Teksty umieszczane na tym blogu, są mojego autorstwa. Kopiowanie i wykorzystywanie ich w innych miejscach, tylko za zgodą autorki

wtorek, 12 kwietnia 2011

Finaliści nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego


Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego jest przyznawana od 2010 roku. Ufundowana została przez Radę Miejską Miasta Stołecznego Warszawa, a współorganizatorem konkursu jest Gazeta Wyborcza. Patronat honorowy roztacza nad nagrodą Pani Alicja Kapuścińska. Wyróżnienie jest przeznaczone dla reportażu literackiego, który został wydany w roku poprzedzającym edycję nagrody. Celem przyznawania tej nagrody jest wyróżnienie reportażu, który zmusi do refleksji i pogłębi wiedzę czytelnika o innych kulturach i krajach. A oto tegoroczni finaliści:

- „Lekcje chińskiego. Dzieci rewolucji kulturalnej i dzisiejsze Chiny", John Pomfret, przeł. z angielskiego Jan Halbersztat, Ushuaia.pl, Warszawa
- „Uśmiech Pol Pota", Peter Fröberg Idling, przeł. ze szwedzkiego Mariusz Kalinowski, Czarne, Wołowiec
- „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", Swietłana Aleksijewicz, przeł. Jerzy Czech, Czarne, Wołowiec
- "Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee", Chloe Hooper, przeł. z angielskiego Agnieszka Nowakowska, Czarne, Wołowiec
- „Toast za przodków”, Wojciech Górecki, Czarne, Wołowiec
Laureata poznamy 13 maja. Otrzyma 50 tys. zł, a jeśli zostanie nim autor zagraniczny, nagrodę - 15 tys. zł - dostanie także tłumacz książki. Niestety, z nominowanych do nagrody książek odpadł Wojciech Tochman, któremu zawsze z całego serca kibicuję. A  Wy macie jakieś swoje typy?

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Port Wrocław- dzień trzeci

„Witam wszystkie dzieci-te małe i te dorosłe. A teraz każde dorosłe dziecko położy prawą rękę na sercu i będzie powtarzać za mną: obiecuję, że przez najbliższą godzinę będę miało dziesięć lat.”- tak oto Brian Patten powitał dzieciarnię przybyłą, by posłuchać bajek, wierszy i ciekawych opowieści o różnych rzeczach, ludziach, zwierzętach i nawykach. Okazuje się, że polskie dzieci są bardzo grzeczne, bo nie mają złych nawyków, ale brytyjski poeta zna takich „ancymonów” angielskich co w nosie dłubią. Nie wierzycie? Sami posłuchajcie, co może wyniknąć z wsadzania palca w nos. Zostawiam Was na chwilkę z Wojciechem Bonowiczem.



Ale to jeszcze nie koniec, nie odchodźcie od monitorów, bowiem czeka na Was strasznie denerwująca postać- Pani Sza. Kim jest? Ano, oddajmy głos Julii Fiedorczuk.

Jak sami widzicie, zabawa na portowej „Dziecinadzie” była przednia- dużo śmiechu i ciekawych historii, ale w chwilę później dzieci poszły do Pani Artystki, która ich na twarzach, za pomocą farbek, wyczarowywała zwierzęce maski. A dorosłe dzieci udały się na kolejne czytania.

Czytanie piąte- prezentacja książek z serii „44.Polska poezja od nowa”. Swojego autorskiego wyboru poetów-klasyków dokonali Piotr Matywiecki (czytał wiersze Konopnickiej) , Andrzej Sosnowski (prezentował twórczość Adama Ważyka) i Dariusz Suska (przedstawił liryki Władysława Broniewskiego). Przyznam szczerze, że nie będę po nocach z latarką pod kołdrą i wypiekami na policzkach zaczytywać się poezją Broniewskiego, czy Konopnickiej, za to nad Ważykiem mogę się zastanowić. Pewnie dlatego, że lubię monotonny, senny głos Andrzeja Sosnowskiego, który sączył w uszy publiczności strofy kilku wierszy Ważyka.
 Andrzej Sosnowski

Czytanie szóste- niespecjalnie się zapowiadało, ale dobry los chciał, żebym usłyszała Joannę Mueller. Coś tam kiedyś czytałam, chyba nawet w zeszłym roku była na Porcie, ale w pamięć mi nie zapadła. Za to dziś...Zostałam spoezjowana. I już nos wciskam w „Wylinki”- najnowszy tomik poezji Pani Joanny i już mam dedykację i kolejną fascynację. A może i Wam się spodoba, to co dzisiaj usłyszałam? Dzięki uprzejmości autorki i za jej zgodą mogę się z Wami podzielić tym oto cudeńkiem (dodam tylko, że wiersze Joanny Mueller najlepiej czytać na głos, bo są niezwykle muzyczne, a jednym z ulubionych chwytów poetki jest instrumentacja głoskowa, a- wierzcie mi- takie zabiegi najlepiej brzmią wyczytane na głos)

