Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

sobota, 19 września 2015

Świętujemy przynosiny

Dzisiaj mijają trzy lata od momentu, gdy w mych progach pojawił się Oskar Łatka. Pewnie podszedłby do Was, by wydębić jakieś smakołyki za te trzy lata użerania się z Ludzkością, ale właśnie się rozłożył na łóżku i sobie pochrapując, trawi kabanosiki, które dostał w prezencie.

A ja odnalazłam stare zdjęcia i aż mi się wierzyć nie chce, że to takie małe było. 
Taki berbeć byłem jak miałem 4 miesiące
Miesiąc później też byłem rozkoszny
Teraz jestem przystojniacha
Macie dla mnie jakiś smakołyczek?












czwartek, 17 września 2015

Port Literacki w Stroniu Śląskim

Jeżeli nie mieliście okazji uczestniczyć w Porcie Wrocław, to teraz macie ostatnią okazję, by nadrobić zaległości. Port Literacki wyruszył w trasę po całym świecie, był m.in. w Gdańsku, Berlinie, a teraz zawita do Stronia Śląskiego w dniach 25.09-26.09. 

O programie możecie sobie poczytać TUTAJ. Zachęcam również do dołączenia do wydarzenia na fb.

Jeżeli nie macie czym dojechać, to organizatorzy zapewniają dojazd bezpłatnym autobusem z Wrocławia do Stronia Śląskiego. Wyjazd z Wrocławia jest w sobotę 26 września o 8:30 (miejsce zbiórki – plac przy Wzgórzu Andersa od ul. Ślężnej). Wyjazd ze Stronia Śląskiego tego samego dnia po ostatnim wydarzeniu, czyli po godzinie 21:00. W celu rezerwacji miejsca trzeba wysłać maila na adres: mkapela@biuroliterackie.pl

środa, 16 września 2015

Danny Wattin "Skarb pana Isakowitza"





Autor: Danny Wattin
Tytuł: Skarb pana Isakowitza
Przekład: Ewelina Kmieciak
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Rok wydania: 2015



Dałam się zwieść opisowi wydawcy na okładce. Myślałam, że książka Danny'ego Wattina to ciepła powieść drogi o tym, jak to bohaterowie - przedstawiciele trzech pokoleń rodziny Wattinów - wyruszają w sentymentalną podróż śladami swoich przodków, by odnaleźć mityczny rodzinny skarb schowany gdzieś w Polsce przez pradziadka Hermana Isakowitza.

Lubię takie powieści, schemat jest wtedy prosty: podróżujący zanim dotrą do celu, przeprowadzają rekonesans całego swojego życia, dojrzewają do pewnych decyzji, odkrywają nowe perspektywy, poznają siebie, godzą się (albo kłócą) z towarzyszami podróży - generalnie następuje w nich jakaś przemiana. Cel nie jest wtedy najważniejszy, ale sama droga do niego.

Książka Dannego Wattina nie jest powieścią. To literatura faktu łącząca w sobie elementy powieści drogi i sagi rodzinnej: To moja próba opowiedzenia o krewnych i ich przyjaciołach, którzy uciekli z Niemiec, by uniknąć Holocaustu*- pisze w „Podziękowaniach" autor.

By opowiedzieć o losach swojej rodziny, szwedzki dziennikarz stosuje chwyt pożyczony od Jamesa Joyce'a - jakieś zdarzenie (zamówienie lodów przed wejściem na prom), przedmiot (cukierki lukrecjowe) zabierają czytelnika w przeszłość do przedwojennego Berlina. Obserwujemy zatem narodziny nazizmu i objęcie przez Hitlera władzy w Niemczech. W tę historię, którą autor pozwala sobie komentować, wpisane są tragiczne losy rodziny Isakowitzów (zmienili później nazwisko na Wattin).  

Wattin  zwraca szczególną uwagę na problem asymilacji. Jego dziadkowie urodzili się w Niemczech, ale ponieważ byli Żydami, musieli uciekać pod groźbą coraz większych represji. Co chwilę we wspomnieniach pojawiają się uczucia żalu i tęsknoty: Zawsze czuliśmy się Niemcami. Ja byłem Niemcem, mój ojciec był Niemcem. Bił się za Niemcy w pierwszej wojnie światowej, od początku do końca. I nagle przestał być Niemcem. To było nie do pomyślenia.

