Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

sobota, 10 września 2011

Zun Zun Egui, Penderecki i Greenwood i troche ognia i wody


Tak generalnie to nie ogarniam programu Europejskiego Kongresu Kultury. Co, gdzie i jak- to przekracza moje zdolności orientacyjne. Skupiłam się więc tylko na zdobyciu wejściówek na wydarzenia muzyczne, ale wpadło mi też w oko kilka performenców (performensów?).
„Scary Monsters and Super Creeps” to projekt przygotowany przez Artura Rojka. Przez trzy kongresowe dni ma wystąpić dziewięć zespołów podzielonych na trzy bloki tematyczne- czwartek miał być folkowy, piątek elektroniczny, a sobota  metalowo-rockowa. Oczywiście jeżeli Rojek się do tego zabrał, to nie mogło być mowy o popularnych kapelach, więc nastawiłam się na głęboką alternatywę i w sumie dostałam to co chciałam. W czwartkowy wieczór zjawiłam się pod Halą Ludową, gdzie odbywały się imprezy, ale nie wiedziałam, że koncerty będą w plenerze. A aura, niestety, nie dopisywała, więc wytrzymałam tylko na koncercie Zun Zun Egui. Nie znam się na takiej muzyce, więc oddaję głos kuratorowi projektu- Arturowi Rojkowi : „Muzyka Zun Zun Egui ma wiele rodowodów i wśród zespołów występujących tego dnia będzie to najmniej folkowy, a najbardziej „odjechany” koncert. Na scenie gra siedem osób i są to bardzo żywiołowe, transowe występy. Spodziewam się po nich wielkiego show z elementami nieprzewidzianego szaleństwa. Kiedy rok temu po raz pierwszy trafiłem na tę kapelę, przede wszystkim zaintrygowała mnie jej nazwa. Myślałem, że to zespół azjatyckich muzyków, których ktoś odkrył w Indonezji albo Tajlandii, ponieważ od jakiegoś czasu agenci właśnie często tam szukają ciekawych artystów. Okazało się jednak, że Zun Zun Egui pochodzi z Wielkiej Brytanii, choć tworzą go muzycy z różnych stron świata. Nie mają na koncie jeszcze żadnej płyty, pierwsza ma się ukazać w tym roku”. Powiem tak: był to odjechany koncert. Momenty były, ale wiem, że na płytę raczej się nie skuszę. Posłuchajcie sami, może Wam się to spodoba:

A w piątek... Czekałam na ten koncert z niecierpliwością. U boku Krzysztofa Pendereckiego stanął gitarzysta grupy Radiohead- Jonny Greenwood.  Ja to sobie wyobrażałam, że Greenwood wylezie na scenę z gitarą i przedstawi aranżacje utworów Pendereckiego, a tu proszę- filharmonia się zrobiła na całego. Na scenie usadowiła się orkiestra smyczkowa. Wyszedł Penderecki i ...w życiu czegoś takiego nie przeżyłam! Aż mi włoski na rękach stanęły! Co za muzyka! Nie sądziłam, że skrzypce nie służą tylko temu, by po ich strunach zasuwać smyczkiem. Można jeszcze uderzać czymś takim jak miniaturowa maczeta, która w środku na jakieś kamyczki, przez co wydaje grzechoczące dźwięki. Można w nie uderzać jak w bongosa, szarpać struny, grać kostką, jak na gitarze i to daje taki efekt, że opisać tego nie potrafię. Gdybym nie widziała, że na scenie są same instrumenty smyczkowe, to bym sobie dała łapę uciąć, że oprócz nich są jeszcze bębny. I bym teraz ręki nie miała! To było piękne widowisko! Patrzyłam, jak muzyka porywa dyrygentów ( było ich dwóch- Penderecki i Marek Moś), jak skaczą na tym podwyższeniu, tańczą i do tego panują nad narracją. Tak, bo ta muzyka to była opowieść, historia dramatyczna, pełna krzyku, lęków, tak mi się przynajmniej wydaje. Tak to odczulam. W pewnym momencie aż mi się zimno zrobiło, bo dźwięki, które zaczęły płynąć do złudzenia przypominały świszczący wiatr, na telebimach, które mieściły się za orkiestrą, pokazały się wirujące czarno-białe liście. To było niesamowite przeżycie, po  tym nabrałam chęci na odwiedzenie filharmonii. Dla tych, którzy mają jakieś pojęcie o tego rodzaju muzyce wklejam program wczorajszego koncertu:
Krzysztof Penderecki „Ofiarom Hiroszimy – tren” (1960–61)
Jonny Greenwood „Popcorn Superhet Receiver”* (2005, polskie prawykonanie)
Krzysztof Penderecki „Kanon” (1962)
Jonny Greenwood „Future Markets” z „There will be Blood”* (2007, polskie prawykonanie)
Krzysztof Penderecki „Polymorphia” (1961)
Jonny Greenwood „48 Responses to Polymorphia”* (2011, światowe prawykonanie)