otoja

ja= wysuwany z zawiasów lat ciężki kombinat szuflad
      wysypywany na stosy: lal, korali, paplanin i pakuł

i ja= niema znajdka z wymownym wzrokiem
         która skrada się chyłkiem, otwiera, wydziera
         wchodząc w tajnię grymaśnie, głucho i głęboko

            ja= grodzisko engramów, wywierzysko szpargałów
            i ja= dziecko- deszyfrant, które bez szmeru, wiarołomnie
                                                                                                          w nich szpera
                        ja= powiernica specjalnych poruszeń
                        i ja= strych sekretów, strachów, skarg, szeptów, skarbów

ja= łamiąca klauzule ufności
      zrywająca powłoki oskórka
      niecierpliwa szafarka jawności

ja= wielokrotna w powrotach
      gładkim gwałtem tej małej
     zryw po zrywie wystawiana na głasnost

[gra w enagramy]        

Uwielbiam poezję lingwistyczną, zabawę językiem, neologizmy, semantyczne perełki. Wiem, czasami to niezrozumiałe, ale samo brzmienie już jest poezją. To tak jak z filmami Davida Lyncha- oglądasz, nie rozumiesz, ale obraz zachwyca.

Czytanie siódme – prezentacja antologii poezji latynoamerykańskiej „Umocz wargi w kamieniu” w przekładzie i wyborze Krystyny Rodowskiej z udziałem José Ángela Leyvy, Eduardo Lizalde i Ambar Past. Wiersze czytane w ojczystym języku poetów. Tłumaczenie wyświetlane na telebimie. Każdy język ma swój rytm, swoją melodię, dlatego lubię te obcojęzyczne czytania na Porcie.
 Od lewej: Jose Angelo Leyvy, Ambar Past, Eduardo Lizalde, Krystyna Rodowska

Czytanie ósme- na tę prezentację czekałam cały dzień. Tkaczyszyn – Dycki. Nie pojawił się. Nie będę ukrywać, że się wściekłam, ale później żal mnie ogarnął i jakoś tak zmarkotniałam.  Szkoda, mam nadzieję, że niebawem Biuro Literackie zorganizuje jakieś spotkanie autorskie.
Na szczęście Bohdan Zadura się pojawił i rozruszał publiczność swym „Nocnym życiem”. Niech zatem obraz przemówi:
"Odwaga"
Spojrzeć pod poszewkę
białego wiersza

I to już koniec. Za rok kolejny Port. A ja, ja czuję lekki niedosyt przez brak Dyckiego, ale podoba mi się to, że Port wraca do starej formuły. Jeszcze niedawno wiersze były prezentowane z bogatą oprawą artystyczną. A to zbyt głośna muzyka w podkładzie, to znów latający po scenie aktorzy, kuriozalne filmy na telebimach- może i to ciekawe, na pewno widowiskowe, ale jednak w tym całym artystycznym zamęcie gdzieś ta liryczna fraza się gubiła. A teraz- jest poeta, mikrofon, fotel, czasami delikatny akompaniament muzyczny. Jest poeta i publiczność. Tylko poezja. Czysta poezja. Aż miło posłuchać. Oby tak dalej.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Port Wrocław- dzień drugi


Właśnie wróciłam z Portu. Dziś dzień drugi, ale dla mnie pierwszy, bo na wczorajsze otwarcie festiwalu nie dotarłam. Jeszcze myśli krążą rozkołysane dźwiękami Indygo Tree, a refleksje? Gdzieś się rozpłynęły. Filip Zawada-nie tylko współtworzy zespół Indygo Tree, ale jest też prerformerem, poetą, fotografem, aktorem w offowych filmach, reżyserem i chyba łatwiej jest wymienić to, kim Filip Zawada nie jest. Pamiętam, że zetknęłam się z jego poezją na studiach, gdy to na kursie ze współczesnej liryki doktor przeczytał wiersz Filipa. Wiersz brzmiał: „Coca - cola to nie jest to”. Od tego momentu podczytuję Filipa, a od niedawna też i podsłuchuję. Dziś na czytaniach Filip zaprezentował wiersze z tomiku „Psy pociągowe”, choć, jak sam poeta stwierdził- to nie wiersze tylko proza pisana bardzo krótkimi rozdziałami. Po kilku przeczytanych fragmentach rozpoczął się koncert życzeń. Publiczność podawała numery rozdziałów, a Zawada czytał. Lubię , gdy ten, co jest na scenie wchodzi w interakcję z publicznością. Nie czuje się wtedy dystansu.
Po Filipie przyszła kolej na Julię Fiedorczuk. I tu zaskoczenie- poetka na festiwalu poetyckim czytająca fragmenty swojej prozy z „Poranku Marii” oraz „Białej Ofelii”. Jednak w tych urywkach wyczuwa się poetyckie zacięcie Julii, tematyka kobieca oscylująca wokół cielesności i „inności” wprowadziła nutę powagi, którą zaraz doszczętnie zakłócił Krzysztof Jaworski, czytający fragmenty swojego opowiadania „Warzywniak”, dokładając na koniec poważny zbiór „Esemesów zebranych”.  Jaworskiego lubię i wiedziałam, że mogę liczyć na ubaw po pachy podczas jego występu. No i się nie zawiodłam.
Chwila przerwy i kolejne czytania. Tym razem Wojciech Bonowicz, Marta Podgórnik i Roman Honet.  Nie mogłam się za bardzo skupić na tych wierszach, Jedynie Marta Podgórnik była jeszcze w stanie mnie zaciekawić, bo cenię tę poetkę i bywa, że łażę z jej tomikiem wszędzie (a bywają takie momenty, że nałogowo zaczytuję się poezją). Choć do końca życia nie zapomnę jej występu kilka lat temu na Porcie, gdy to zrobiona na Dancing Queen czytała swoje wiersze w dyskotekowych fleszach.
A na zakończenie wieczoru koncert Indygo Tree i Entertainment for the braindead. Ukołysało mnie, wyciszyło. Niech Was też ukołysze i wyciszy- zostawiam Was z tymi dźwiękami i życzę dobrej nocy.