Tragiczne losy dziadków i krewnych, którzy przymusowo musieli emigrować do Szwecji są przeplatane współczesnymi scenkami. Oto mamy trzech facetów- ojca, syna i dziewięcioletniego wnuczka, który wprawdzie mało się odzywa, ale to właśnie on był prowodyrem całej akcji. No bo jak to, krąży w rodzinie legenda, że pradziadek ukrył w Polsce skarb i nikt go nie jedzie szukać?! A przecież skarby są właśnie po to, by je odnaleźć. Wsiadają więc w samochód i ... ciągle się kłócą. Powiem szczerze, że irytowały mnie te swoiste interludia, na szczęście autor zaraz wracał do meritum, czyli do opowieści o swoich przodkach. Te fragmenty są mocną stroną książki. Niestety, gdy Wattin bierze się za ocenianie ówczesnej szwedzkiej polityki, próby patrzenia na obcy kraj ( w tym przypadku są to Niemcy przedwojenne i współczesna Polska) zniża się do poziomu uczniaka nafaszerowanego stereotypami (bo jak Polak to antysemita i pijak oraz wielbiciel tłustej kiełbachy). A to drażni.

„Skarb pana Isakowitza" to proza w pewnym sensie rozliczeniowa. Ale tylko dla samego autora, taka forma autoterapii. Jednych może wciągnąć, innych zirytować, u mnie było różnie, fragmenty o babci Heldze bawiły, sądy autora drażniły, więc bilans wychodzi na zero.


Książka bierze udział w Wyzwaniu 2015- Akcja dzieje się w Europie

* Wszystkie cytaty pisane kursywą pochodzą z omawianej książki.


wtorek, 15 września 2015

Nagroda im. Kościelskich dla Szczepana Twardocha

[źródło]




Tegorocznym laureatem Nagrody im. Kościelskich został Szczepan Twardoch za książkę "Drach".





Jury w uzasadnieniu swojej decyzji podkreśliło, że w "Drachu" pisarz pokazuje w jakiej mierze dzieje społeczności wielonarodowej wynikają ze wzajemnego nierozumienia się poszczególnych nacji, różnorodnych kultur i politycznych interesów, a jednocześnie czyni swych wszystkich bohaterów równymi wobec natury i jej często okrutnych praw.


Nagroda Kościelskich przyznawana jest od 1962 roku przez Fundację im. Kościelskich - jedną z najstarszych polskich instytucji kulturalnych, działającą w Genewie. Powstała ona na mocy testamentu zmarłej w lipcu 1959 Moniki Kościelskiej, wdowy po Władysławie Auguście Kościelskim, wydawcy, poecie i mecenasie sztuki. Celem Fundacji jest wspieranie rozwoju literatury i poezji polskiej poprzez przyznawanie nagród młodym twórcom polskim (głównie pisarzom i krytykom literackim), zamieszkałym w kraju bądź na emigracji. Laureatów wybiera Jury, powoływane przez Radę Fundacji, w której zasiadali m.in.: Kajetan Morawski, Konstanty Jeleński, Zygmunt Estreicher, Krzysztof Górski, Maria Danilewicz Zielińska. W skład Jury wchodzą członkowie Rady oraz eksperci, znawcy polskiej literatury współczesnej. Wszystkie funkcje w Radzie Fundacji i Jury są pełnione honorowo. Źródłem finansowania Fundacji są głównie pozostałości po dawnej fortunie Kościelskich. Wartość finansowa nagrody zmienia się co roku (zależy od dochodów z papierów wartościowych, a także od liczby laureatów). (informacja ze strony Nagrody)

sobota, 12 września 2015

Siódemka "Nike'