Krzysztof Penderecki – dyrygent
Marek Moś – dyrygent
Orkiestra Kameralna Miasta Tychy AUKSO

Po muzycznej uczcie, poszliśmy ze znajomymi na Pergolę. Tam, na multimedialnej fontannie miał się odbyć pokaz przygotowany przez angielskiego muzyka Briana Eno uważanego za prekursora eksperymentalnej odmiany muzyki ambientalnej. Eno przedstawił swój projekt „77 Million Paitntings”. Na ścianie wodnej ukazywały się slajdy, obrazy malowane światłem, do tego podkład muzyczny. Powiem szczerze, że nic z tego nie zrozumiałam. Na środku fontanny pojawiło się coś na kształt pisanki, na której co chwilę wyskakiwały inne wzory. Ale co one oznaczały? Nie mam fiołkowego pojęcia. Za to udało nam się jeszcze zdążyć na finał pirotechnicznego widowiska Groupe F . Ładne, co? 


A Kongres trwa w najlepsze, ale powiem szczerze, że jakoś tak nie bardzo mnie tam ciągnie. A tymczasem „Gazeta Wyborcza” wykazała się marketingową przebiegłością. W tym roku nie ogłoszono od razu siódemki finalistów Nike. Od wczoraj do przyszłego piątku, codziennie będzie ujawniany jeden ze szczęśliwców. A mnie szlag trafia, bo ja chcę wiedzieć już! Póki co wiemy już, że Stasiuk i Karpowicz będą walczyć o nagrodę.  Mam nadzieję, że do piątku na łamach „Wyborczej” pojawią się też nazwiska Szabłowskiego, Szczygła i Bator. Bo jak nie...! No.

piątek, 9 września 2011

Ważne! Pomoc dla Jerzego Łukosza!

W „Dużym Formacie” pod koniec lipca ukazała się reportaż o wrocławskim pisarzu- Jerzym Łukoszu. Tekst przedstawia dramatyczną sytuację życiową, w jakiej znajduje się wrocławski prozaik. Artykuł jest dostępny na stronie „Gazety Wyborczej”.  Po tym reportażu na fb pojawił się apel skierowany do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie o pomoc dla pisarza. Tekst apelu wklejam poniżej:

Znany wrocławski literat, Jerzy Łukosz, ur. w 1958 roku, znakomity prozaik, eseista, dramatopisarz, krytyk literacki, zajmujący się głównie najnowszą prozą polską, germanista, wybitny znawca twórczości Tomasza Manna, tłumacz z języka niemieckiego oraz autor licznych rozpraw dotyczących współczesnej literatury niemieckojęzycznej, znajduje się od kilku lat w tragicznej sytuacji zdrowotnej i bytowej. Jego nagła choroba, objawiająca się poważnym uszkodzeniem pamięci bieżącej, uniemożliwia mu wykonywanie zawodu, przede wszystkim pisanie, które było fundamentem jego egzystencji. Jedyną formą twórczości, jaką jeszcze uprawia, heroicznie przeciwstawiając się zapomnieniu, jest dziennik.
Jego choroba zaczęła się niespodziewanie latem 2007 roku. Wielomiesięczna terapia w szpitalach we Wrocławiu, w Krośnicach i wreszcie w Bydgoszczy nie przyniosła pożądanych efektów. Od zwolnienia z Uniwersytetu Wrocławskiego w październiku 2008 roku do czerwca 2009, chory pisarz - laureat Nagrody Wyspiańskiego (1987), Dolnośląskiego Brylantu Roku (1999), a w 2005 roku nominowany do prestiżowej Literackiej Nagrody NIKE – był bez środków do życia i zimę spędził bez prądu w nieogrzewanym mieszkaniu.
Apelujemy do Ministerstwa Kultury o czynne włączenie się w pomoc dla Jerzego Łukosza, objęcie jego twórczości patronatem, ponieważ sam pisarz nie jest w stanie dbać o swój dorobek. Nie ma też rodziny, która mogłaby się odpowiednio tym zająć. Zwracamy się także z prośbą o pomoc finansową (może w formie wyjątkowej „renty dla zasłużonych”, jaką np. niemieckie ministerstwo kultury przyznało tłumaczce Szekspira, Chriście Schuenke, u której choroba sparaliżowała ośrodek mowy i zdolność językowej ekspresji, co uniemożliwiło jej całkowicie wykonywanie zawodu).
Obecnie Jerzy Łukosz otrzymuje rentę w wysokości 846,23 zł. Ma zapewnioną codzienną opiekę z Miejskiego Ośrodka Opieki Społecznej, ponieważ z powodu choroby nie radzi sobie z organizacją codzienności, czyli załatwieniem bieżących spraw, płaceniem rachunków, robieniem zakupów, utrzymywaniem porządku, systematycznym zażywaniem leków. Jego sytuacja bytowa przy pewnych pozorach stabilizacji jest jednak nadal dramatyczna. Jego renta nie starcza nawet na życie, nie mówiąc o leczeniu, wymianie przed nadchodzącą zimą zepsutego pieca w jego mieszkaniu (wydatek ok. 4 tys. zł), czy wreszcie spłacie długów, które zaciągnął nieświadomie w czasie najgłębszego kryzysu choroby. Brak środków na spłatę rat oznacza groźbę utraty mieszkania, miejsca oswojonego i znanego, co w takim stanie przewlekłej już choroby byłoby dla Jerzego Łukosza katastrofą.
Pełnomocnikiem prawnym Jerzego Łukosza jest Monika Muskała: e-mail:  info@monikamuskala.com, tel. 0043 699 12243847 

Można również pomóc, robiąc przelew na konto Pani Moniki Muskały.
Nr konta: 52 1140 2017 0000 4102 0983 3817 w tytule przelewu proszę wpisać „ dla Jerzego Łukosza” albo „pomoc dla JŁ”.

Kochani, nawet jeśli nie macie możliwości wsparcia finansowo Pana Jerzego, to proszę Was o udostępnienie tej informacji w tylu miejscach w ilu możecie. To nic nie kosztuje, a być może znajdzie się ktoś, kto będzie mógł pomóc materialnie. Z góry wszystkim dziękuję.
Mieszkam we Wrocławiu, chodzę czasami do Literatki, w której widuję Pana Jerzego. Pisarz pojawia się również czasami na festiwalach. W budynku Filologii Polskiej przy pl. Nankiera mieści się również germanistyka, na której wykładał Łukosz. Czasami mijał mnie na korytarzu. Przyznam, że przeczytałam tylko jedną jego książkę,  było to dawno temu, ale pamiętam, że „Lenora” mi się spodobała. Ostatnie zdanie reportażu Izy Klementowskiej wbiło mnie totalnie w fotel:
-Czego boi się pan najbardziej?
- Że pewnego dnia wstanę i sam siebie nie będę pamiętał.  



czwartek, 8 września 2011

Europejski Kongres Kultury

Już dziś rozpoczyna się Europejski Kongres Kultury, jedno z najważniejszych wydarzeń Kulturalnego Programu Polskiej Prezydencji. Do udziału w nim zaproszono ponad 300 wybitnych artystów, naukowców, filozofów i aktywistów. Program Kongresu obejmuje ponad 100 wydarzeń - debat, spotkań, wystaw, instalacji, spektakli teatralnych, performansów, pokazów filmowych i interaktywnych warsztatów. Wiele wydarzeń jest otwartych dla publiczności. Kongres potrwa do 11 września.

