Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

sobota, 7 maja 2016

Makaron z wędzonym łososiem i szpinakiem

Nie będzie dzisiaj TOP-u 13, bo nie zdążyłam nic dla Was przygotować. Wena mnie opuściła, więc postanowiłam odkurzyć kuchnię literacką. 




Co potrzebujemy:
- ok. 250 g razowego (bo zdrowszy!) makaronu tagliatelle
- 200 g wędzonego łososia (może być sałatkowy)
-  opakowanie mrożonego szpinaku brykiet
- opakowanie serka naturalnego Twój Smak

Sposób przygotowania:

1. Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie, odcedzić, zostawić ⅓ szklanki wody. Wymieszać wodę z serkiem i odstawić.

2. Szpinak rozmrozić, łososia pokroić w paski.

3. Smażyć łososia przez około minutę co chwilę mieszając. Następnie dodać szpinak i mieszając smażyć ok. 5 min.

4. Dodać odcedzony makaron i wodę z makaronu z dodatkiem sera, zagotować, odstawić z ognia. Jeśli sos nie jest jeszcze gęsty, można chwilę potrzymać makaron na małym ogniu.

Zamiast serka można użyć śmietanki kremówki, wtedy nie trzeba jej rozrabiać z wodą po makaronie.

Smacznego!

piątek, 6 maja 2016

Zośka Papużanka „On"



 


Autorka: Zośka Papużanka
Tytuł: On
Wydawnictwo: Znak literanova
Seria: Proza PL
Rok wydania: 2016



Śpik. Obrzydliwe przezwisko. Jak można takie słowo wymyślić, napisać, jak można się dobrowolnie zgodzić na czytanie i myślenie w głowie takim dźwiękiem, oznaczającym, bądźmy szczerzy, żółty glut z nosa, efekt kataru i niechlujności. Przegrani bohaterowie zwykle mają ładne imiona (...) Tylko mistrz Kowalski mógł to wymyślić. Celne, szybkie jak strzała, jedna sylaba, ale jak kijem w kolano, nie można się nie odwrócić, Śpik do nogi, patyk przynieś, a z drugiej strony takie śmieszne przecież (...) (str. 116 - 117). Mistrz Kowalski nie chciał, by było dwóch Kowalskich w klasie, więc musiał wymyślić koledze fajtłapie przezwisko. Zresztą, kto z nas nie miał ksywy w podstawówce? A Śpik idealne przylepił się do bohatera drugiej powieści Zośki Papużanki.

Jest nijaki, a jedyne, czym się wyróżnia, to niesamowita pamięć do rozkładów tramwajowych. Poza tym nic go nie interesuje, jest tępawy, nieprzystosowany do życia, a chłopaki z paczki zawsze go w coś wkręcą i on wiecznie ma kłopoty, a w jego dzienniczku brakuje już stroniczek na uwagi.

Matka jest w niego wpatrzona, nie chce odciąć pępowiny, próbuje go chronić przed okrutnym światem i nie zdaje sobie sprawy z tego, że zamiast pomagać synowi, jeszcze bardziej spycha go na margines, jeszcze bardziej go ufajtłapia.

Papużanka czyni Śpika głównym bohaterem, a raczej antybohaterem, bo on jest bierny, głupi, ale wzbudza pobłażliwe i ciepłe współczucie. Chłopak ma swój świat, jest inny, sprawia wrażenie autystycznego dziecka, ale z drugiej strony, to właśnie jemu udaje się spełnić marzenie swojego życia.
Śpik zostaje motorniczym i czuje się spełniony.

Powieść Papużanki to historia o inności, to wewnętrzny portret człowieka, który przepuszcza rzeczywistość przez siebie i do świata podchodzi tak jak dziecko, naiwnie.

On jest nijaki, za to realia odmalowane w powieści są konkretne, opisane z typowym dla Papużanki polotem.
Znajdujemy się oto w Krakowie, schyłek PRL-u, polska szkoła, polskie osiedle. Papużanka jest mistrzynią w oddawaniu klimatu peerelowskich absurdów. Pisarka tworzy scenki rodzajowe, które skrzą się nie tylko dowcipnym językiem, ale stanowią również grę dla czytelników lubiących intertekstualne wyzwania. Bo Papużanka pisze literaturą, każde zdanie, każdy akapit, to zabawa z konwencją, to wciskanie metatekstowych wtrętów, kokietowanie czytelnika, bo skoro bohater jest nijaki, to może niech chociaż narrator zapewni czytelnikowi jakąś rozrywkę.