Codziennie przez cały tydzień „Gazeta Wyborcza" ogłaszała po jednym finaliście Literackiej Nagrody „Nike". Przyznać muszę, że tegoroczny finał jest wyjątkowo mocny. Wśród wyróżnionych książek znalazło się sześć powieści i jeden tomik poetycki (szkoda, że Tkaczyszyn - Dycki odpadł, a mógłby zająć miejsce np. Jacka Dehnela, bo mi jakoś tak nie po drodze z Dehnelem prozaikiem, wolę go jako poetę). Cieszę się szczególnie z nominacji dla Magdaleny Tulli, Wioletty Grzegorzewskiej i Ignacego Karpowicza, ponieważ wybór jury pokrył się z moją listą osobistą na koniec 2014 roku. Bo przypomnieć należy, że „Nike" przyznawana jest za najlepszą książkę roku poprzedzającego edycję nagrody.
Werdykt poznamy w pierwszą niedzielę października.

No to co? Ciekawi jesteście, kto będzie walczył o 100 tyś. i statuetkę autorstwa Gustawa Zemły?

RECENZJA TUTAJ

RECENZJA TUTAJ

RECENZJA TUTAJ



RECENZJA TUTAJ

SIĘ CZYTA :)

piątek, 11 września 2015

Anna Moczulska "Bajki, które zdarzyły się naprawdę"






Autorka: Anna Moczulska
Tytuł: Bajki, które zdarzyły się naprawdę
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2015




Chcecie bajki? Oto bajka... A nawet cała antologia bajek. O Śpiących Królewnach - w tych rolach trzy siostry Jagiellonki; o Kopciuszkach - Elżbiecie Rakuszance, Katarzynie I, Annie Leonowens i Zofii Chotek; o Księżniczkach na ziarnku grochu - Jane Grey, Teresie Kunegundzie Sobieskiej, Karolinie Matyldzie Hanowerskiej, Elizie Radziwiłłównie i Stefanii Kotyldzie Koburg. Są też trzy Królewny Śnieżki - Halszka z Ostroga, Barbara Radziwiłłówna (a tak naprawdę główna opowieść krąży wokół Bony Sforzy) oraz Elżbieta Bawarska. I do tego dorzućmy jeszcze kilka scenariuszy Pięknej i Bestii, w których role wcielili się Klara Zach i Kazimierz Wielki, Joanna Szalona i Filip Piękny (no i kto w tym zestawieniu jest bestią, no kto?), Maria I Tudor i jej rodzina, Sydonia von Borck i Ernest Ludwik Piękny, a na koniec Joanna Grudzińska i Konstanty Pawłowicz Romanow. Uff... To już wszyscy - znacie ich?

Na pewno kilka z wymienionych nazwisk gdzieś wam się obiło o uszy, ale teraz macie jedyną i niepowtarzalna okazję, by zapoznać się z ich losami w dość nietypowy sposób.

Anna Moczulska nie jest historykiem, jest kimś więcej - poznawanie przeszłości i interpretowanie losów historycznych postaci jest jej pasją. Czyta więc mnóstwo, wyszukuje smaczki, ploteczki, ciekawostki, a przede wszystkim próbuje zrozumieć uczucia swoich bohaterek, empatycznie wniknąć w ich rzeczywistość. Swoje interpretacje i opowieści prezentuje na blogu „Kobiety i Historia", więc książka „Bajki, które zdarzyły się naprawdę" są naturalnym ciągiem dalszym dzielenia się swoją pasją. Tylko sposób opowiadania jest nietypowy.

We wstępie autorka pisze: Wpisałam losy swoich bohaterów w scenariusze bajek, starając się unikać tego niezrozumiałego poczucia wyższości, jakie często towarzyszy publikacjom historycznym. Ta książka w najmniejszym stopniu nie rości sobie pretensji, by się do nich zaliczać. Owszem, opowiadam o prawdziwych ludziach, trzymam się faktów, nowych nie wymyślam, dołożyłam nawet na końcu bibliografię, ale akcenty rozmieszczam według własnego widzimisię. I dlatego hierarchia wartości jest tu nieco inna niż dla historyka z dyplomem. W książce Anny Moczulskiej liczą się przede wszystkim uczucia, namiętności, emocje, a zaletą tych krótkich felietonów jest ich osobisty ton i ciągła obecność autorki w dowcipnych i trafnych komentarzach.

