuliłam szalikiem, wyciągnęłam z szafy zimową kurtkę, rękawiczki na łapki, parasol i wylazłam z domu. Po pięciu minutach wróciłam. Deszcz, śnieg i do tego wiatr skutecznie mnie zaprowadziły z powrotem w domowe pielesze. I tak siedziałam dzień cały smętnie za okno wyglądając, aż tu nagle, tak ok. godziny 16 zaczęło się przejaśniać! Na początku nieśmiało słoneczko wyglądało i ok. 18 już wiedziałam, że idę na Hey-a. 
Co to był za koncert! Zmiotło mnie totalnie, i jak myślałam ,że majówka będzie dla mnie Strachowa, to jednak się okazało, że Hey przyćmił wszystkie zespoły. Warto było stać wczoraj na Wyspie i marznąć. Kasia Nosowska już na samym początku rozpędziła pesymistyczne chmury i z uśmiechem oznajmiła, że bardzo im miło grać we Wrocławiu w pierwszy dzień zimy :). A później-ech, to było niesamowite. Nosowska na koncertach jest zawsze bardzo statyczna i mało mówi. Charakterystyczne jest to jej „Dziękuję bardzo”- na koniec każdego utworu, wypowiedziane cieniutkim i nieśmiałym głosikiem. Jest urocza. Ale zawsze stoi przy mikrofonie i się nie rusza. A wczoraj...To był naprawdę jakiś mistyczny wtorek, nie dość, że ten śnieg, to jeszcze Nosowska tańcząca na scenie! Tak, tak moi drodzy- Pani Katarzyna przygotowała specjalnie dla wrocławskiej publiczności, układ choreograficzny, który zaprezentowała wraz z całym zespołem. REWELACJA! Stała sobie cała czwórka, klaskała w dłonie i wymachiwała rękami, a później dali czadu, prezentując zupełnie odlecianą aranżację „Zazdrości”. Były utwory ze starych płyt (m.in. „Z rejestru strasznych snów”, „Schizophrenic family”) i kilka z nowszych („Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, „Umieraj stąd”). Powaliła mnie na kolana mocno rockowa wersją „Luli lali” i balladowa „Kochaj mnie mimo wszystko”.  Nie obeszło się bez „Teksańskiego”, a na koniec Zagrali „Moja i Twoja nadzieja”. Kasia podziękowała wrocławskiej publiczności, pożyczyła szczęścia i zeszła ze sceny. I co? Do zobaczenia za rok zapewne.

poniedziałek, 2 maja 2011

Julian Barnes "Papuga Flauberta"


Jakiego koloru były oczy Emmy Bovary? Czy wypchana papuga z Croisset albo ta z Hôtel Dien jest tą samą papugą, którą Flaubert umieścił w „Prostocie serca”? Dlaczego autor „Pani Bovary” nie lubił lokomotyw? Czy francuski pisarz, mistrz realizmu, miał romans z Juliet Herbert? Kim była Luiza Colet? A kim jest Geoffrey Braithwaite?
Na to ostatnie pytanie mogę Wam zdradzić odpowiedź - „Wdowiec po sześćdziesiątce, lekarz, dzieci dorosłe, aktywny, pogodny, choć skłonny do melancholii, łagodny, niepalący, po amatorsku zajmujący się Flaubertem, lubi czytać, jeść, podróżować do już poznanych miejsc, a także oglądać stare filmy (...)”- taki właśnie bohater i zarazem narrator książki Juliana Barnesa – „Papuga Flauberta”. Na pozostałe pytania nie mogę odpowiedzieć, ponieważ odebrałabym Wam całą przyjemność lektury tej oryginalnej książki.
Z premedytacją, piszę „książki”, ponieważ nie mam pojęcia w jaką szufladkę gatunkową włożyć tekst Juliana Barnesa. Można to uznać za powieść, w której główny bohater opowiada o swoich fascynacjach Falubertem i o próbie zrekonstruowania biografii francuskiego pisarza. Można to uznać za oryginalną biografię – fakty z życia Flauberta pojawiają się tu nagminnie, ale...no właśnie są to dość nietypowe anegdotki, dotyczące raczej opinii i legend, jakie krążą wokół postaci autora „Szkoły uczuć”.  Geoffrey wydaje się mieć zadatki na fanatyka, wprawdzie jest lekarzem, ale świetnie orientuje się również w teorii literatury, snuje rozważania nad miejscem stylu w powieściach, zastanawia się nad funkcją formy, analizuje problem ironii w dziewiętnastowiecznych powieściach, zastanawia się nad różnicami między odbiorem dzieła przez zwykłych czytelników i  krytyków literackich. W swoje rozważania  wplata poglądy Flauberta, przytacza mnóstwo cytatów z twórczości swojego mistrza, odgrzebuje listy do kochanek, a wszystko to przekazuje w lekkiej formie, choć językiem dość obscenicznym. Nie znajdziecie w tej książce konkretnego, pełnowymiarowego i podanego na talerzu portretu Gustawa. Musicie się sami trochę pomęczyć i z tych wszystkich skrawków, cytatów, rozważań, wyimaginowanych rozmów ze znajomymi Flauberta, które w swej wyobraźni przeprowadza Geoffrey, sami stworzyć swój własny obraz dziewiętnastowiecznego pisarza. I radzę czytać uważnie, bo na końcu znajdziecie test egzaminacyjny z wiedzy o Flaubercie.
A co z tą papugą? Były podobno dwie, ale która jest prawdziwa? I czy w ogóle ma to jakieś znaczenie? Tego już zdradzić nie mogę.

Julian Barnes, Papuga Flauberta, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2011.
Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz recenzyjny książki.