Podczas uroczystej inauguracji Kongresu przemówienia wygłoszą: Prezydent RP
Bronisław Komorowski, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, premier Donald Tusk, Komisarz UE ds. Edukacji, Kultury, Wielojęzyczności i Młodzieży Androulla Vassiliou, Komisarz UE ds., Budżetu i Programowania Finansowego Janusz Lewandowski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski oraz Prezydent Miasta Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Uroczystą inaugurację Kongresu poprowadzi Dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego, Michał Merczyński.

Wygład inauguracyjny wygłosi
prof. Zygmunt Bauman, wybitny polski filozof i socjolog. Odczyt nawiąże do najnowszej jego książki przygotowanej specjalnie na Kongres i dotyczyć będzie nowych strategii dla kultury europejskiej, m.in. roli Unii Europejskiej w kształtowaniu współczesnej kultury, związkach między kulturą, a procesami globalizacji, relacji między sztuką i polityką.

Europejski Kongres Kultury jest wyjątkową okazją, by stworzyć przestrzeń dla debaty na temat wspólnoty w różnorodności, miejscem refleksji nad perspektywami i możliwymi scenariuszami rozwoju kultury europejskiej. Naczelnym hasłem Kongresu jest
Kultura dla zmiany społecznej (Art for Social Change), oznaczające postawę świadomego uczestnika i twórcy kultury. To sposób myślenia o kulturze jako o narzędziu społecznej zmiany, inspiracji dla innowacyjności i krytycznego myślenia.

W ciągu czterech kongresowych dni Hala Stulecia zgromadzi ponad 300 artystów, naukowców, filozofów i aktywistów, wśród których znajdą się m.in.: Krystian Lupa, Brian Eno, Krzysztof Penderecki, Jonny Greenwood, Mirosław Bałka, Zbigniew Libera czy Pekka Himanen. Kluczowym elementem Kongresu będą spotkania i dyskusje wokół najważniejszych zagadnień współczesnej kultury. W trzynastu debatach udział wezmą m.in.: Gianni Vattimo, Olivero Toscani, Jan Fabre, Krzysztof Wodiczko, Jacek Żakowski, Azra Akšamija, Dejan Ilič, Stefan Kaegi, Rick Falkvinge, Richard Barbrook, Pekka Himanen, Guy Sorman, István Szabó, Krzysztof Czyżewski. Spotkanie w ramach inicjatywy „A Soul of Europe” zgromadzi przy jednym stole europolityków i przedstawicieli sektora pozarządowego. Celem tej inicjatywy jest wypracowanie praktycznych rozwiązań pozwalających na zmianę miejsca kultury w debacie i budżecie na poziomie unijnym.
Podczas Kongresu zrealizowanych zostanie ponad 100 interdyscyplinarnych projektów, w tym m.in. blisko 20 koncertów, 7 wernisaży, 12 spektakli, 15 pokazów filmowych, warsztaty interaktywne, projekty przygotowane przez przedstawicieli organizacji pozarządowych oraz ponad 40 wydarzeń towarzyszących. Dojdzie do bezprecedensowych spotkań wybitnych kompozytorów i muzyków.
W ramach jednego projektu Krzysztof Penderecki spotka się z Jonnym Greenwoodem, gitarzystą zespołu Radiohead i Aphex Twinem, guru współczesnej muzyki elektronicznej. Wydarzeniem przygotowanym specjalnie na Kongres będzie także prapremiera spektaklu Krystiana Lupy i Doroty Masłowskiej „Poczekalnia.0”.