A wygląda to tak: Anna Moczulska wybrała pięć bajek i w ich ramy powciskała swoich bohaterów. Każdy rozdział jest poprzedzony interpretacją wybranej bajki, dzięki temu rozumiemy w jaki sposób biografia realnej księżnej/królowej czy innej hrabianki wpisuje się według autorki w wybrany schemat.

Przyznam szczerze, że pomysł ciekawy, te historie interpretowane według widzimisię blogerki zapędziły również moją wyobraźnię do galopu i gdzieś w głowie zaczęłam snuć własne domysły, rodziły się pytania i historia pisała się dalej. To ciekawe doświadczenie.

Autorka w swych opowieściach przyjmuje kumpleski styl (tak sobie właśnie nazwałam te wszystkie kolokwialne zwroty i nawijkę młodzieżową). Niektórym może to odpowiadać, mnie to jednak drażniło.  Stwierdzenia typu: Eryk (szwedzki król)  co rusz szykuje nowe atrakcje. Pokumał się właśnie z Iwanem Groźnym(...) POKUMAŁ, król się POKUMAŁ, no do mnie to nie przemawia, chociaż jestem w stanie zrozumieć, że taki styl przystoi blogowej narracji, którą autorka przeniosła do książki.

O historii można opowiadać na różne sposoby, wpisanie faktów w ramy bajek (życie wszakże jest dla niektórych bajką, choć nie zawsze ze szczęśliwym zakończeniem) jest ciekawym eksperymentem. To taka Historia w wersji pop, nie tylko dla miłośników bajek.

środa, 9 września 2015

Varujan Vosganian " Księga szeptów"






Autor: Varujan Vosganian
Tytuł: Księga szeptów
Przekład: Joanna Korwaś-Warwas
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Seria: Rumuńskie Klimaty
Rok wydania: 2015



 Musiałem przeżyć wiele zupełnie nieistotnych lat, aby w końcu zrozumieć, że jedyny teoretyczny problem, który naprawdę jest interesujący, o którym chce się myśleć i mówić, a który od czasu do czasu nie daje spokoju, to zagadnienie pamięci. Oczywiście własnej (...) Co pamięć może pomieścić... Czego potrzebuje, a o czym nie warto wspominać. Tylko pamięć jest tym, co nazywa się tobą. Tylko ona tworzy i układa twoje życie.[1]

Rok 1958 rozpoczął się w środę, tego samego dnia narodziła się Europejska Wspólnota Gospodarcza. I jak to się zawsze dzieje się z latami, które nie są przestępne, a które zaczynają się i kończą w tym samym dniu tygodnia, rok 1958 zakończył się w środę, akurat w dniu, kiedy Flugencio Batista opuścił Kubę, wypędzony przez rewolucjonistów Fidela Castro (str. 159)*. To był również rok klęsk żywiołowych i zmian w polityce światowej, umarł papież Pius XII, a na świat przyszedł Varujan Vosganian, opowiadacz, kolekcjoner wspomnień ormiańskich starców swojego dzieciństwa, autor „Księgi szeptów".

Ormianie nie potrafią krzyczeć, szeptają swoje historie, przekazując je z pokolenia na pokolenie, by pamiętano o zmarłych, którzy ginęli tragicznie na przestrzeni XX wieku.

W dzieciństwie żyłem w świecie szeptów. Szeptane słowa wypowiadano z ostrożnością. Dopiero później dowiedziałem się, że szept niesie też inne znaczenia, takie jak czułość czy modlitwa (str. 31)*. Albo skarga.