A jutro...jutro dzień pełen wrażeń. Wystarczy mi tylko jedno nazwisko: Eugeniusz Tkaczyszyn - Dycki. Więcej słów jest zbędnych.

sobota, 9 kwietnia 2011

Barbara Kosmowska "Samotni.pl"



„Bo najgorzej w życiu to samotnym być” – jak to śpiewał Ryszard Riedel- wokalista Dżemu. Ale samotność to pojęcie semantycznie bardzo pojemne. Gdy uciekasz od ludzi, bo chcesz pobyć sam ze sobą, wsłuchać się w wewnętrzne „ja”, by znaleźć odpowiedź na nurtujące problemy wtedy sam decydujesz o izolacji od świata. To jest dobra samotność, ale jest też osamotnienie, które odczuwamy, gdy nie ma wokół nas bliskich nam osób, ba!, gdy w ogóle takie osoby nie istnieją w naszym życiu. Bohaterowie „Samotnych.pl” Barbary Kosmowskiej to właśnie ludzie osamotnieni, a raczej opuszczeni.
Zosia jest nauczycielką języka polskiego. Jej przyrodnia siostra Joanna chodzi do gimnazjum. Dziewczyny straciły matkę, zostały same na świecie.
Wiktor- uczeń Zosi, który opiekuje się babcią. Matka jest za granicą. Rzadko dzwoni do syna. Na święta przysyła mu paczkę z ubraniami i butami na dziesięciolatka, a Wiktor już jest młodym mężczyzną., który zaczyna rozumieć, że jego prawdziwy dom i rodzina to przyjaciele, którzy wyciągają do niego dłoń, gdy chłopak schodzi na złą drogę.
Kajka- przyjaciółka Joanny. Sympatyczna grubaska z kompleksami na tle swojej tuszy, ale z ogromnym poczuciem humoru. Taka osoba- „do rany przytul”. Wyzywana i gnębiona przez klasowy gang stara się „trzymać pion”. Wychowuje ją ciotka.
Szymon- przyjaciel Wiktora i jego babci. Weteran wojenny. Jest właścicielem zakładu fotograficznego, ale w międzyczasie zajmuje się nieco ciemniejszymi sprawkami, choć człowiek z niego uczynny i dobry. Roztacza opiekę nad Wiktorem, ma do tego swoje powody. Jakie? O tym już musicie przeczytać w powieści.
Barbara Kosmowska podejmuje w „Samotnych.pl” przede wszystkim motyw samotności związany z zerwaniem rodzinnych więzów. Wszyscy bohaterowie na różne sposoby stracili rodziców. Autorka „Terenu prywatnego” stara się ukazać uczucie osamotnienia w kontekście tzw. eurosieroctwa. Dotyka przy tym również tematu braku akceptacji, „szkoły przetrwania”, jaką przechodzi każdy nastolatek, który odstaje od grupy rówieśników.  Problematyka poruszana przez Kosmowską jest istotna, ale sposób w jaki autorka ją przedstawia czytelnikowi może zniechęcić osoby, które od literatury wymagają nieszablonowości i łamana  stereotypów. Wprawdzie Kosmowska stworzyła sympatycznych bohaterów, a relacje między nimi są ciepłe i dają nadzieję na to, że jednak ta samotność jest do przezwyciężenia, bo zawsze jest ktoś, kto wyciągnie do ciebie dłoń, to,, niestety, pisarka niczym czytelnika nie zaskakuje. Fabuła jest przewidywalna i przepełniona stereotypami. A szkoda, bo temat wdzięczny, choć już trochę wyeksploatowany.
„Samotni.pl” to nie jest zła książka, ale może raczej jej odbiorcami powinni być młodzi ludzie, którzy nie mają jeszcze wyrobionego literackiego gustu.

Barbara Kosmowska, Samotni.pl, W.A.B., Warszawa 2011.

Dziękuję Wydawnictwu W.A.B. za egzemplarz recenzyjny książki.