Interdyscyplinarny program Kongresu został skonstruowany tak, by teorię połączyć z praktyką kulturalną, integrować gatunki i dyscypliny artystyczne, proponując nowe, problemowe podejście do kultury. Formuła Kongresu, która przypomina bardziej festiwal społeczno-kulturalny niż akademicką debatę, zakłada aktywny udział uczestników, wiele wydarzeń jest otwartych dla szerokiej publiczności
i odbywa się w przestrzeni miasta. Wśród z nich znajdzie się
m.in. multimedialny pokaz Briana Eno wokół wrocławskiej fontanny multimedialnej czy pirotechniczny pokaz Groupe F w pobliżu Wyspy Słodowej.
Na miejsce rozgrywania się Kongresu wybrano tereny zlokalizowane wokół dopiero co wyremontowanej Hali Stulecia, obejmujące poza samą halą także IASE, Wytwórnię Filmów fabularnych czy Pawilon Czterech Kopuł. Kongresową scenografię przygotował mistrzowski skład autorów polskiego pawilonu EXPO w Szanghaju - Boris Kudlička, scenograf Teatru Wielkiego Opery Narodowej oraz artyści z pracowni WWAA. Efemeryczne obiekty scenografii zaburzą osiowy charakter monumentalnych terenów Hali Stulecia.
Więcej informacji na stronie EKK.
(informacja przesłana)

Już widzę te korki pod Halą Ludową ;). Na EKK mieli przyjechać Umberto Eco i Amos Oz, ale w dzisiejszej Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad Agaty Saraczyńskiej z Michałem Merczyńskim, w którym Dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego informuje: "Nie będzie Umberta Eco, Vaclava Havla i Amosa Oza." / "Nigdy nie mówiliśmy, że będą we Wrocławiu".  

Mam wejściówki na scenę muzyczną, którą zaopiekował się Artur Rojek. Dziś będę miała okazję posłuchać folkowych rytmów w wykonaniu jakiś alternatywnych zespołów, jutro natomiast wybieram się na Pendereckiego i Greenwooda :). Relacja, o ile będę w stanie zwerbalizować, to co przeżyję – niebawem. A tymczasem idę zaklinać pogodę, bo leje u nas jak z cebra!

środa, 7 września 2011

Wrześniowy "Bluszcz"

Już jest! Wrześniowy "Bluszcz"! Ile ja się na niego zawsze naczekam! 
A widzicie kto jest na okładce? Tak, tak, Don Pedro Almodovar!  Jeden z moich ulubionych reżyserów jest w tym miesiącu bohaterem numeru. A jak przystało na postać pierwszoplanową- poświęconych jest mu kilka artykułów. I tak Ewa Mazierska pisze o tym jak hiszpański filmowiec zmienił wizerunek Hiszpanii, natomiast Wojtek Kałużyński analizuje problem płciowości w jego filmach. Poza tym są wywiady z Romanem Kłosowskim, Marią Nurowską, Dubravką Ugresic, Gabą Kulką, Ewą Kasprzyk. To, co mi się wydaje nowe, to duża ilość fragmentów powieści, które mają się ukazać. Ciekawie zapowiada się również artykuł Agnieszki Drotkiewicz o Houellebecqu oraz felieton Kazimiery Szczuki (mam nadzieję, że to będzie stała rubryka). A poza tym dużo recenzji filmowych, książkowych i muzycznych oraz stali autorzy ze swoimi tekstami. Numer zapowiada się interesująco, choć "wstępniak" od Naczelnego o strachu ma charakter lekko intrygujący.

poniedziałek, 5 września 2011

Kot laboratoryjny

Moi drodzy, spieszę Wam przedstawić Zetora Najducha Kocią Bidę. A oto i on w całej swej okazałości:

Zetor Najduch Kocia Bida zamieszkał w Miłynie, a dokładnie w laboratorium, które jest w młynie. Tak się stało, ze kotka młyńska wydała na świat kocięta, ale jej instynkty macierzyńskie zogniskowały się tylko na dwóch maluchach, resztę miała w głębokim poważaniu. I nieborak Zetor tak darł pyszczka w krzakach, że się dobrzy ludzie nad nim zlitowali (czyt. Miłka) i go zaadoptowali. Chude to było jak kocia szczapa (jeśli w ogóle istnieje takie coś jak kocia szczapa, to Zetor tak właśnie wyglądał), a mruczał jak silnik od kosiarki- stąd imię. Zetor znalazł więc nową mamę i całe mnóstwo ciotek i wujków. Urwis z niego straszny i pocieszny:

A tu, tańce z Mamą:
A na koniec ciamkanie:
Mało brakowało, zeby Zetor miał przyszywanego brata. Szłyśmy z Miłką do sklepu, gadamy w najlepsze i nagle...Miauuu. Hm...- Ed, słyszałaś może miauczenie? Miau...Nosz kurde! Znowu! 
Obracamy się, a za nami idzie małe szare kocię, które wygląda jak bida z nędzą. Wychudzone, wystraszone. No nieee!!! I co z tym maluchem zrobić? Lezie to to przy nodze, a co najgorsze- przy mojej nodze! Ale przecież nie mogę go wziąć, bo gdybym mogła mieć kota, to bym Czesia nie oddała. Ale jak tak patrzę...Dobra, nie oglądamy się na niego, jesteśmy twarde, nie możemy go wziąć, jak go zignorujemy, to sobie pójdzie. No i poszedł...Ale mało brakowało. Miał takie ładne miodowe oczka. Ale poradzi sobie maluch. Mam nadzieję.

A koncerty- cóż. Nawet mi się nie chce komentować. Nagłośnienie było tak fatalne, że pochłonęło całą energię Hurtu. Nie było słychać Maćka (wokalisty) a o Smole i Załęsie, którzy mieli robić "chórki" już nawet nie wspomnę. Gitara i bas zlewały się w jeden wielki hałas- bębenki trochę ucierpiały. Na Heyu było troszkę lepiej. To był ostatni w tym roku koncert Heya. Zagrali rewelacyjnie, pierwszy raz słyszałam na żywo "Kataszę". Na bisy był też dawno niesłyszany "List".  A na koniec "Sto lat" dla Kasi, bo kilka dni wcześniej skończyła 40 lat. 
I tak oto w błogim lenistwie koncertowym minął mi weekend. I tak sobie patrzę na ostatnie miesiące- się rozbestwiłam z tymi koncertami. Może by tak trochę przystopować i do teatru jakiegoś pójść? A jest na co, bo w Teatrze Polskim 08.09. będzie przedpremierowy spektakl "Poczekalnia" w reż. Krystiana Lupy, oparty na tekstach Doroty Masłowskiej. Masłowska i Lupa, to może być ciekawe doświadczenie.



niedziela, 4 września 2011

Przyjaciele z kart książek - top 10


Kreatywna Klaudyna tym razem zachęca do stworzenia TOP 10 bohaterów literackich, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić. A u mnie to jest tak, proszę Państwa, że jak czytam i mi postać się podoba, to od razu się zaprzyjaźniam, czy tego bohater sobie życzy ,czy też nie. Gdy tak sobie myślałam, kogo najbardziej lubię z tej masy ludzi, których poznałam na kartach książek to bezapelacyjnie zwycięża Lesio.
1. Lesio- Joanna Chmielewska „Lesio”. Oglądałam kiedyś film dokumentalny o Joannie Chmielewskiej i dowiedziałam się, że Lesio jest postacią rzeczywistą. Pokazali go. No i  jak w mordę strzelił- rzeczywiście Lesio wygląda na Lesia. Uwielbiam go. Ile ja się przy tym chłopie uśmiałam. To taki kochany ciamajda z nieokrzesaną wyobraźnią. No bo moi drodzy, wpadlibyście na to, by zamordować personalną, która codziennie zatruwa Wam życie, podsuwając książkę spóźnień pod nos? Wiadomo, że nie wpiszemy po raz pięćsetny, że umarła nam babcia, bo ile tych babć można mieć? Więc, zdaniem Lesia, który notorycznie się spóźnia, trzeba zamordować personalną i to w taki sposób, by go nie nakryli. Czyli najlepiej otruć. Gronkowcem hodowanym na lodach. Wpadlibyście na to? A Lesio wpadł, bo nie pomyślał, że prościej było by się po prostu przestać spóźniać.  O tym jak napadał na pociąg i przebierał się za garbatego już nie wspomnę. Taki znajomy to skarb, nic dziwnego, że Chmielewska „wykorzystała” swojego kolegę i powstała przesympatyczna postać, która za każdym razem przyprawia mnie o nieopanowane wybuchy wesołości.