W dniu 24.04.1915 roku zabito Daniela Varujana, poetę, oraz ponad trzystu innych intelektualistów. Ormianie tę datę traktują jako rocznicę dokonanego wówczas ludobójstwa, w którym zamordowano około 1,5 miliona kobiet, dzieci, mężczyzn. Ale ta data nie jest początkiem, wszystko zaczęło się już w roku 1895 i kontynuowane było pod różnymi postaciami do 1922 roku. O tym pisze Varujan Vosganian, choć „Księga szeptów" nie jest książką historyczną, to zapis stanów świadomości. Zawiera wprawdzie dokładne daty, opisuje miejsca, ale autor schodzi głębiej, uniwersalizuje, bo to co wydarzyło się na przestrzeni opisywanych przez niego lat, dzieje się zawsze, w różnych miejscach - cierpienie jest wtedy jednakowe.

Rumuński pisarz prowadzi nas przez czas i przestrzeń wypełnione tragicznymi losami ludności ormiańskiej z wioski Fokszany. Podążamy za nim, przekraczając kolejne kręgi śmierci w drodze do Deir ez-Zor, to najbardziej wstrząsające fragmenty w całej powieści. Towarzyszymy deportowanym w ich wędrówce, grzebiemy z nimi trupy, patrzymy na wygłodniałe dzieci, odwracamy wzrok, gdy zobaczymy ponadgryzane ciała nieboszczyków. I to wcale nie przez zwierzęta.

Hanna Krall w kilku wywiadach wspominała, że najważniejszy dla reportażu jest szczegół, przedmiot, wokół którego buduje historię swoich bohaterów. Varujan Vosganian odnajduje zapomniane przedmioty i opowiada przez ich pryzmat historie postaci, które balansują na krawędzi prawdy historycznej, a zmyślenia pączkującego na bazie niedopowiedzeń i białych plam. To opowieść o zaginionej broni Generała Dro, testamencie Hartina Fringhiana, tubie Mantu, mauzerze Misaka Torlakiana, ogromnym dzwonie z Vadu Roşki, miejscowości, w której brutalnie wymordowano w 1957 roku ludność, o drewnianych konikach - zwiastunach śmierci.

„Księga szeptów" to również historia miejsc, ulic i zapachów - magicznej Wielkiej Ulicy Zjednoczenia, gdzie Żydzi sprzedawali czas przeobrażający się w zysk, domu autora/narratora, w którym zapach kawy i owoców wypełniał wszystkie pomieszczenia, dając poczucie bezpieczeństwa, a zapach zakamarków nierozłącznie kojarzył się z dzieciństwem, które bez schowków i miejsc ukrytych jest pozbawione sensu.

Sceny rzezi i cierpienia przeplatają się z ciepłymi wspomnieniami o dziadkach-  Garabecie i Setrachu- dwóch odmiennych charakterów, z których jeden był filozofem krwi, a drugi filozofem życia codziennego. Varujan przepięknie prowadzi narrację, częstując czytelnika sensualnymi nasyconymi oniryzmem obrazami. Dlatego nie musicie się obawiać, że przygniecie was ogrom ludobójstwa, gnijących ciał, bo w „Księdze szeptów" idealnie zostały wymierzone proporcje.

Spędziłam z tą książką półtora miesiąca, choć nie jest to opasła cegła (456 stron), potrzebuje jednak czasu, jest wymagająca i egoistyczna. Nie mogłam jej czytać w tramwaju, czy też w innym miejscu publicznym, bo wtedy nie potrafiłam wejść w ten magiczny, oniryczny świat. Do lektury potrzebne mi było wyciszenie, bo w przeciwnym wypadku mogłabym nie usłyszeć wszystkich szeptów. Podobnie miałam przy lekturze książek Brunona Schulza, którego duch unosi się nad narracją Vosganiana. I nie wiem, ile w tej książce prawdy, ile w niej zmyślenia, ale nie jest to istotne. Ważna jest pamięć, która unieśmiertelnia i wciąż przypomina, że to jeszcze nie koniec, bo czas jest jak wąż, który gryzie własny ogon.

Książka bierze udział w Wyzwaniu 2015 - Ma więcej niż 215 stron

Cytaty oznaczone * pochodzą z książki „Księga szeptów" Varujana Vosganiana.


[1] Taras Prochaśko, Z tego można zrobić kilka opowieści, przeł.Renata Rusnak, wyd. Czarne, Wołowiec 2007, str. 71