Świetna to powieść, choć smutna, jak to u Papużanki, jest niby zwyczajnie, ale pod poszewką zawsze kryje się jakaś prawda. 
KLIKNIJ W ZDJĘCIE

czwartek, 5 maja 2016

O pewnej babulince



Przynosiła różne wystane rzeczy. Wystany kawałek kiełbasy, cztery godziny stania, wystane masło i mąkę, wystany od szóstej rano papier toaletowy. Dwa razy w miesiącu babcia jeździła do swojej siostry, która mieszkała na wsi, i przywoziła stamtąd niewystane rzeczy. Na przykład kawał świni. Albo mleko. Mleko w mieście też było niewystane, samo sobie stało rano pod drzwiami. Ale to ze wsi było smaczniejsze, bo od krowy, a nie sprzed drzwi. W lecie babcia przywoziła w koszyku agrest, porzeczki, gruszki, bób, orzechy. Gotowała, piekła, smażyła, pasteryzowała. Jakby Pan Bóg dobrze umiał stworzyć świat, według przepisu babci, to wszystko byłoby w słoikach.

[Zośka Papużanka, On, Znak literanova, seria: Proza PL, Kraków 2016, str. 18-19]

środa, 4 maja 2016

„Zawsze nie ma nigdy. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak"



 

Tytuł: Zawsze nie ma nigdy. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2016






Już niebawem ma się ukazać biografia Jerzego Pilcha - „Podwójna gra" - autorstwa Katarzyny Kubisiowskiej, a w międzyczasie, by nam skrócić czas oczekiwania na tę zapewne interesującą książkę, na rynku pojawił się wywiad-rzeka z autorem „Miasta utrapienia"- „Zawsze nie ma nigdy". Rozmowę przeprowadziła Ewelina Pietrowiak - była partnerka pisarza, która stała się pierwowzorem głównej bohaterki „Pod Mocnym Aniołem", o czym sam autor informuje w „Drugim dzienniku".

Przyznam szczerze, że spodziewałam się wywiadu bardziej intymnego, a tu otrzymałam zwykłą rozmowę przy kawie i ciastku. Pytania stawiane przez Pietrowiak nie są zaskakujące, a wszystko zaczyna się od biblioteki i od książek- bo o co innego można by pisarza zapytać? Dalej jest równie swojsko i znajomo, pojawiają się anegdotki o Marianie Stali, Wisławie Szymborskiej, Czesławie Miłoszu i innych zaprzyjaźnionych osobach z branży literackiej. Pilch lubi się rozgadywać, choć widać w jego wypowiedziach pewną powściągliwość. Pietrowiak wypytuje pisarza o ówczesne środowisko inteligenckie, a Pilch opowiadając o swojej pracy w różnych redakcjach daje tym samym piękny obraz ówczesnego światka ludzi kultury. Z pewną nostalgią opowiada o pracy w „Tygodniku Powszechnym" i swoim spotkaniu z ks. Tischnerem, wspomina czasy, gdy pracował dla „Polityki", opowiada o przeprowadzce z Wisły do Krakowa, a później o oswajaniu Warszawy. Jest o chorobie i starości, o pisaniu i zatemperowanych ołówkach, o pedantyzmie i oczywiście o piłce nożnej.

Są pytania krótkie i odpowiedzi gawędowe. Ale nie czuć w tym wywiadzie iskry między rozmówcami. Niestety. Wiele się z tego wywiadu nowych rzeczy nie dowiedziałam. Do tego miałam wrażenie totalnego chaosu, bo rozmowa jakoś się nie kleiła logicznie, Pietrowiak zadawała niekiedy pytanie, a po wysłuchaniu odpowiedzi czasami nie nawiązywała do wątków poruszanych przez Pilcha, nie drążyła tematu.

Lubię wywiady-rzeki, lubię prozę biograficzną, ale taką, która zaskakuje, która potrafi wejść w świat bohatera, pokonać dystans, pokazać pisarza z innej perspektywy, w przypadku „Zawsze nie ma nigdy" nie dowiedziałam się nic nowego, więc tym bardziej czekam na maj, gdy to w księgarniach ma się pojawić biografia pisarza.
KLIKNIJ W ZDJĘCIE

wtorek, 3 maja 2016

O ołówkach

[źródło zdjęcia]






A ołówki? Moje ręce są w różnym stanie, czasem trudniej jest pisać wiecznym piórem, łatwiej ołówkiem, dlatego mam je w pogotowiu. Ołówek musi być zaostrzony. Trzydzieści dziewięć ołówków to jest prawie wieczność - wyobraź sobie, że wypiszesz trzydzieści dziewięć ołówków. Jak masz je na biurku, dają gwarancję długiej perspektywy życiowej.


[Zawsze nie ma nigdy. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016, str. 31]