2. Królik – A.A. Milne „Kubuś Puchatek”. Kocham wszystkie postacie ze Stumilowego Lasu, ale królik jest mi najbliższy. To taka zrzęda, taka sama jak ja. Mamy podobne charaktery, choć ja z pewnymi cechami walczę- z różnym skutkiem. Królik jest trochę egoistyczny, ciągle też planuje, drze się na wszystkich i jest niepoprawnym pedantem, ale w głębi duszy to dobre stworzonko, zawsze ma dla Kubusia baryłeczkę miodu, troszczy się o innych, chodź gdera przy tym ile wlezie :)

3. Mary Poppins- Pamela L. Travers  seria książek z Mary Poppins. Wprawdzie już nie potrzebuję niani dla siebie, ale jakbym miała dzieci, to chętnie bym Mary zatrudniła. Wiem, wiem, Mary wcale nie jest miła, wręcz przeciwnie- to egocentryczna i sarkastyczna kobieta, ale za to potrafi stworzyć dzieciom świat bajeczny i wtedy wszystkie jej wady giną zabrane przez magiczne umiejętności.

4. Czarna krowa – K. Łochocka
Czarna krowa w kropki bordo
gryzła trawę kręcąc mordą.
Kręcąc mordą i rogami
gryzła trawę wraz z jaskrami.
„Czarna krowo, nie kręć rogiem,
bo ja pieróg jem z twarogiem:
gdy tak srogo rogiem kręcisz,
gryźć pieroga nie mam chęci.”
„Jedz bez trwogi swe pierogi,
nie są groźne krowie rogi.
Jestem bardzo dobra krowa
rodem z miasta Żyrardowa.
Raz do roku w Żyrardowie
pieróg z grochem dają krowie.
Więc mi odkrój róg pieroga,
a o krowich nie myśl rogach.
Ja Ci również radość sprawię:
Jaskry, które rosną w trawie,
zręcznie ci pozrywam mordą
czarną mordą w kropki borrdo.”
Zawsze marzyłam o tym, by hodować krowę. To niezwykle łagodne zwierzę z przepięknymi oczami. Ale gdzie taką krowę trzymać w mieście? No przecież na balkonie jej stodoły nie wybuduję!

5. Brygida- „Dziennik Trójkowej Bridget Jones, czyli Brygidy Janowskiej” – po sukcesie „Dziennika Bridget Jones” w mediach pojawiła się plaga dzienników o podobnym typie. Radiowa Trójka ogłosiła wtedy konkurs na Trójkową Bridget i w efekcie powstała sympatyczna książeczka – patchwork pozszywana z dwudziestu przesłanych  dzienników. Bohaterką jest Brygidka, która non stop w coś się ładuje.  Powiem tak, znam osobę, która do złudzenia przypomina a z charakteru Brygidkę i strasznie tę kobitkę lubię. Co ja gadam- uwielbiam ją! 

6. Jan Onufry Zagłoba - Henryk Sienkiewicz „Trylogia”. No co się dziwicie? Zagłoba to rubaszny i dobrotliwy chłop, który lubi się zabawić, a ponieważ ja też czasami lubię polewitować- miałabym świetnego kompana do kielicha ;). Żarcik. No. Ale nie muszę Was przecież przekonywać, że takiego oddanego kumpla warto mieć.

7. Pan Cogita- Zbigniew Herbert „Pan Cogito” – lubię się bawić, ale lubię też czasami porozmawiać poważnie o życiu, o człowieku, o naturze, o duszy. A kto do takich dysput nie nadawałby się lepiej niż Pan Cogito? Posłuchałabym jego historii o mitycznych bohaterach i pomogła wyciągnąć z buta kamyk, który tak drażni.

8. Mikołajek - René Goscinny, J.J. Sempé „Mikołajek” – chętnie przygarnęłabym całą bandę chłopaków z Mikołajka, ale spójrzmy prawdzie w oczy- ze wszystkimi naraz bym sobie nie poradziła- zabiłabym chyba tych psotników, ale sam Mikołajek, czemu nie? Takiego siostrzeńca mogłabym mieć. 

9. Kapelusznik - Lewis Carroll „Alicja w Krainie Czarów”. Nie wiem dlaczego, ale ta postać mnie bardzo intryguje i nie potrafię racjonalnie tego wyjaśnić. Wiem, ze gdybym się na niego natknęła, urządziłby mi nieurodzinowe przyjęcie z herbatką, a ja herbatkę lubię.

10.  Babcia- Andrzej Bart „Rewers”. To przesympatyczna kobieta, z poczuciem humoru, zdystansowana do siebie i do świata, ironiczna, ale nie tak zjadliwie, tylko tak uroczo. To kobieta, do której zawsze można zwrócić się o radę, a przy okazji naładować sobie akumulatorki jej pozytywnym nastawieniem do świata.


1.  


sobota, 3 września 2011

Jesiennie

Witam Was moi kochani. Ja tak tylko jedną nogą wchodzę, bo w Miłynie jestem i zaraz na spacer w tę piękną pogodę się wybieram, a później Jelenia Góra i koncerty, więc weekend u mnie cudnie się zapowiada. Ale ja w sumie nie o tym. Jak zauważyliście, zmieniłam szatę graficzną bloga. A było to tak. Wchodzę ja sobie dziś rano (no powiedzmy, że 11:00 to jest rano...) na maila, a tam wiadomość od Ady z załączonymi tymi cudeńkami, które teraz możecie podziwiać. Tak mi się miło zrobiło, bo nawet nie prosiłam Ady o zrobienie bannerka jesiennego, po prostu otworzyłam skrzynkę i on tam był. :) Bardzo Ci Ada dziękuję i wszem i wobec ogłaszam, że jak Ty dziewczyno nie weźmiesz się poważnie za grafikę, to Ci nakopię do do dupy moimi różowymi glanami. No! Zrozumiano? ;). A tymczasem zostawiam Was i życzę miłego weekendu. Korzystajcie z ostatnich promieni słonecznych, bo już jesień za pasem.

czwartek, 1 września 2011

Joanna Bator "Japoński wachlarz. Powroty"

„Taką książkę jak «Japoński wachlarz» pisze się tylko raz. Nie da się powtórzyć doświadczenia pierwszego spotkania z inną kulturą, pierwszych zachwytów i zdziwienia. Takich tekstów nie da się także poprawić, bo stałyby się fałszywe, nawet jeśliby zyskały na historycznej czy antropologicznej głębi”. Dlatego w trzecim wydaniu zatytułowanym „Japoński wachlarz. Powroty” autorka „Piaskowej Góry” jedynie dopisuje do swoich wspomnień spostrzeżenia dotyczące niewielkich zmian, jakie zaszły w Japonii na przestrzeni 10 lat, dodaje kontrowersyjny esej o Jessei Sagawie – kanibalu, który stał się celebrytą oraz uzupełnia swoje zapiski kolorowymi fotografiami. „Japoński wachlarz” nie jest bowiem próbą kompleksowego przedstawienia Kraju Kwitnącej Wiśni, nie jest to reportaż ani też przewodnik turystyczny – to bardzo osobisty pamiętnik z podróży, kolekcja obrazków z fascynującej przygody, jaką jest obcowanie z Innym. Jaka jest zatem Japonia Joanny Bator?

Do przeczytania całego tekstu zapraszam na stronę e-czaskultury.pl.

Za egzemplarz recenzyjny książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.